Patch Notes19 listopada 20193139 słów

Opowiadanie Karmy, aktualizacje historii Blitzcranka, Camille i Ekko

🔧Patch Notes

Nie zapomnij mnie

Autorka: Dana Luery Shaw

Watai

nerwowo kręciła pierścieniem na swoim palcu, podnosząc wzrok na

klasztor wykuty w zboczu góry. Wiekuisty Ołtarz, dom Karmy. Watai nie

spodziewała się, że wróci tu po tak długim czasie. Problemy z kolanami

jedynie wzmagały ból, jaki sprawiała jej ta podróż. Wziąwszy głęboki

wdech, zaczęła podchodzić ścieżką pod górę w kierunku małej kapliczki

znaczącej wejście do prywatnego pokoju medytacji Karmy.

Kolano odmówiło jej posłuszeństwa, gdy była już prawie w progu i upadła twardo na ziemię. To cholerne miejsce.

Zaczęła nienawidzić Wiekuisty Ołtarz, gdy sześćdziesiąt parę lat temu

odwiedziła go z Jakgrim, ponieważ ten dostał wezwanie od mnichów. Te

wspomnienia sprawiły jej tyle samo bólu, co jej upadek. Nie była w

stanie wstać.

— Wszystko w porządku?

Watai

podniosła głowę i ujrzała wysoką, piękną kobietę wyciągającą do niej

dłoń. Choć nie znała jej twarzy, rozpoznała jej opończę, na której

znajdowały się bliźniacze ioniańskie smoki otaczające jej głowę niczym

aureola. Karma.

— Nic mi nie jest — odpowiedziała obcesowo Watai. Byłam umówiona z tobą na spotkanie.

Witaj, wędrowczyni. — Kobieta uśmiechnęła się przepięknie, a w jej

oczach zatańczyły iskry, gdy wzięła dłoń Watai w swoją. — Pozwól mi się

tym zająć. — Karma naprężyła wolną rękę i otoczyło ją pulsujące, zielone

światło. Watai dostała gęsiej skórki, gdy poczuła, jak chłodna jest ta

poświata. Kobieta pomogła Watai wstać. — Lepiej?

Watai

niepewnie sprawdziła swoją nogę. Kolano wytrzymało nacisk. Jednakże

serce jej się łamało na widok nowej Karmy dzierżącej tę moc. — Mogę stać

— powiedziała napiętym głosem.

Kobieta z obawą popatrzyła na Watai. — Na pewno? Nie wyglądasz…

— Z moją nogą wszystko w porządku, Oświecona — rzuciła Watai, cofając rękę. — Lecz twoja magia nie ukoi wszystkich bóli.

Spodziewała się, że kobieta zmiesza się albo zdenerwuje, ale Karma wyglądała… na spokojną.

Masz rację — powiedziała Karma, potulnie kiwając głową, gdy wprowadzała

Watai do prostego pokoju medytacji. — Nie potrafię ukoić żałoby. Jeśli

straciłaś kogoś na wojnie, mogę jedynie zaoferować ci przeprosiny. Całe

lata spędziłam, przepraszając mieszkańców w całym kraju, przepraszając

za straty i bóle spowodowane moją decyzją o wsparciu… o kontynuowaniu wojny z Noxusem. Ale… — Przerwa, głęboki wdech. — Nie przepraszam, że I… że Ionia stawiła opór.

Watai

i Karma przez długą chwilę patrzyły sobie głęboko w oczy. — Czy mogę ci

pomóc z czymś jeszcze? — zapytała zupełnie życzliwie Karma.

Watai

potrzebowała czasu, żeby zebrać się w sobie. — Poniosłam stratę jeszcze

przed wojną. — Podniosłą rękę. — Poznajesz ten pierścień?

Karma

przeniosła wzrok na nefrytowy pierścień i zaparło jej dech w piersiach.

— Tak. Dałam go… Nie. On dał? On go komuś dał. — Zamknęła oczy i

wsadziła twarz w dłonie.

