
Spis treści
Tom 1
Część 1 – Tajemnica shurimskiego grobowca
Część 2 – Niewygodny sojusznik
Część 3 – Pozostając w cieniu
Część 4 – Osobliwa kompania
Część 5 – Wizja przeszłości
Część 6 – Szczęście uśmiecha się do ciebie
Część 7 – Nieplanowana wizyta
Część 8 – Mądrość wyczytana w księgach
Część 9 – Morskie opowieści
Część 10 – Pora na kłopoty
Część 11 – Idealna równowaga Część 12 – Znak śmierci Część 13 – Tajemnica zwoju Część 14 – Staw czoła cieniom Część 15 – Miasto zatrute zdradą Część 16 – Zrodzona z lodu Część 17 – Płomień zemsty Część 18 – Morellonomicon Część 19 – Dziecko przeznaczenia Część 20 – Spotkanie z bólem Część 21 – Strach narastający w ciszy Część 22 – Ezoteryczny niepokój Część 23 – Błogosławieństwo morza Część 24 – Nawałnica stali Płomień kołysał się spokojnie w rytm niepewnych powiewów chłodnego zefirku, imitując nieobliczalny taniec. Widok tego chwiejnego, nieuchwytnego występu natury uspokajał i pomagał w osiągnięciu wewnętrznego skupienia. Zbuntowany Mag wstał i zdecydowanym ruchem zgasił ognisko. – Ionia… Kopę lat – skrzywił się. Przed nim rozciągały się połacie nieprzebytych kniei, ale na horyzoncie dało się dostrzec także sporych rozmiarów miasto. Po wielu dniach podziwiania majestatycznej przyrody Ionii, widok ludzkiej osady był naprawdę przyjemnym urozmaiceniem, tym bardziej, że to ona była celem podróży niebieskoskórego czarodzieja. Dość nierówna, do przesady naturalna droga prowadziła w dół, a dalej prosto przez las, tylko gdzieniegdzie wynurzając się z boru, by pozwolić podróżnikom na zaczerpnięcie nieskazitelnie czystego powietrza. W gąszczach na niedoświadczonych wędrowców czaiło się wiele niebezpieczeństw, lecz Zbuntowany Mag doskonale zdawał sobie z tego sprawę. – Cały świat w równowadze… – powiedział teatralnie, przedrzeźniając ioniańskich mędrców. – Ale kto zatroszczy się o podróżników… – westchnął. Na polanach roiło się od zwierzyny. Najczęściej można było na nich spotkać młode Tomurcuki – pulchne kulki mięsa z krótkimi kończynami i niewielkich rozmiarów łebkiem zakończonym krótką trąbą. Nie należało się jednak zanadto zbliżać do takiego stada, bo nieostrożnemu miłośnikowi ioniańskiej fauny groziło w takim przypadku spotkanie z dorosłym osobnikiem – ogromnym i zaskakująco zwinnym roślinożercą, który jednak nie zawaha się przed niczym, by chronić gromadę młodych. Ryze wiedział jednak i o tym, więc unikał kontaktu z pociesznymi fitofagami. Droga ponownie zanurkowała w bór. Ryze’a znów otaczała bujnie kwitnąca roślinność, zaś zielona barwa zdominowała otoczenie. Zewsząd dobiegał harmonijny śpiew niezliczonych gatunków ptaków. Wtedy zza drzew wyłoniła się brama prowadząca do miasta – stolicy regionu Navori. Wykonany z czerwonej cegły, pięknie zdobiony portal prezentował się niesamowicie okazale, na całej swojej powierzchni przedstawiając bogatą historię Ionii. Zwieńczenie łuku stanowił wypalony w glinie napis będący mądrością autorstwa urzędującej Oświeconej tego miejsca. „Pokonać samego siebie to jak pokonać wszystkich” głosiło motto. Na twarzy Ryze’a natychmiast pojawił się uśmiech. – Ci goście są niesamowici – przyznał, chichocząc. – Minęło wiele lat, Strażniku – powiedziała, uśmiechając się nieznacznie. – Tak, istotnie – odparł czarodziej. – Co tym razem sprowadza cię do Ionii? – Spokojny głos koił nerwy. Można było słuchać go godzinami. – To, co zwykle. – Ryze odwrócił się, by popatrzeć na rosnące w atrium wspaniałe Ogrody Lotosu, identyczne jak te znajdujące się w stolicy, choć oczywiście navoriańska kopia nie mogła równać się z oryginałem w kwestii rozmiaru. – Runeterze grozi niebezpieczeństwo. Muszę porozmawiać z mistrzem Zakonu Kinkou. – Wzrok Zbuntowanego Maga z powrotem powędrował w kierunku Karmy. – Cóż zagraża nam tym razem? Ryze wskazał na zwój, który spoczywał na jego plecach: – Miałem wizję. Przepowiednia zaczyna się spełniać – odparł poważnie. – Rozumiem. – Karma pogrążyła się w myślach. Po chwili przywołała jednego z adeptów, którzy cierpliwie czekali przed wejściem i wyszeptała mu polecenie. Nie trzeba było długo czekać, by w progu ukazał się umięśniony mnich z czerwoną opaską na oczach. Podszedł do rozmawiającej dwójki. Emanował