Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Wywiad z Księdzem Tomaszem Niewińskim

Na scenie League of Legends czasami pojawiają się postaci niezwykłe, które intrygują nie tylko swoją charyzmą, ale także pomysłem na rozwój eSportu. Z pewnością takim pozytywnym bohaterem jest Tomasz Niewiński. Jest on niezwykłym graczem, bo łączy swoją pasję do gier z posługą kapłańską. W dodatku wbrew ogólnej, medialnej opinii przekonuje, że gry odpowiednio dawkowane mogą bardzo dobrze działać na rozwój młodego człowieka. Zasłynął także z inicjatywy stworzenia jednego z największych, indywidualnych turniejów League of Legends (turniej św. Izydora), aby raz na zawsze pokazać, że przez pasję można także edukować. Poznajcie księdza, który jest wspaniałym przykładem na integrację różnych środowiskach w ramach jednej gry.

Podejrzewam, że w seminarium nie było zbyt wiele czasu na granie. Opisałby ksiądz historię jak zaczął grać w gry komputerowe?

Rzeczywiście w seminarium wolnego czasu nie ma za wiele, a jak się już coś wygospodaruje to ciężko poświęcić go wyłącznie na siedzeniu przy komputerze. Moja przygoda z grami zaczęła się w trzeciej klasie podstawówki. Pamiętam jak pewnego dnia wróciłem do domu i czekało na mnie nowiutkie Atari 65 XE z grami. Wszyscy chodzili na paluszkach jak wczytywał się River Raid czy Montezuma. Wydaje mi się, że jak każde dziecko płci męskiej interesowałem się komputerami – Amiga, IBM 386 itd. – a co za tym idzie również grami, gdyż nie oszukujmy się, ale to właśnie one są dla dzieci najbardziej pociągające. Zresztą w czasach mojego dzieciństwa nie było łatwego dostępu do gier i każdy cieszył się jak wgrała mu się jakaś gierka. : )

Co sprawiło, że ksiądz wybrał League of Legends? Dlaczego akurat ten tytuł?

League of Legends to jedna z niewielu gier, które mają olbrzymi potencjał. Riot promuje ducha zdrowej rywalizacji, wspierając różne inicjatywy i organizując mnóstwo eventów. Wystarczy to tylko ubrać w otoczkę wartości, które chce się przekazać młodym ludziom.

Młodzi ludzie dobierają się w drużyny pięcioosobowe, rozmawiając ze sobą na różnych komunikatorach i obmyślając wspólne taktyki. Cieszą się razem z sukcesów, bądź omawiają przyczyny porażek. Często jednak nie potrafią robić tego w sposób kulturalny i umiarkowany – i to możemy starać się zmienić. Jeśli się nam to uda na pewno będzie miało to swój odzew również w rzeczywistości. Zauważyłem, że ta gra różni się bardzo od pozostałych produkcji z którymi dotychczas się spotkałem. Uczy przede wszystkim współpracy zespołowej, taktycznego myślenia i jednoczy graczy w wysiłku do osiągnięcia wspólnego celu. Zbliża do siebie ludzi różnych kultur, tak, iż po pewnym czasie stwierdzasz, że nie jest ważne jak kto gra, a ważne jest z kim się gra i czym danym człowiek może cię wzbogacić. Teraz rozumiem dlaczego ta gra w niektórych krajach została uznana za pełnoprawny sport. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku. I właśnie tę granicę chcieliśmy wyeksponować naszym uczestnikom, gdyż jej przekroczenie wiąże się z wieloma tragediami młodych ludzi, borykających się z problemami uzależnienia.

Jak ludzie reagują na tą pasję? Jak wygląda łączenie kapłaństwa z graniem?

Podejrzewam, że opinie są podzielone. Na razie spotykam się jedynie z tymi pozytywnymi. Oczywiście mam też inne zainteresowania oprócz League of Legends. Zajmuje się hodowlą pszczół. Mam własną pasiekę, wprawdzie tylko 4 ule, ale na własne potrzeby w zupełności starcza. Na plebani mam też swojego ukochanego psa, labradorkę Fredkę, która stała się wielkim ulubieńcem moich uczniów. Ponadto jestem miłośnikiem wędkowania. Tereny na których obecnie pracuję, obfitują w wiele urokliwych miejsc do połowu ryb. Lubię także strzelać z bloczkowego łuku sportowego, bądź grać w badmintona, koszykówkę czy piłkę nożną. Interesuję się literaturą fantasy oraz oglądam na bieżąco Supernatural, Big Bang Theory czy Master Chefa. Staram się prowadzić aktywny tryb życia, więc nie ograniczam się tylko do siedzenia przed komputerem. Jest to tylko jedna z wielu moich pasji. Ogólnie nie jest chyba istotne, co robię w swoim wolnym czasie. Najważniejsze jest to, abym nie zaniedbywał swoich kapłańskich obowiązków. 🙂


Wielu duchownych organizuje różne zajęcia dla wiernych. Począwszy od wieczorków tanecznych na parafialnych zespołach muzycznych kończąc. Skąd pomysł na organizację turnieju League of Legends?