Watai spędziła

wystarczająco dużo czasu z Jakgrim, żeby wiedzieć, że Karma mocno się

koncentruje, próbując dotrzeć do wspomnień, które nie do końca były jej

wspomnieniami. — Spokojnie. Nie spiesz się.

Sześćdziesiąt

lat temu Jakgri poprosił Watai, swoją narzeczoną, żeby towarzyszyła mu w

podróży do Wiekuistego Ołarza. Watai nigdy nie wychyliła nosa poza ich

wioskę, więc była podekscytowana możliwością zobaczenia świata. Może tak

wyglądałoby ich wspólne życie. Watai i Jakgri wyruszyli zatem na

dwumiesięczną podróż do klasztoru.

Pokochasz to miejsce — oznajmił Jakgri. Jego uśmiech był wypalony w jej umyśle. *Wiem,

że to daleko od naszej wioski, ale poprosimy tkacza drewna, by

wyhodował wiele sypialni w naszym domu, żeby twoja rodzina miała gdzie

spać, kiedy nas odwiedzi. Będziemy mieszkać razem w mieście nieopodal

klasztoru. Czyż to nie wspaniałe?*

Ale ich

wyśnionemu życiu nie było dane się ziścić. Watai szybko odkryła, że nie

potrafi być szczęśliwa tak daleko od domu. Ale ścieżka Jakgriego

poprowadziła go tam i nie było mowy o zawracaniu. Miał obowiązek do

wypełnienia. Dlatego sama wybrała się w podróż powrotną do ich wioski,

wciąż mając na sobie jego pierścień i nie spodziewając się, że

kiedykolwiek do niego wróci. Że kiedykolwiek zobaczy swojego Karmę.

Wreszcie

ręce Karmy opadły na boki, a jej oczy otworzyły się gwałtownie i

szeroko. Jej tęczówki mieniły się tą samą zielenią, co tęczówki

Jakgriego, gdy rozmawiał z niezliczonymi głosami w swojej głowie. Były

to jego poprzednie wcielenia, które teraz należą do niej. Karma mrugnęła

i jej oczy wróciły do normalnego stanu.

— Watai? — W jej głosie rozbrzmiała nuta niepewności, strach przed pomyłką.

Ale

nie myliła się. — Och, niech duchy będą błogosławione — powiedziała

Watai, wycierając łzy, zanim jeszcze mogły spłynąć po jej policzku. —

Nie byłam pewna, czy Jakgri jest… sobą… w tobie.

— Jest i zarazem nie jest. Jego wspomnienia są moimi wspomnieniami, lecz… — Zgubiła wątek i nagle straciła rezon.

To

żaden problem. Tyle jej wystarczyło. Watai spojrzała prosto w oczy

Karmy, mając nadzieję, że zobaczy w nich Jakgriego. Chciała pozbyć się

ciężaru z serca, żeby nie umrzeć, mając w sobie ogromny żal. —

Przepraszam, Jakgri. Żałuję, że nie mogłam zostać tutaj z tobą… albo że

nie wróciłeś wtedy ze mną do domu. Mam nadzieję, że znalazłeś inną

miłość. Nie lubię myśleć, że mogłeś być samotny.

Zdjęła pierścień, położyła go na dłoni Karmy i zacisnęła wokół niego jej długie palce.

Nie. — Wiele głosów przemówiło w jedności, a oczy Karmy jeszcze raz zaświeciły się duszami przeszłości. — *Jakgri

kochał cię do końca swoich dni. Żałował jedynie tego, że nie mógł

dzielić swojego życia z tobą. Ale nigdy nie był sam. Duch Ionii zawsze

był przy nim. — Wyciągnęła pierścień do Watai. — Pragnie, żebyś zatrzymała jego pierścień, jeśli wciąż go chcesz*.

Pod

bacznym spojrzeniem Karmy Watai z powrotem założyła pierścień na palec.

Czuła, że wrócił na swoje miejsce, albowiem ona też nigdy nie pokochała

nikogo innego. — Kocham cię, Jakgri — wyszeptała roztrzęsiona, lecz

uszczęśliwiona. — Kocham cię.

