
Spis treści
Tom 1
Część 1 – Tajemnica shurimskiego grobowca
Część 2 – Niewygodny sojusznik
Część 3 – Pozostając w cieniu
Część 4 – Osobliwa kompania
Część 5 – Wizja przeszłości
Część 6 – Szczęście uśmiecha się do ciebie
Część 7 – Nieplanowana wizyta
Część 8 – Mądrość wyczytana w księgach
Część 9 – Morskie opowieści
Część 10 – Pora na kłopoty
Tom 2
Część 11 – Idealna równowaga
Część 12 – Znak śmierci
Część 13 – Tajemnica zwoju
Część 14 – Staw czoła cieniom
Część 15 – Miasto zatrute zdradą
Część 16 – Zrodzona z lodu
Część 17 – Płomień zemsty
Część 18 – Morellonomicon
Część 19 – Dziecko przeznaczenia
Część 20 – Spotkanie z bólem
Część 21 – Strach narastający w ciszy Część 22 – Ezoteryczny niepokój Część 23 – Błogosławieństwo morza Część 24 – Nawałnica stali Całkowity mrok spowijający tunele prastarego, shurimiańskiego pałacu przejmował grozą. Tych korytarzy od wieków nie przemierzał żaden człowiek. Bo kto byłby na tyle głupi, by szukać w tak niegościnnych murach łatwego zarobku? Jedynymi śladami życia w tych mrokach były wszechobecne pajęczyny doskonale podkreślające upiorność opuszczonego przybytku. Gładkie, wapienne ściany ciągnęły się bez końca… Nagle niezłomnego odkrywcę zainteresowało pewne nieduże pomieszczenie – na pozór mało istotne, lecz na tyle unikalne, by zwrócić uwagę wprawnego archeologa. Jasnowłosy poszukiwacz przygód rozejrzał się. W zagadkowej izdebce nie znajdowało się nic oprócz eleganckiego, pięknie zdobionego tronu. Ściany pokoju był niemal zupełnie gładkie, nienaruszone. Wszystko to mogło świadczyć o tym, że czas okazał się dla tego miejsca niezwykle łaskawy, a samo pomieszczenie szczęśliwie oparło się wszelkim rabusiom grobowców, których przed wiekami nie brakowało. Stąpając asekuracyjnie po niepewnych stopniach, badał otaczającą go przestrzeń. Kiedy pokonał ostatni schodek, zdał sobie sprawę, że znajduje się w kolejnym pomieszczeniu, jeszcze mniejszym od poprzedniego. Pokoik był na tyle mały, że eksplorator widział dokładnie całą izdebkę. Jego wzrok przykuł intrygujący zwój leżący na podłodze – odkrywca bez chwili zastanowienia podniósł go. Manuskrypt wyglądał na bardzo stary, jednakże nie był zniszczony. Młody poszukiwacz rozwinął go i zaczął czytać… Wszystko poszło nie tak. Nasz wspaniały władca, chcąc chronić swój lud, sprowadził na niego jeszcze większe nieszczęście niż to, na które był on narażony. Rytuał Wyniesienia okazał się klęską, zaś arcykapłan – oszustem… Jeszcze kilka chwil przed obrzędem cesarz wydawał się tak pewny swojej decyzji, sprawiał wrażenie nieomylnego, kiedy pozdrawiał swój wspaniały lud, który nieświadomie prowadził na rzeź. Tymczasem Wielki Sługa Słońca, tfu… ten obłudnik nie jest godzien tytułowania go tym imieniem. Tak, on też był zupełnie spokojny – swoją postawą dodawał pewności Azirowi Wspaniałemu. Jednak ta beznamiętność była zwykłą zimną kalkulacją, bilansem zysków i strat, plusów i minusów. Xerath z pełną świadomością dążył do eksterminacji własnego narodu. Czyżby zwiedziony obietnicą potęgi? Czyżby omamiony wizją władzy nad światem? A może możliwością osiągnięcia czegoś, co ponadludzkie? Jego oblicze nie wyrażało emocji, kiedy pośród wiwatów tłumów wchodzili do rytualnego grobowca. Nie wiemy jak do tego doszło. Nie wiemy, kiedy się zaczęło. Nie wiemy dlaczego. Uciekamy. Jesteśmy świadomi tylko tego, że za spiskiem stoi osoba, której imię to K… W tym miejscu manuskrypt urywał się. Dopiero teraz Ezreal zdał sobie sprawę, że pismo zbroczone jest krwią zaschłą setki, a może nawet tysiące lat temu…Tom 3

Wtem z oddali wąskiego tunelu zaczęły dobiegać niewyraźne odgłosy kroków. Nieśmiały tupot z każdą sekundą się nasilał. W końcu dało się dostrzec twarz desperata, który zdecydował się odwiedzić zakazaną budowlę. Jego wspaniałe blond włosy nie były na tyle długie, by opadać na ramiona, lecz wystarczająco bujne, żeby w połączeniu z delikatnymi rysami twarzy stwarzać wątpliwości co do płci ich posiadacza. Tym bardziej, że sporych rozmiarów gogle przesłaniały większą część oblicza tajemniczego wędrowca, niemal całkowicie zasłaniając intrygujące znaki znajdujące się na policzkach tej oryginalnej postaci. Kiedy główny odkrywca Piltover przeczesywał kolejną starożytną rezydencję, która niczym nie różniła się od setek podobnych piramid, nękało go nieokreślone przeczucie, że był na tropie jakiegoś niezwykłego, być może przełomowego odkrycia. Podróżnik zawsze powinien ufać swojej intuicji, dlatego też młodzieniec bezgranicznie zawierzył własnemu wyczuciu. Przemierzał mroczne korytarze prastarej konstrukcji, oświetlając sobie drogę lampą wbudowaną w swój ulubiony hełm eksploratora. Ostrożnie stawiał kolejne kroki, uważnie obserwując każde przejście, każdą ścianę. Nie chciał przeoczyć żadnego bezcennego artefaktu, a tym bardziej zginąć wśród mrocznych tuneli, które z pewnością kryły niejedną pułapkę.
