
Spis treści
Tom 1
Część 1 – Tajemnica shurimskiego grobowca
Część 2 – Niewygodny sojusznik
Część 3 – Pozostając w cieniu
Część 4 – Osobliwa kompania
Część 5 – Wizja przeszłości
Część 6 – Szczęście uśmiecha się do ciebie
Część 7 – Nieplanowana wizyta
Część 8 – Mądrość wyczytana w księgach
Część 9 – Morskie opowieści
Część 10 – Pora na kłopoty
Część 11 – Idealna równowaga Część 12 – Znak śmierci Część 13 – Tajemnica zwoju Część 14 – Staw czoła cieniom Część 15 – Miasto zatrute zdradą Część 16 – Zrodzona z lodu Część 17 – Płomień zemsty Część 18 – Morellonomicon Część 19 – Dziecko przeznaczenia Część 20 – Spotkanie z bólem Część 21 – Strach narastający w ciszy Część 22 – Ezoteryczny niepokój Część 23 – Błogosławieństwo morza Część 24 – Nawałnica stali Poprzednia część dotycząca wątku: Część 15 – Miasto zatrute zdradą Świat osnuty był gęstą mgłą. Generał du Couteau nieporadnie starał się otworzyć oczy, ale przychodziło mu to z ogromnym trudem. Jeszcze nie całkiem się ocknął, a już jego ciało przeszył przerażający ból… w każdej możliwej części ciała. Było też kilka szczególnie wrażliwych miejsc, które doprowadzały generała niemal do łez. Niemal. Tak. Teraz sobie przypominał. To ich robota. Robota Braci Krwi. Nawet przez chwilę nie spodziewał się po nich uczciwej walki, ale taktyka, którą zaprezentowali zaskoczyła go. Chyba jednak nie są tylko wyrośniętymi półgłówkami… Zlekceważył ich. Nie powinien był tego robić. – Masz szczęście, że dostaliśmy polecenie, żeby dorwać cię żywego – wycedził przez zęby poraniony Darius. Resztę wspomnienia wypełnił generałowi panoramiczny obraz potężnej podeszwy buciora wojownika. Tak dokładny, że dało się rozpoznać najdrobniejsze szczegóły spodniej części kamasza. Każda kość, każdy mięsień, każdy staw wrzeszczący bólem implikowały jednak, że Bracia Krwi na tym nie poprzestali. Powieki generała otworzyły się lekko, powoli, nieśmiało. Obudził się. Już całkiem. Do jego uszu dobiegły fragmenty rozmowy: -… nareszcie mamy go z głowy… – Pierwszy głos należał do kobiety. Był znajomy. – …teraz już nic nie stanie nam na drodze… – Drugi głos również był rozpoznawalny. Mężczyzna. – …spóźnia się… – Natomiast trzeci uczestnik, a raczej uczestniczka konwersacji pozostawała dla generała anonimowa. Brzmienie słów wychodzących z jej ust było jednak dziwnie przerażające… Przeszywało umysł i wzbudzało podświadomy niepokój. Kajdany spowijały nadgarstki generała, kolana napotykały niewzruszony beton podłoża, kark okalała stalowa bransoleta… Naprzeciwko generała stał mężczyzna. Jego twarz skrywał cień, ale ta charakterystyczna sylwetka, nieodłącznie towarzyszący osobnikowi kruk, który siedział na jego ramieniu i ten niski, stonowany głos… – Swain… Dobrze wiesz… że to… jeszcze… nie koniec. – Generał du Couteau zdobył się na odpowiedź, lecz wypowiadanie każdego kolejnego słowa przychodziło mu z coraz większym trudem. – Oczywiście, że to koniec. – Z mroku wyłoniła się LeBlanc. Wyglądała podejrzanie młodo jak na starą wiedźmę. Idealna figura, kształtne piersi, pozbawiona niedoskonałości twarz… Byłaby całkiem pociągająca, gdyby nie fakt, że generał znał prawdę. To tylko złudzenie. – Już nic na to nie poradzisz. Przegrałeś. – Nie, jeszcze nie… Zostanę pomszczony… – Generał ledwie oddychał, ale szamotał się na łożu śmierci. Potrzeba przeciwstawienia się przeciwnikowi w tych ostatnich chwilach była silniejsza niż ból. – Mówisz o tych dwóch dziewczątkach i niezbyt przekonującym chłoptasiu, który bawi się w zabójcę? – LeBlanc zachichotała. I zaśmiała się ponownie. I jeszcze raz. Jej rechot wypełnił całą izbę. – Nie bądź śmieszny, generale – rzuciła spokojnie. – Nigdy nie mów tak… o moich córkach – wyrzęził przez zęby więzień i splunął prosto na twarz LeBlanc. Matrona Czarnej Róży tylko się uśmiechnęła i nie wyrzekłszy nawet słowa, otarła twarz z plwociny. – Nie wiesz nawet z kim zadarłeś. To nie były słowa Oszustki. To ten sam głos co poprzednio. Ten trzeci. Złowieszczo upiorny. Upiornie złowieszczy. Tajemnicza postać stała za nim, więc nie widział jej twarzy. – Władza nad Noxus? – zapytała z niedowierzaniem. – Cóż za pogardy godna małostkowość… Uderzenie rozdzierającego podświadomość brzmienia ponownie przeszyło umysł generała. Ten głos… To on… To on tak