Znowu ciemnooka Karma spojrzała na Watai. — Przepraszam. To nigdy nie trwa długo.

Watai pokiwała głową, miała ściśnięte gardło. — Dziękuję. Za to, co dla mnie zrobiłaś.

— To ja powinnam dziękować tobie, Watai.

— Dlaczego?

Jakgri nie odzywał się do mnie — wybąkała. Od czasu ataku. Był…

rozczarowany, a potem zamilkł. Przeżyłam lata bez jego głosu, bez

mądrości mojego poprzednika. — Raptownie złapała Watai za ręce. —

Dziękuję, że mi go wróciłaś.

Karma,

albo Darha, jak się później przedstawiła, poprosiła Watai, żeby została

jeszcze parę dni w Wiekuistym Ołtarzu. Być może razem będą mogły zacząć

leczyć swoje rany, wszakże jedna z nich pożegnała się z Jakgrim, a

druga powitała go na nowo.

Watai, wychodząc z

pokoju medytacji, spojrzała na światło księżyca odbijające się w jej

pierścieniu i zachwyciła się jego trwałością. Tak jak jej miłość do

Jakgriego i jego miłość do niej, pierścień przez sześćdziesiąt lat nie

stracił wyrazistości, nie wyblakł ani się nie przetarł. Nawet kiedy

umarła, a niebo odarło jej kości do czysta, pierścień się zachował — był

pamiątką po miłości, którą darzyli się nawzajem.

W Karmie ich miłość przeżyje nieskończenie wiele dłużej niż trwa jedno życie.

Blitzcrank Wielki Golem Parowy

W

tętniącym różnobarwnym życiem Zaun, gdzie można osiągnąć wszystko, lecz

ma to swoją cenę, odbywają się niesamowite eksperymenty. Mimo

nieograniczonej kreatywności mieszkańców miasta pod miastem, jest tam

pełno śmieci, rozpadu i cierpienia, które wdzierają się w każdy zakątek

Zaun do tego stopnia, że nawet narzędzia stworzone, by je ograniczyć,

nie są w stanie uniknąć ich korodującego wpływu.

Ogromne

mechaniczne golemy, zaprojektowane do usuwania toksycznych odpadów

pokrywających całe dzielnice Zaun, harują w niezwykle niebezpiecznych

miejscach. Jeden z takich golemów pracował razem ze swoimi towarzyszami,

zgodnie z wgranym weń programem, ponownie czyniąc Zaun miejscem do

życia dla ludzi. Jednak żrące powietrze szybko zniszczyło jego postawną

sylwetkę i niedługo potem stał się niezdolny do pracy, przez co uznano

go za bezużytecznego i wyrzucono na śmietnik.

Lecz

nie dla wszystkich był bezużyteczny. Wynalazca Viktor znalazł

porzuconego golema i, ujrzawszy potencjał tkwiący w jego znieruchomiałym

ciele, doznał olśnienia. Przeprowadził na nim serię eksperymentów.

Chciał ulepszyć znaleziony automat, instalując w nim nową część, która

miała usprawnić go ponad zamysł jego twórcy.

Hextech.

Viktor

wszczepił hextechowy kryształ wydobyty gdzieś na pustyniach Shurimy w

ciało zapomnianego golema i czekał z zapartym tchem, aż nagle maszyna

zadrżała i obudziła się do życia.

Viktor nazwał

golema Blitzcrank, ponieważ tańczyły na nim małe, niestałe wyładowania

elektryczne — efekt uboczny działania hextechowego kryształu — i wysłał

go do najbardziej toksycznych rejonów Zaun. Blitzcrank nie tylko okazał

się być tak samo wydajny, jak jego napędzani parą kompani, ale wykonywał

swoje zadania o wiele szybciej i skuteczniej. Dni zamieniały się w

tygodnie, a na oczach Viktora dział się cud…

Jego twór uczył się.