Ludzie mają różne pasje i zainteresowanie, ale czasem gubią się i tracą z oczu to co najważniejsze. Obecność księdza wśród różnych grup czy subkultur wydaje mi się bardzo cenna. Podoba mi się, gdy widzę duchownego na Harleyu. Takiego prawdziwego pasjonata w skórze, ramo nesce, który z grupą kilkudziesięciu innych motocyklistów udaje się na wakacyjny rajd po Polsce. Ksiądz niesie ze sobą ducha i atmosferę wzajemnej życzliwości. Jego obecność z pewnością wzbogaci emocjonalnie całą grupę i być może pozytywnie wpłynie na pozostałych uczestników przygody. Osoba księdza zmusza do refleksji i do konkretnego zachowania w niektórych sytuacjach życiowych. Tak jest we wszystkich grupach w których istnienie angażują się osoby duchowne. Dlatego też nie należy krytykować księdza na motorze, żołnierza, wędkarza, spadochroniarza, piłkarza, bądź gracza. To jest życie, tak żyją i spędzają czas rzesze osób, a ksiądz posłany jest przede wszystkim do ludzi. I to bynajmniej nie tylko tych, którzy dniem i nocą modlą się w kościele.
A co do samej inicjatywy to już dawno wraz z przyjaciółmi myśleliśmy nad zorganizowaniem turnieju w League of Legends. Odkładaliśmy tę decyzję, gdyż w naszych polskich warunkach wiele osób nie słyszało o czymś takim jak eSport. Tym bardziej organizowanym przez księdza z 10-letnim stażem duszpasterskim. Bałem się, że fakt bycia osobą duchowną nie ułatwi mi organizacji, ani nie przysporzy wielu „przyjaciół” w świecie polskiego gamingu.
Na początku było trudno, bo wszyscy uważali, że Kościół widzi w grach jedynie zło i środek deprawacji młodego pokolenia. Jednak z biegiem czasu, gdy przedstawiałem swoje stanowisko odnośnie gier komputerowych to młodzi ludzie zaczęli przyjmować mnie z wielką życzliwością. Fakt bycia księdzem wręcz zachęcał graczy do wzięcia udziału w moim turnieju. W tej chwili zapisanych jest około 1800 osób.
Każdy z graczy w formularzu zgłoszeniowym oprócz podstawowych danych musiał napisać historię św. Izydora, patrona Internetu i naszego turnieju. Wiele osób oczywiście kopiowało informacje z Wikipedii, ale mimo to część osób mogła dowiedzieć się chociaż podstawowych informacji o św. Izydorze. Ponadto organizujemy konkursy dla naszych uczestników w różnych dziedzinach. Co jakiś czas stremuje na Twitchu, odpowiadając na pytania odnośnie turnieju. Póki co rekord widowni to ponad 800 osób.
Finał turnieju chcieliśmy zorganizować w Białymstoku pod koniec lutego. Mieliśmy plan, aby wypożyczyć dwie sale kinowe. W jednej miały odbywać się finały, a w drugiej zorganizować spotkanie rodziców ze specjalistą od uzależnień od gier komputerowych, który miał przedstawić rodzicom system profilaktyki. Celem spotkania z ekspertem byłoby przedstawienie postępowania i ukierunkowania dzieci, aby gra komputerowa nie stała się centrum ich młodego życia. Znaleźliśmy sponsorów, którzy pokryliby koszty takiego przedsięwzięcia. Wynajęcie sal miało kosztować około 5 tysięcy złotych. Jednak zarząd główny sieci kina, gdy dowiedział się, że to księża są organizatorami turnieju, podniósł koszt do 15 tysięcy złotych za wypożyczenie Sali na dodatkowe dwie godziny. Niestety pokrzyżowało to nasze plany. Dla mnie jest to całkowicie niezrozumiałe, gdyż w tym czasie na Sali znajduje się do 10 widzów lub jest zupełnie pusta, a my płacimy kilka tysięcy złotych. Jest to szansa dla kina nie tylko na czysty zarobek, ale też dobrą reklamę. Przykro mi, że zamiast pomóc nam przy organizacji takiego wydarzenia to rzuca się nam celowo kłody pod nogi. Kino w moim mieście nie ma żadnej konkurencji, więc jeśli nie znajdziemy dodatkowych funduszy to cały turniej rozegrany będzie online.

Czy da się dotrzeć do młodzieży poprzez gry? Jaki jest w tym cel nadrzędny? A może chodzi tu o coś zupełnie innego, czyli pokazanie, że wspólnota Kościoła przypomina przyjazną społeczność w grach?

