Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Życie pośród gier komputerowych

Praca marzeń. Tak wielu wyobraża sobie życie codzienne graczy występujących w profesjonalnych ligach jak LCS, OGN czy LPL. Patrząc na nich może się wydawać, że całymi dniami siedzą i grają w grę komputerową, czyli wykonują czynność praktycznie zaspokajającą ambicję większej części młodego pokolenia. Żyją w gaming house, z dala od marudzących rodziców, występują przed ogromną widownią liczoną w milionach i w dodatku zarabiają za to pieniądze, które można przeznaczyć na całonocne imprezy, fast-foody, a także najnowszy sprzęt… chociaż zaraz, przecież sprzęt otrzymują od licznych sponsorów swojej organizacji, którymi są tacy elektroniczni giganci jak Samsung, Razer, Steelseries czy Roccat. Co może być nie tak w tym świecie niczym wyjętym z bajki?

Ludzie znający cały ten świat jedynie z transmisji samych rozgrywek oraz nielicznych materiałów promocyjnych marek mogą odnieść wrażenie, że przecież powyższy opis nie może znacząco odbiegać od rzeczywistości. Widzowie otrzymali możliwość “zajrzenia” do wnętrza każdego gaming house’u wiodących zachodnich drużyn i absolutnie nic nie wydaje się być tam nieprawdą. W większości przypadków trzeba jednak brać poprawkę na to pieczołowicie wyreżyserowane show, jakim przecież te oprowadzania są. Może samo życie w tych domach powoli ulega poprawie (i zaczyna przechodzić w tzw. koreański rygor, co jest tematem na oddzielny tekst), ale kto pamięta jeszcze stare vlogi TSMu, który w tamtym okresie był jednym z najlepszych zespołów w Ameryce? (linki dla chętnych część pierwsza druga, polecam poszukać na kanale Solomidu/Dyrusa starych vlogów.)

Wszechobecny zamęt i nieporządek, pełno pudełek po pizzach, puszek po redbullach i innych tego typu napojach, pokoje graczy wyglądające jak miejsce, do którego mama przez pewien czas nie zaglądała. Jednym słowem wszystko wyglądające jak tymczasowa siedziba, miejsce do przenocowania, a nie miejsce treningów profesjonalnej drużyny. Wydaje się, że sytuacja zaczyna się zmieniać na lepsze i w ich drzwi zaczyna powoli pukać profesjonalizm oraz poważne, dorosłe podejście, ale nie oszukujmy się – zamykając 5 (a nawet i więcej) młodych mężczyzn w jednym domu, nie oczekujmy od nich traktowania całego otoczenia jak całodobowej pracy, ponieważ jest to niemożliwe.

2236615-gsm_169_gamecrib_worlds_teaser_om_091713_320

Ano właśnie, wspomniałem o zamykaniu ich. Czy to nie jest tak, że mają oni wolny czas? Nie do końca. Oczywiście, nikt nie przykuwa ich łańcuchem do biurka i stoi za plecami krzycząc “Spiel młody player!”, co również nie oznacza, że znajdują się w komfortowej sytuacji, szczególnie Europejczycy. Ponieważ gdzie 20-latek, który przyjechał z innego kraju, miałby wyjść w Kolonii? Wcale nie lepiej mają Amerykanie, którzy faktycznie, nie doświadczają bariery językowej, ale wciąż są wyrwani ze swojego środowiska i, spójrzmy prawdzie w oczy, nie mają za bardzo czasu, żeby się przystosować. Faktycznie, są w stanie poruszać się po mieście jako drużyna (zwłaszcza jeśli ktoś jest “z okolic”), ale ileż czasu można spędzać z ludźmi, z którymi się mieszka i gra (de facto pracuje) kilka(naście godzin dziennie)?



