Inne29 lipca 20191462 słów

Pantheon w Uniwersum

🎮Inne

Umarł Pantheon. Niech żyje Pantheon.

Pantheon, Niezniszczalna Włócznia

Atreus

urodził się na nieprzyjaznych stokach Targonu i nadano mu imię jednej z

gwiazd tworzących gwiazdozbiór Wojny, znany jako Pantheon.

Od

najmłodszych lat wiedział, że jego przeznaczeniem są bitwy. Tak jak

wielu członków jego plemienia ćwiczył, aby dołączyć do wojennego zakonu

Rakkorów — do Ra’Horak. Atreus nigdy nie był najsilniejszym ani

najbardziej uzdolnionym wojownikiem, ale jakoś dawał sobie radę. Cały

pokryty krwią i siniakami, po każdej walce wstawał na nogi. Z czasem

pomiędzy nim a innym rekrutem, Pylasem, wywiązała się zażarta

rywalizacja, lecz nieważne, jak często Atreus lądował na kamieniach,

zawsze się podnosił. Pylasowi imponowała jego nieustająca wytrwałość i z

krwi rozlewanej przez nich podczas ćwiczeń zrodziło się prawdziwe

braterstwo.

Atreus i Pylas wraz z innymi Rakkorami

natknęli się na barbarzyńców, którzy wtargnęli na ich terytorium,

zdołali jednak ujść z życiem z zasadzki, podczas której zabito resztę

ich patrolu. Gdy Aspekt Słońca odmówił zgładzenia tych intruzów, Atreus i

Pylas przysięgli, że sami zdobędą moc Aspektów, wspinając się na

wierzchołek Góry Targon.

Tak jak wielu przed nimi,

zlekceważyli znój wspinaczki, i po dotarciu na szczyt wyziębiony Pylas

wyzionął ducha. Atreus pozostał sam — i wtedy niebiosa rozwarły się,

uczyniły go nośnikiem boskiego Aspektu i tchnęły w niego moc zemsty.

Lecz

to nie człowiek powrócił do Rakkorów, dzierżąc włócznię i tarczę

lśniące od niebiańskiej potęgi. Był to Aspekt Wojny we własnej osobie, Pantheon.

Uznawszy Atreusa, wojownika, który znał jedynie smak porażki, za

niegodnego, przejął władzę nad jego ciałem, żeby spełnić własne zamiary —

wypełnić zadanie uznane przezeń za zbyt trudne dla śmiertelników.

Zepchnięty

do najdalszych zakątków swojego umysłu Atreus miewał mgliste wizje, gdy

Aspekt przeczesywał świat w poszukiwaniu Darkinów, żywej broni

powołanej do życia w minionej epoce.

W końcu

Pantheon został zmuszony do walki niedaleko Góry Targon przez Aatroxa,

Darkina, który chciał dostać się na jej szczyt. Ich pojedynek rozgorzał

na dobre, wzbili się w przestworza i dziesiątkowali ludzkie armie pod

swoimi stopami… aż stało się coś niemożliwego. Darkin pchnął

bogobójczym ostrzem wprost w pierś Pantheona. Był to cios, który zdarł

gwiazdozbiór Wojny z nieboskłonu.

Lecz gdy Aspekt

konał, Atreus — człowiek uznany przez niego za słabego — obudził się raz

jeszcze. Moce broni Aspektu słabły, a on, nadziany na ostrze Aatroxa, z

trudem nabrał powietrza w płuca i splunął Darkinowi w twarz. Aatrox

uśmiechnął się pogardliwie i zostawił Atreusa na śmierć.

Kilka

godzin później, gdy zleciały się kruki, Atreus z bólem podniósł się i

chwiejnym krokiem wrócił do Rakkorów, pozostawiając za sobą krwawy ślad.

Po życiu pełnym porażek jego wola życia i gniew z powodu zdrady

wystarczyły, by odeprzeć śmierć, która pochłonęła samą Wojnę.

Atreus

powrócił do zdrowia w domostwie Pylasa, opiekowała się nim wdowa po

jego przyjacielu, Iula. Atreus zrozumiał tam, że spędził swoje życie na

patrzeniu w gwiazdy i nigdy nie wziął pod uwagę tego, co leży pod nimi. W

przeciwieństwie do bogów śmiertelnicy walczą, bo muszą, wiedząc, że czyha na nich śmierć. Ujrzał we wszelkim życiu wytrwałość wobec bezmiaru niebezpieczeństw.