Blitzcrank

wprowadzał innowacje do codziennych wytycznych oraz interpretował i

ekstrapolował je. Dzięki temu o wiele lepiej służył mieszkańcom Zaun, a

nawet zaczął dzień w dzień z nimi rozmawiać. Widząc, że jego golem jest

na skraju osiągnięcia samoświadomości, Viktor chciał powtórzyć swoje

osiągnięcie, ale czekały go tylko frustracja i porażki. Klucz do coraz

bujniejszej świadomości Blitzcranka pozostawał dla niego wielką

niewiadomą.

Jednak rozwój Blitzcranka nie zawsze

był powodem do radości. Koncepty takie jak umiarkowanie i subtelność

były dla Blitzcranka niepojęte. Gdy coś robił, wkładał w to całego

siebie albo nie robił tego wcale. Czasami przesadzał przy spełnianiu

próśb Zaunitów lub ich nie rozumiał. Raz zmiażdżył wejście do

mieszkania, żeby wpuścić tam osobę, która zgubiła klucz.

Innym razem zrównał z ziemią całą fabrykę.

Wysłany

przez Viktora, żeby oczyścić dzielnicę z toksycznych chemikaliów,

Blitzcrank podążył śladem żrącego wycieku aż do jego źródła. Tłumacząc

sobie, że najlepszym sposobem na zapobiegnięcie dalszym

zanieczyszczeniom będzie unicestwienie ich źródła, Blitzcrank

zaczął niszczyć fabrykę. Jego otoczone błyskawicami pięści nie

przestawały uderzać, dopóki nie został z niej tylko stos gruzu i

powyginanego żelaza.

Rozsierdzony chemtechowy

baron, właściciel zdemolowanej fabryki, naskoczył na Viktora i zażądał,

aby ten zniszczył golema albo zapłacił znacznie wyższą cenę własną

krwią. Viktor był rozbity, wszak postrzegał Blitzcranka jako żywą

istotę, a nie jako narzędzie do wypełniania jego woli. Postanowił zatem

przeszmuglować swój twór w bezpieczne miejsce. Liczył się z ryzykiem

takiego działania i był gotowy ponieść konsekwencje, ale gdy wrócił do

laboratorium, by wcielić swój plan w życie, spostrzegł, że Blitzcranka

nie ma.

Blitzcrank wciąż ewoluował, stale

przekraczając granice wyznaczone przez pierwotnie wgrany w niego

program. Stał się samowystarczalny i postanowił ruszyć na własną misję,

niezależnie od swojego stwórcy. Krążą plotki, że golem zaczął sam się

ulepszać i dalej nieprzerwanie pracował, żeby nieść pomoc i zapewniać

ochronę Zaunitom bez przerw na otrzymywanie instrukcji.

Patroluje teraz miasto pod miastem, samodzielnie decydując o tym, jaką ścieżką najlepiej poprowadzić Zaun, żeby stało się ono najwspanialszym miastem, jakie kiedykolwiek widział Valoran.

Camille Stalowy Cień

Klan Ferros wie, czym jest poświęcenie.

Większość

rodzinnej fortuny pochodzi ze zbierania rzadkich kryształów od

Brackernów, istot wywodzących się z Shurimy. Te hexkryształy lub

„pierwsze kryształy” zawierały w sobie moc normalnie przeznaczoną dla

tych, którzy od urodzenia posiadali talent magiczny. Kiedy prapraciotka

Camille straciła ramię podczas jednej z pierwszych wypraw, jej

poświęcenie zainspirowało motto rodu Ferros: „Dla rodu oddam wszystko”.

Brackernowie

nie byli nieskończonym źródłem kryształów i ród Camille musiał poszukać

sposobu na wzmocnienie tych kamieni, które zebrał. Wykorzystując

szemrane inwestycje w chemtech i runiczną alchemię, wprowadzili na rynek

mniej potężne, ale łatwiejsze do zdobycia syntetyczne hexkryształy.