Nadmiar treningów nie jest aż tak widoczny na pierwszy rzut oka w LoLu, ponieważ gra jest na tyle skomplikowana, że treningi można podzielić na kilka rodzajów takich jak: SoloQ, analizowanie swoich/czyichś gier, scrimmy i inne gry drużynowe. Co mają jednak powiedzieć gracze np. Starcrafta, którzy żyją praktycznie jak roboty? Pobudka o wyznaczonej godzinie, przygotowane śniadanie, trening, przygotowany obiad, trening, czas wolny (często spędzany na grze), trening, spać, pobudka… Gracze League mogą czuć się pod tym względem w miarę komfortowo, gdyż zazwyczaj grają “jedynie” po kilka, znacznie rzadziej kilkanaście godzin dziennie. Pewnym drużynom zdarzają się okresy wysilonego treningu (Fnatic przed finałami S3 miało serię prawie miesięcznego nieustannego, kilkunastogodzinnego grania dziennie), ale są one na tyle sporadyczne, że nie wpływają znacząco na motywację graczy, która i tak dodatkowo jest podbudowywana późniejszym okresem wolnym od zajęć.

O tym, jak poważne jest to wypalenie graczy, można wywnioskować po decyzji podjętej przez SK Gaming na koniec ostatniego sezonu LCS. Plotka głosi, że drużyna postanowiła, że specjalnie oddadzą zwycięstwo w meczach pozycjonujących, ponieważ wygrana wiązała się z koniecznością wzięcia udziału w meczu AllStars oraz otrzymaniu zaproszeń do innych tego typu wydarzeń. Ciężar ten spadł ostatecznie na Fnatic, które również bardzo niechętnie przyjęło możliwość zagrania przeciwko zagranicznym zespołom, poświęcając stosunkowo niewiele uwagi do rozgrywanych w tym okresie gier.

Podejście nawet najwierniejszych fanów jest bardzo brutalne. Ci, którzy nie poznali nigdy życia gracza nie potrafią sobie wyobrazić, żeby profesjonalna drużyna odpuściła sobie udział w prestiżowym międzynarodowym turnieju tylko po to, by spędzić kilka tygodni więcej ze swoimi rodzinami. Łatwo mówi się jednak, gdy posiadamy bliskich tuż obok siebie – nawet inna miejscowość nie jest wielkim problemem. Trochę gorzej jest, jeśli dzielą nas tysiące kilometrów, a sytuacja materialna wcale nie zachwyca na tyle, by regularnie się ze sobą widzieć. Brak wsparcia rodziny w przypadku obrania kariery zawodowej związanej ze śmiesznymi ludzikami biegającymi po ekranie jest poważny i były mniej lub bardziej głośne jego przypadki (jeśli ktoś chce się dokształcić z historii LoLa, to pozostawiam link do historii bezdomnego Doublelifta DLA ZAINTERESOWANYCH).

Problem motywacji nie jest aż tak poważny na Zachodzie, a przynajmniej na razie. Większość posad europejskich czy amerykańskich graczy jest stosunkowo pewna; obawy mogą mieć drużyny z dołu tabeli, ale i tak wiele zależy od ich wyników (ponieważ ktoś na dole rankingu musi być, ale nie oznacza to, że gra źle). Mówię “stosunkowo” pewna, ponieważ zaczynamy zauważać wymiany graczy, wokół których urosły swoiste legendy, na co najświeższym przykładem są Darien i Diamondprox. Niektórzy nie wyobrażają sobie LoLa bez tych jakże wybitnych postaci, ale gra nie może być domem starców i jeśli ktoś nie jest najlepszy, to musi odejść – takie decyzje z sukcesem dla swoich drużyn podjęli Scarra, Hotshot i (z odrobinę mniejszym powodzeniem) Oddone. Skupianie się zachodniej społeczności wokół ikon oraz bronienie ich, nawet jeśli nie spisują się najlepiej, jest trochę mniej popularne w Korei czy Chinach – tamtejsi gracze zawsze prezentują się na najwyższych obrotach, ponieważ zmiany w składzie, nawet wśród czołowych drużyn, nie są czymś niezwykłym, a w kolejce pozostaje duża grupa świeżych talentów, oczekujących na swój moment, by zabłysnąć. Z LCSami jest trochę inaczej, ponieważ rotacja graczy jest niewielka, ale to temat na inny wieczór.

Nie wiem, czy byłbym gotowy poświęcić swoje spokojne życie bez stresu i ruszyć w pogoń za internetową sławą i karierą gracza, która to droga zgubiła wielu przede mną, ale tych niewielu wybranych wyprowadziła na szczyty. Czy warto jest zaryzykować ruch, z którego ciężko jest się wycofać, a w przypadku niepowodzenia jest się wystawionym na słuchanie przez następne lata o szkodliwym wpływie nowych technologii na młode pokolenie?

Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.