na niego wpływał. Zagadkowa postać podeszła i stanęła obok niego, lecz tak, że nadal nie był w stanie dostrzec jej sylwetki. – Ty naprawdę niczego nie podejrzewasz? – spytała spokojnie. Generał du Couteau milczał. – Wygląda na to, że poważnie go przeceniliście – oryginalna persona skierowała te słowa do dwójki noxiańskich prominentów. „Zwraca się do nich takim tonem jakby… jakby rozmawiała z dziećmi. Mówić tak do Swaina! I do LeBlanc!” – Moje imię brzmi Elise – zwróciła się do niego wyszukanym, powłóczystym tonem, w którym dało się wyczuć zdradliwe bezpieczeństwo. Generał nie miał czasu, by przyjrzeć się jej mrocznej sylwetce na tle odpychająco zimnej, kamiennej ściany, bo do izby znajdującej się w noxiańskich kazamatach niepostrzeżenie wkroczyła kolejna osoba. – Witaj, Królowo – przywitała się niedbałym ukłonem. – Zgodnie z planem: zdobyłam artefakt – zameldowała. Niebieska, wręcz granatowa skóra i nienaganna budowa ciała czyniły z niej egzotyczną piękność, lecz jej piękne, cytrynowe tęczówki pod naiwną powłoką gracji skrywały niepowstrzymaną żądzę mordu. W jej rękach odcieniami srebra i złota mienił się pokaźnych rozmiarów kielich. Szkarłatny klejnot barwą do złudzenia przypominał krew… – Świetnie – odparła ucieszona Elise. – Dostarcz go jak najszybciej na Shadow Isles, Evelynn. – Ale dopiero co przybyłam… – Modliszka wygodnie rozsiadła się na surowym, granitowym tronie i westchnęła przeciągle. – Przykro mi – odpowiedziała Pajęcza Królowa tonem na pierwszy rzut oka przyjaznym, ale Evelynn natychmiast wyłapała nieśmiało przebrzmiewającą nutkę groźby. Siląc się na nonszalancję, Modliszka wstała. – Ech… No dobrze… – zgodziła się niechętnie. – Ale pamiętaj: to pierwszy i ostatni raz – dodała hardo, by nie stracić twarzy. Obraz ponownie tracił ostrość, stawał się niewyraźny, dźwięk zaczął rozmijać się z obrazem. Ciałem du Couteau wstrząsnął skurcz, wszystko zdawało się poruszać, żyć własnym życiem. Kielich otworzył swoją ogromną paszczę, ukazując ostre jak brzytwa zębiska i rzucił się na więźnia, próbując odgryźć mu głowę… “To tylko złudzenie, to tylko złudzenie” – kołatało w myślach więźnia. …lecz napotykając kark ofiary rozpłynął się w powietrzu. Neurotoksyna zaczęła działać. Generał ponownie stracił przytomność. KONIEC TOMU DRUGIEGOTom 2
Tom 3

Lecz było już za późno. Umysł generała wypełniło pełne cierpienia wspomnienie. Darius… tak, Darius nacierał. Zajmował go. Choć doskonale wiedział, że w uczciwym pojedynku nie jest w stanie mierzyć się z szermierzem klasy generała, walczył zaciekle. Ale Draven… Kiedy Darius był już praktycznie pokonany, już czekał na egzekucję… Właśnie wtedy wtrącił się Wielki Oprawca. Rzucił toporem, spychając generała na bok. To dało Dariusowi czas, by zdążył wstać i swoim ogromnym berdyszem wytrącić broń z ręki przeciwnika, a następnie wymierzyć mu silny cios trzonkiem w skroń. To tłumaczyłoby potworny ból głowy. Mięśniak kontynuował swoje dzieło – potężny kopniak w brzuch, zdawał się być przyczyną piekielnych męczarni, jakich dostarczały generałowi zgruchotane żebra i sterane wnętrzności. Z ust kapnęła krew, lecz niedawny noxiański potentat nadal znajdował się w krainie wspomnień. Darius jeszcze nie skończył. Kolejne uderzenie przyszło z powietrza. Łokieć wojownika wsparty jego niebagatelnym ciężarem poważnie pokiereszował kręgosłup generała. To stąd nieprawdopodobny ból pleców…
– Widzę, że już się obudziłeś. Całkiem szybko, zważywszy na okoliczności… – rozległ się głos skierowany do więźnia.
Nie ulegało jednak wątpliwości, że LeBlanc była przerażająco sprytna, a miana mistrzyni zakulisowych rozgrywek nie dzierżyła na wyrost. Dobrze dobrali się ze Swainem. Oszustka zbliżyła się do generała na odległość wyciągniętej ręki, stanowczym ruchem chwyciła go za podbródek i popatrzyła mu prosto w oczy:
Uczucie niepowstrzymanego przerażenia, które spowijało jestestwo generała, gdy tylko słyszał JEJ głos było więc całkowicie uzasadnione. To zimne wyrachowanie, ten spokój, władczy ton… Kim ona do cholery jest? W końcu wynurzyła się z mroku… Smukła figura, czerwone oczy, szaleńczy wzrok, przeraźliwie ostre szpony… pomiędzy którymi niewielki pajęczak wił swoje nici… Dopiero teraz generał dostrzegł pajęcze odnóża wyrastające z pleców.