Jednak

nie obeszło się bez konsekwencji — mówi się, że produkcja hexkryształów

w dużym stopniu przyczyniła się do powstania Szarości Zaun. Co więcej,

klan Ferros utrzymał monopol na ten bezcenny towar tylko dzięki

szpiegostwu, zastraszaniu i morderstwom, zabezpieczając nieprzerwaną

produkcję w Zaun, dzięki czemu udało im się zachować miejsce na

znamienitym Dworze Błękitnego Wiatru w Piltover.

Jako

najstarsze ocalałe dziecko klanu Ferros, Camille otrzymała najlepszą

możliwą edukację. Miała najlepszych nauczycieli, opanowała kilka obcych

języków i nauczyła się po mistrzowsku grać na wiolonczeli. Nauczyła się

także czytać i pisać starożytnym shurimańskim, gdy pomagała ojcu w

odkrywkach w dolinie Odyn.

Zgodnie z tradycją jedno

z młodszych dzieci zostawało głównym wywiadowcą rodu, blisko

współpracującym z przywódcą klanu w celu zapewnienia rodowi sukcesu za

wszelką cenę. Jednak młodszy brat Camille, Stevan, był słabego zdrowia,

więc dziewczyna zajęła jego miejsce. Z zazdrością obserwował, jak

odbiera ona dodatkowe szkolenia i szybko opanowuje techniki walki,

szpiegostwa i przesłuchań.

Gdy Camille miała 25

lat, grupa wzmocnionych zbirów z Zaun zaatakowała ją i jej ojca, mając

zamiar wydobyć od nich cenne tajemnice handlowe. Ojciec Camille zmarł

wskutek odniesionych ran, jej matka wkrótce później — z rozpaczy. Stevan

stanął na czele klanu i podwoił wysiłki z zakresu badań nad

wzmacnianiem ludzi za pomocą hextechu, chcąc pokazać, że jest silnym

przywódcą.

Po roku żałoby Stevan nadzorował

włączenie Hakima Naderiego, dobrze zapowiadającego się młodego

kryształografa z Bel’zhun, nadmorskiego miasta w Shurimie, jako głównego

artefaktora rodu.

Camille poprosiła Hakima o

hextechowe wzmocnienie, które da jej moc wykraczającą poza ludzką. Hakim

od początku był nią zauroczony i dzięki wspólnej pracy oraz opowieściom

z dalekiej Shurimy nawiązała się między nimi przyjaźń… W końcu Camille

odwzajemniła jego uczucia. Stali się niezwykle nieostrożni w swoim

związku. Wiedzieli, że operacja będzie oznaczać koniec wszelkich

stosunków. Hakim zostałby oddelegowany do innych projektów, a Camille

ponownie wróciłaby do obowiązków głównego wywiadowcy. Hakim martwił się

także, że operując na sercu Camille, może pozbawić ją człowieczeństwa.

Kilka dni przed operacją oświadczył się jej i zaproponował wspólną ucieczkę. Po raz pierwszy w życiu Camille była tak rozdarta.

Stevan

nie miał takiego problemu, ponieważ wymagał, by Camille była w stanie

urzeczywistnić jego wizję. Gdy dowiedział się o potajemnych zaręczynach,

wymyślił plan. Miał zostać zaatakowany następnym razem, gdy Camille i

Hakim będą przebywać razem. Gdy Camille zobaczyła brata całego

poturbowanego i zakrwawionego, zdała sobie sprawę z tego, co może się

stać, jeżeli nie będzie skupiona na jego ochronie.

Hakim błagał Camille, ale ona nie chciała słuchać. Camille dla rodu oddałaby wszystko. Zerwała z Hakimem i nalegała na operację.

Hakim

wiedział, że jest jedyną osobą, która może ją bezpiecznie

przeprowadzić. Usunął serce Camille i zastąpił je hextechem, a następnie

zrezygnował ze stanowiska. Gdy Camille się obudziła, laboratorium,

które współdzieliła z Hakimem, było puste.