Zaintrygowany odkrywca zbliżył się do okazale prezentującego się siedziska. Nie ulegało wątpliwości, że musiało ono należeć do władcy, bądź bardzo wysoko postawionego arystokraty. Młodzieniec począł oglądać eksponat z każdej strony, szukając sekretnych skrytek, jakże popularnych w tego typu miejscach. Wtem potknął się o nienaturalnie wystającą część podłoża i został zmuszony do podparcia się o podłokietnik używany ostatnio dobre kilka stuleci temu. Nagle ziemia lekko zadrżała, grudka ziemi posypała się z sufitu na włosy młodzieńca i podłoga rozstąpiła się przed nim, ukazując nieco zwietrzałe schody. Główny odkrywca Piltover natychmiast zdecydował się sprawdzić, co kryje się na ich końcu.
Nastąpiły pełne napięcia chwile wyczekiwania nadchodzącego triumfu. Jednak we wrotach nagle pojawił się Nasus, przyboczny strażnik naszego cesarza, niosąc na rękach samego władcę. Martwego. Azir był martwy. Lud nie od razu zorientował się w sytuacji, lecz ja wiedziałem. Coś poszło nie tak. Przerażony Nasus nakazał swemu bratu Renektonowi zamknięcie wrót, lecz ten nie był w stanie tego uczynić. Krzyki wartowników były zagłuszane przez ludzi zgromadzonych na placu. Zaniepokojenie rosło. Pochód zwycięstwa przerodził się w marsz żałobny. Pomimo panującego chaosu dla osoby zorientowanej w sytuacji gesty strażników były aż nazbyt oczywiste. Renekton wrzeszczał, że nie da rady sam powstrzymać Xeratha i zatrzasnąć wrót. Pragnął, by Nasus zamknął go w grobowcu wraz z arcykapłanem, lecz Kustosz Pustyni długo owlekał to, co nieuniknione. Dopiero spostrzegłszy, że jego brat słabnie i że to jest ostatnia szansa, by powstrzymać Xeratha, czy może to czym ten się stał, zamknął bramę, skazując ukochanego kompana na wieczne męki. Niestety nie był to koniec nieszczęść. Gdy bracia walczyli z potęgą, jaką dał arcykapłanowi rytuał, niebo przesłoniły ciemne chmury i w jednej chwili słoneczny dzień przemienił się w najmroczniejszą noc. Wśród tłumu zapanowało przerażenie, które dodatkowo spotęgowały nietypowe zmiany aury. Nagle z nieba zaczęły sfruwać tajemnicze istoty, atakując zgromadzonych ludzi. Nie mam pojęcia, co to było. Udało mi się przyjrzeć jednemu z nich. Był nie do opisania. Czysty mrok powstały z czystej mocy. Potwory zabijały ludzi niemal bezgłośnie i natychmiastowo. Rzuciliśmy się do ucieczki, lecz tylko niewielu z nas udało się zbiec. Niedobitki niegdyś wspaniałego ludu skierowały się w kierunku góry Targon.
Ja również tam się udam, jak tylko sytuacja nieco się uspokoi. Najsmutniejsze jest to, że wskutek niewiarygodnego zamieszania, paniki połączonej z nieopisanym przerażeniem, zaginął także syn Azira. Nie byłem w stanie pomóc mu w żaden sposób… Biedne dziecko… Jedyną dobrą wiadomością jest fakt, że zdrajca Xerath został uwięziony. Tfu! Niech będzie przeklęty na wieki! Niemniej śmiem twierdzić, że nasz naród już nigdy nie odzyska dawnej świetności. Straty są zbyt dotkliwe.