Było

tak w istocie — barbarzyńscy najeźdźcy zagrażali teraz północnym osadom

Rakkorów, w tym farmie Iuli. Pomimo tego, że potrzebował jeszcze

miesięcy, by być w stanie unieść włócznię, Atreus był zdeterminowany,

żeby własnoręcznie położyć kres tej pladze, i w końcu wyruszył w drogę,

niosąc stępioną broń Aspektu.

Jednak gdy dotarł na

miejsce, jego śmiertelni wrogowie już odpierali atak. Po tonie ich

krzyków i wszechobecnym fetorze krwi poznał, że… walczyli z Aatroxem.

Atreus

uświadomił sobie wtedy, że to Aatrox zapędził ich do Targonu. Choć

uważał ich za nieprzyjaciół, byli bardzo podobni do Rakkorów — byli

śmiertelnikami, którzy cierpieli z powodu konfliktu pomiędzy wyższymi

mocami. Atreus czuł gniew zarówno wobec Darkinów, jak i Aspektów. Wcale

się od siebie nie różnili. Stanowili taki sam problem.

Atreus

stanął między barbarzyńcami a Aatroxem. Rozpoznawszy podniszczoną

tarczę i włócznię upadłego Aspektu, Darkin wyśmiał go — na co Atreus

liczył, skoro nie miał już mocy Pantheona? Mimo że Atreus upadł na

kolana pod naporem ciosów Aatroxa, kiedy usłyszał krzyki wokół siebie,

jego własna wola ponownie rozpaliła włócznię Aspektu… skoczył więc

wysoko i uderzył, odcinając Darkinowi rękę dzierżącą miecz.

Zarówno

ostrze, jak i Darkin padli na ziemię. Tylko Atreus pozostał na nogach i

patrzył, jak gwiazda, z którą dzielił imię, raz jeszcze zapala się na

nieboskłonie.

Choć często pragnie wrócić na farmę

Iuli, Atreus tamtego dnia przysiągł, że będzie zwalczać Aspekty,

Wyniesionych, demony i wszystko, co posiada moc tak wielką, że może

służyć tylko do niszczenia. Porzuciwszy własne imię, stał się nowym Pantheonem — broń Aspektu była przepełniona wolą walki, która istnieje jedynie w obliczu śmierci.

Jako że boski Pantheon odszedł, Wojna musi odrodzić się w człowieku.

Włócznia Targonu

Samotna

postać czekała na chroniony konwój, stojąc na tle słońca. Jej ciężki

płaszcz i długi pióropusz na szczycie hełmu falowały w ciepłym i suchym

pustynnym wietrze. Długą włócznię trzymała u boku.

Konwoju

strzegło trzydziestu ludzi. Większość z nich było najemnikami –

zaprawieni w bojach mężczyźni i kobiety, odziani w kolczugi i skóry i

uzbrojeni w kusze, halabardy i miecze. Kroczyli drogą obok mocno

objuczonych mułów. Nagle zatrzymali się, a wymieniane obelgi i żarty

jakby utkwiły im w ustach, gdy zauważyli stojącego przed nimi wojownika.

Ubrany na czarno przywódca ekspedycji zmarszczył brwi, gdy zatrzymał

swojego wierzchowca.

Postać stojąca przed nimi się nie poruszyła.

– W waszych sercach czuć żądzę mordu – rzekła.

Jej głos był potężny i miał dziwny akcent.

– Jestem Górą. Nie pójdziecie dalej.

Najemnicy uśmiechnęli się złośliwie i zadrwili.

– Spadaj, szaleńcze. Chyba że chcesz, żebyśmy nabili twoją głowę na pal – krzyknął jeden z nich.

Jesteś daleko od domu, przyjacielu – powiedział przywódca konwoju. –

Sami zmierzamy w kierunku góry. Przelew krwi nie jest konieczny.

Samotny wojownik był niewzruszony.

Jesteśmy prostymi pielgrzymami i przed nami wciąż długa droga –

powiedział przywódca. – Poza tym, nie mamy jak wrócić. Nasze statki już

odpłynęły. Widzisz? – powiedział, pokazując za plecy.

Niecałą

milę za konwojem widać było lśniące morze. Widoczne były trzy galery,

które zmierzały na północ w drodze powrotnej do domu.