Camille

pogrążyła się w pracy. Dodała kolejne modyfikacje, takie jak zaostrzone

nogi, elastyczne biodra oraz inne, mniejsze hexwzmocnienia, przez co

niektórzy zastanawiali się, ile pozostało w niej z kobiety. Gdy klan

Ferros rósł w siłę, misje wypełniane przez Camille dla brata stawały się

coraz bardziej mroczne i zabójcze.

Dzięki

hextechowemu sercu nie starzała się, ale czas nie był tak łaskawy dla

jej brata. Mimo słabego ciała, Stevan nadal był przywódcą klanu.

W

końcu Camille przejrzała machinacje brata i zdała sobie sprawę, że nie

miały już służyć dobru rodu. W tym momencie pozbyła się ostatnich

sentymentów, jakie do niego czuła.

Po umieszczeniu

swej ulubionej bratanicy na stanowisku przywódcy klanu, Camille prowadzi

publiczne interesy swego rodu, a także wszystkie szemrane operacje.

Zajmując się rozwiązywaniem… trudności, Camille całkowicie

przyjęła swoją nadludzką transformację oraz sprawny osąd, który zdobyła w

jej wyniku — jednak dziwny lament w jej hextechowym sercu może

zwiastować kłopoty.

Mimo to Camille nie może usiedzieć w miejscu i czerpie energię z dobrze wykonanych działań szpiegowskich, filiżanek świeżo parzonej herbaty oraz długich spacerów w Szarości.

EkkoChłopiec, który ujarzmił czas

Urodzony

z umysłem dorównującym geniuszom Ekko tworzył proste maszyny, nim

nauczył się raczkować. Jego rodzice, Inna i Wyeth, przysięgli, że

zapewnią synowi dobrą przyszłość — Zaun, z całym swoim zanieczyszczeniem

i przestępczością, tylko zaszkodziłoby Ekko, który ich zdaniem

zasługiwał na całe bogactwo oraz możliwości oferowane przez Piltover.

Przez całą młodość obserwował, jak jego rodzice starzeją się w

zatrważającym tempie, pracując zdecydowanie za długo w zatruwających

powietrze fabrykach. Zarabiali mało, podczas gdy chciwi właściciele

fabryk oraz szyderczo uśmiechający się kupcy z Piltover odnosili z ich

pracy olbrzymie korzyści.

Tłumaczyli, że warto, jeżeli pewnego dnia ich syn będzie mógł wyruszyć do górnego miasta.

Ekko

uważał inaczej. Poza wadami widział w Zaun miejsce przepełnione energią

i potencjałem. Zauński przemysł, a także zaradność i wytrwałość jego

mieszkańców, mogły dać początek wielu innowacjom. Stworzyli rozbudowaną

kulturę w miejscu katastrofy i rozkwitali tam, gdzie inni by zginęli.

Ten duch natchnął Ekko i popchnął go w kierunku wynalazków i badań.

Nie

był sam. Zaprzyjaźnił się z sierotami, uciekinierami oraz

karierowiczami. Zaunici na ogół rezygnowali z edukacji na rzecz

praktyki, jednak te „Zaginione Dzieci Zaun” pobierały nauki w labiryncie

ulic. Przy okazji cieszyły się z dzieciństwa — ścigały się przez

Graniczny Rynek lub wspinały ze slumsów na promenadę. Były wolne i nie

odpowiadały przed nikim.

Pewnej nocy, gdy Ekko

samotnie przeszukiwał ruiny niedawno wyburzonego laboratorium, dokonał

niezwykłego odkrycia: znalazł odłamek niebiesko-zielonego kryształu,

który lśnił magiczną energią. Każde dziecko w Zaun słyszało o hextechu,

który według opowieści wzmacniał zarówno broń, jak i herosów. Taki

kryształ mógł odmienić świat, a Ekko trzymał teraz w rękach rozbity

egzemplarz. Rozglądał się za kolejnymi fragmentami, ale chrzęst stóp

wzmocnionych technologią najemników podpowiedział mu, że nie jest jedyną

osobą prowadzącą poszukiwania. Ekko ledwo zdołał uciec i wrócić do

domu.