duchowym ładem i wewnętrzną harmonią. Choć nie. Nie do końca. – Mój adept zaprowadzi cię do nowej siedziby Zakonu – powiedziała Oświecona. Ryze w ostatniej chwili opanował zdziwienie, które mogło zostać powzięte za impertynencję z jego strony. Przez jego umysł przebiegały teraz różne myśli i wątpliwości. Nowa siedziba Zakonu? Co tu się dzieje? Doskonale pamiętał też zasadę, w myśl której Oświeconym nie można było mieć własnych uczniów. Oczywiście prowadzenie rozważań dla mas należało do ich obowiązków, ale posiadanie indywidualnych naśladowców mogło jedynie rozpraszać czi, które ci najwyżsi mędrcy gromadzili wokół siebie. Mnich musiał być więc kimś wielce wyjątkowym. – Ale pamiętaj: walcząc z potworem samemu nie możesz się nim stać – powiedziała Karma do wychodzącego Ryze’a. – Tak, tak, jasne – rzucił jeszcze niedbale czarodziej, przekraczając próg Wielkiej Sali, pogrążony w rozmyślaniach dotyczących losów Zakonu Kinkou oraz niezwykłości swojego nowego towarzysza podróży.Tom 2
Tom 3

Wtem z gęstwiny dobiegł potężny ryk, po czym z cienia wynurzyło się ogromne cielsko drapieżnika, który skoczył w stronę swojej ofiary i nagle zawisł nieruchomo w powietrzu, po czym uderzył w ziemię kilka kroków od czarodzieja. Potężną bestię otaczała połyskująca na niebiesko klatka utworzona z many i naznaczona starożytnymi runami. Niewątpliwie reakcja Ryze’a była naprawdę błyskawiczna. Zbuntowany Mag pozostawił szamotającego się w pułapce drapieżnika i udał się w dalszą drogę. Po pewnym czasie klatka samoistnie się zdezaktywuje.
Granicę miasta wyznaczały gęsto rosnące drzewa, które stanowiły naturalny, niemożliwy do pokonania mur. Ryze przeżył szok, gdy minął bramę. Wiele się tu zmieniło. Kiedy ostatni raz odwiedzał Navori, osada była brudna i zniszczona, zaś ludzie głodni i nieszczęśliwi. Pacyfistycznie nastawieni mieszkańcy nie potrafili przeciwstawić się znakomicie zorganizowanym oddziałom Noxus, które napadły Ionię. Poniósłszy porażkę, znaleźli się pod jarzmem okrutnej frakcji, której nadrzędnym celem była eksploatacja surowców naturalnych, stronnictwa uważającego potrzeby miejscowej ludności za nic nieznaczącą niedorzeczność. Okupacja odcisnęła na mieszkańcach Navori okrutne piętno. Jednak, kiedy oddziały Noxus zostały zmuszone do wycofania się z tych ziem, wioskę udało się odbudować dzięki niezłomnemu charakterowi, ciężkiej pracy i umiejętnemu zarządzaniu przez nowo wybraną duchową przywódczynię. Obecnie stolicę regionu z całą pewnością można było nazwać metropolią, choć słowo to nie do końca odpowiadało ioniańskiej mentalności. Miasto przecinała dość szeroka, brukowana droga prowadząca do centralnej części osady. Po obydwu stronach traktu znajdowały się niewielkie, lecz zadbane, różnokolorowe domostwa, wprowadzając do wizerunku Navori flegmatyczną radość. Przestrzeń wspaniale uzupełniała wszechobecna roślinność przypominająca o tutejszej kulturze życia w zgodzie z naturą. Wśród ludzi przechadzających się uliczkami bez problemu można było odróżnić stałych mieszkańców i turystów, którzy przybyli w te strony w poszukiwaniu wewnętrznego spokoju. Ogromne wrażenie robił baśniowy system fontann znajdujący się na rynku, lecz Ryze minął go pospiesznie i skierował swe kroki w stronę zdumiewającego, masywnego budynku, który zdawał się być poszukiwaną przez Ryze’a siedzibą mędrców. Znalazłszy się w cieniu portyku, czarodziej odetchnął. Upał mocno dawał się we znaki. Zbuntowany Mag podziwiał otaczające go kolumny podtrzymujące potężną konstrukcję, kierując się w stronę wejścia do gmachu. W każdym innym państwie natychmiast zostałby powstrzymany przed wtargnięciem do siedziby tutejszych władz przez uzbrojonych żołnierzy, ale Ionia z wielu względów była niezwykłą krainą. Czarodziej przez nikogo nie niepokojony prześlizgnął się pogrążonymi w ciszy korytarzami, by w końcu stanąć przed wejściem do Wielkiej Sali.
Zobaczył tam osobę, której szukał. Przechadzała się niespiesznie po ogromnym pomieszczeniu, ubrana w tradycyjną fioletowo-popielatą szatę. W oczy rzucał się jednakże przede wszystkim piękny, jadeitowy diadem. Od Karmy biła wewnętrzna siła, którą dało się wyczuć niemal od razu po wejściu do Wielkiej Sali.