– Nie mamy złych zamiarów, zapewniam cię – kontynuował przywódca. – Szukamy tylko wiedzy.

– Łżesz, niegodziwcze – powiedział wojownik. – Poszukujecie krwi Proroka. Zawróćcie, bo zginiecie.

Jeździec jeszcze bardziej zmarszczył brwi i odwrócił się, wzruszając ramionami.

– Niech będzie – powiedział. – Zabić go.

Natychmiast

uniesiono kusze i powietrze wypełniły wystrzelone bełty. Jednakże

samotny wojownik nie został powalony – bełty zabrzęczały, gdy odbiły się

od jego ciężkiej, okrągłej tarczy. Następnie ruszył naprzód.

Zdawał

się zupełnie nie spieszyć. Zmierzał naprzód z ponurą determinacją,

wciąż oświetlany przez słońce. Czubek jego włóczni skierował się w

stronę wrogów. Kolejna salwa bełtów. Ponownie zatrzymała się na jego

tarczy.

Pierwsza z najemniczek rzuciła się w jego

stronę, uzbrojona w bułat, którym celowała w jego krtań. Zginęła w

mgnieniu oka z włócznią wbitą w pierś. Kolejna dwójka zginęła równie

szybko – włócznia przecięła gardło jednego z nich, a tarcza zmiażdżyła

czaszkę drugiego.

– Brać go! – ryknął przywódca ekspedycji, sięgając po pistolet znajdujący się za pasem.

Chmura

przysłoniła słońce, dzięki czemu wojownik stał się bardziej widoczny.

Był ubrany w starożytną zbroję. Jego ramiona i nogi były odsłonięte i

mocno umięśnione. Jego płaszcz był szkarłatny, chociaż w mroku zdawało

się, że gwiazdy lśnią w błyszczącej tkaninie. Gwiazdy także lśniły w

jego spojrzeniu, skrytym w cieniu hełmu.

Wojownik

poruszał się niezwykle płynnie – każdy jego ruch był gładki, skuteczny i

zabójczy. Był niesłychanie szybki. Jego szybkość wykraczała poza

ludzkie możliwości. Kolejni najemnicy ginęli, a ich krew wsiąkała w

piasek pustyni. Nikt nie mógł trafić wojownika. Bez wysiłku poruszał się

po polu walki, nieubłaganie zbliżając się do jeźdźca. Najemnicy ginęli

jeden po drugim. W jednej chwili ci, którzy wciąż żyli, odwrócili się i

uciekli.

Jeździec wycelował pistolet w wojownika i

wystrzelił. Choć wydawało się to niewykonalne, uchylił się w ostatniej

chwili i pocisk tylko drasnął jego hełm. Przywódca przeklął i

przygotował pistolet do kolejnego strzału, ale był za wolny.

Tarcza

wojownika trafiła go prosto w pierś i został wyrzucony z siodła. Upadł

ciężko i skrzywił się z bólu, gdy wojownik przygwoździł go stopą do

ziemi.

– Kim jesteś? – syknął.

– Twoją śmiercią – powiedział wojownik. – Jestem Pantheon.

Przywódca konwoju spojrzał w bok i ujrzał swój pistolet leżący w pobliżu. Sięgnął po niego, ale był to akt desperacji.

– Ciesz się, śmiertelniku – rzekł Pantheon. – To wielki honor zginąć od Włóczni Targonu.

Mężczyzna

chciał jeszcze coś powiedzieć, ale włócznia Pantheona zatopiła się w

jego piersi. Krew wypłynęła mu z ust i przestał się ruszać.

Pantheon wyciągnął swoją broń i odwrócił się. Zmierzch przeszedł w noc i niezliczone gwiazdy rozświetliły niebo.

Ognista kometa leciała w stronę odległych gór na wschodzie.

Oczy Pantheona się zwęziły.

– A więc nadszedł czas – rzekł w mrok i rozpoczął długą podróż powrotną na Górę Targon.

Twoja reakcja na nasz wpis:

  • * - [* - [*Nawet*0)
  • *Słodkie!*0)
  • *AHA*0)
  • *OMG!*0)
  • *WTF*0)
  • *Słabe*0)
  • Źródła i odniesienia

    Ładowanie komentarzy...

    Powiązane artykuły

    Popularne Poradniki

    Wszyscy championowie →