Z wielkim zapałem rozpoczął eksperymenty z

kryształem. Podczas jednego z nich kryształ eksplodował w wirze

lśniącego pyłu, wywołując zawirowanie czasowe. Ekko otworzył oczy i

zobaczył kilka rozdzielonych rzeczywistości — a także kilka wersji

siebie — wpatrujących się w przerażeniu w roztrzaskaną ciągłość.

Tym razem naprawdę narozrabiał.

Po

trudnej współpracy pomiędzy Ekko i jego innymi wersjami udało im się

załatać dziurę w czasoprzestrzeni. W końcu Ekko zgromadził czasowe moce

roztrzaskanego kryształu w urządzeniu, które umożliwiało mu manipulację

niewielkimi fragmentami czasu. Tak przynajmniej było w teorii.

W

dniu urodzin jego przyjaciele namówili go na wspinaczkę na Starego

Głodomora — Ekko przerzucił sobie wynalazek przez plecy i zabrał ze

sobą.

Zaginione Dzieci rozpoczęły wspinaczkę, co

jakiś czas zatrzymując się, by namalować nieprzyzwoitą karykaturę

któregoś z ważnych mieszkańców Piltover. Zbliżali się do końca

wspinaczki, gdy jeden z uchwytów się oderwał, a przyjaciel Ekko runął w

dół. Instynktownie, jakby robił to tysiące razy wcześniej, Ekko

aktywował urządzenie. Świat wokół niego się roztrzaskał i został

ciśnięty wstecz, przez wirujące cząsteczki czasu.

Ekko

cofnął się w czasie i ponownie obserwował, jak jego przyjaciel chwyta

tę samą, przegniłą deskę. Deska pękła, chłopak spadł… ale tym razem Ekko

był gotowy. Rzucił się z krawędzi i chwycił go za koszulę. Ekko

próbował rzucić go w bezpieczne miejsce, ale chłopak wpadł między

zębatki zegara i…

Stop. Cofnięcie.

Kilka

prób później Ekko w końcu ocalił swojego towarzysza. Jednak dla

pozostałych wyglądało to tak, jakby Ekko uratował go, wykazując się

nadnaturalnym refleksem i zareagował, zanim ktokolwiek się zorientował, o

co chodzi. Powiedział im o krysztale i poprosił o zachowanie dyskrecji.

Zamiast tego zaczęli się wykazywać coraz większą lekkomyślnością,

wiedząc, że Ekko będzie w stanie uchronić ich przed zagrożeniem.

Z każdym użyciem, okupionym wieloma

błędami, urządzenie do zakrzywiania czasu, które nazwał Napędem Zero,

stawało się coraz bardziej stabilne. Jedynym, co go ograniczało, była

liczba powtórek, które mogło znieść jego ciało, zanim poddało się

zmęczeniu.

Zabawy z czasem sprawiły, że Ekko

zainteresowali się najbardziej pomysłowi, najpotężniejsi i

najniebezpieczniejsi mieszkańcy Zaun i Piltover. Jego interesowali

wyłącznie jego przyjaciele, rodzina oraz miasto. Marzył, by pewnego dnia

jego rodzinne miasto stłamsiło tak zwane Miasto Postępu, gdy cały blask

Piltover zostałby przyćmiony przez czysty geniusz oraz niezrównany

charakter Zaun, które powstało nie dzięki wielkim bogactwom, ale

niesłychanej brawurze. Może jeszcze nie ma planu, ale dysponuje

nieograniczonym czasem na ziszczenie swojego marzenia.

W końcu skoro Napęd-Z może zmieniać przeszłość, to jak trudna może być zmiana przyszłości?

Twoja reakcja na nasz wpis:

  • * - [* - [*Nawet*0)
  • *Słodkie!*0)
  • *AHA*0)
  • *OMG!*0)
  • *WTF*0)
  • *Słabe*0)
  • Źródła i odniesienia

    Ładowanie komentarzy...

    Powiązane artykuły

    Popularne Poradniki

    Wszyscy championowie →