Przypomniała mi się pewna, niedawna sytuacja. Ostatnio zachęcałem gimnazjalistów do tego, aby na Mszy Świętej uczestniczyli wewnątrz kościoła, a nie rozmawiali na zewnątrz. Zachęcałem ich, aby widzieli to co się dzieje na ołtarzu, co robi ksiądz, ministranci, bądź inni ludzie. Porównałem ich uczestnictwo na zewnątrz kościoła do gry w League of Legends. To tak jakby mieć audio, klawiaturę, super mysz, ale mieć wyłączony monitor. Od razu zrozumieli o co chodzi. Pośmialiśmy się i nie było już żadnych obiekcji, gdzie należy stać. Na przerwach uczniowie sami mnie zaczepiają, chwaląc się osiągnięciami i zapraszają do wspólnej gry po południu. Jeżeli ja potrzebuje ich pomocy, np. przy porządkach na cmentarzu, grabieniu liści przy kościele lub organizacji jakiejś uroczystości w szkole to zawsze mogę na nich liczyć. : ) Granica między dobrą zabawą, a uzależnieniem jest w wypadku gier bardzo cienka. Dlatego trzeba bardzo uważać, bo życie jest zbyt piękne i niesie za sobą multum ciekawych propozycji dla każdego, młodego człowieka. Znaleźć swój własny złoty środek to szansa na wyrośnięcie na naprawdę szczęśliwych ludzi, którzy potrafią czerpać z życia pełnymi garściami.

Gry to jednak nie zawsze pozytywne emocje. Czy nie boi się ksiądz zarzutów ze strony innych duchownych, że propagowanie gier jest równoznaczne z namawianiem do pogaństwa? Magia w końcu jest elementem wielu tytułów, a symbolika, nawet w League of Legends, nie zawsze jest odwołaniem do dobrych wartości.

Gry same w sobie nie są złe. Tak samo jak są źli i dobrzy księża to nie możemy powiedzieć, że wszyscy księża są źli. Gry mogą wnieść wiele wartości w życie młodego człowieka, o ile nie ograniczymy całej sytuacji do bezmózgiego ślęczenia przed komputerem. Wyobraźmy sobie statystycznego Polaka wieku średniego, bądź księdza z 30-letnim stażem duszpasterskim, którzy nigdy nie mieli styczności z grami komputerowymi, bądź nawet z samym komputerem. Dostrzegają oni jedynie negatywne skutki gier w postaci rozmaitych uzależnień i tragedii rodzinnych. Starajmy się ich również zrozumieć i uszanować ich zdanie, bo niestety jest ono oparte na realnym doświadczeniu z życia codziennego.
Powinniśmy promować wśród młodych ludzi profilaktykę na ten problem, czyli swoistą „kulturę gamingową”, zmierzającą do kreatywnego wykorzystywania czasu, ze szczególnym uczuleniem na zagrożenia.
Co do drugiej części pytania to najlepszym filmem jaki oglądałem jest trylogia Władca Pierścieni, osadzona w klimacie fantasy. Jest to bajkowy świat nasycony magią. Jednak ile pozytywnych wartości wniósł ten film i książka w moje życie nie jestem w stanie zliczyć. Podobnie jest z League of Legends. Czy stałem się gorszym chrześcijaninem? Zdecydowanie nie. Mogę jednak powiedzieć, że stałem się lepszym człowiekiem i księdzem. Tak jak mówiłem, po pewnym czasie nie jest ważne jak się gra, wygra czy przegra, ważne jest z kim się gra. Ważna staje się przyjaźń, wzajemna życzliwość i pomoc. Bez względu na to czy gram magiem, zwierzakiem, potworem, bądź kimkolwiek innym to to zupełnie nie jest ważne. Jednak do takiej dojrzałości trzeba po prostu dorosnąć.

Standardowe pytanie odnośni preferencji: Ulubiona postać i dlaczego?

Wszystko zależy od tego na jakiej linii gram i na kogo. Jak maiłbym napisać tak ogólnie to bardzo lubię grać w jungli i na supporcie. Gra w jungli daje mi najwięcej satysfakcji i prawdziwej zabawy. Ulubiona postać to zdecydowanie Vi, ze względu na jej niezwykłą mobilność i przystosowanie umiejętności do fajnego gankowania.
Wszystko zależy oczywiście od tego z kim i na jaki team gram.
Jungle – Vi
Top – Nasus
Mid – Ziggs
Ad – Caitlyn
Support – Nami

Co sądzi ksiądz o wprowadzeniu do gry Piekielnego Nasusa? Czy bazowanie na tematyce religijnej jest w porządku czy autorzy powinni starać się minimalizować takie treści?

W grze jest sporo skórek do Nasusa: Galaktyczny, Faraon czy K-9. Nazwa Piekielny Nasus jest z pewnością również zagrywką marketingową. Równie dobrze mógłby się nazywać Płonący Nasus lub Wulkaniczny. Ta skórka przypomina mi bardziej Cerbera z mitologii greckiej i to chyba na tej podstawie Riot wzorował się, tworząc skórkę do tego bohatera. Jednak nazwa Cerber Nasus nie jest tak krzykliwa jak Piekielny. Oczywiście, że jestem za tym żeby treści o tematyce okultystycznej całkowicie wykluczyć z gier. W przypadku Nasusa, prócz nazwy i art.’u, nawiązującego do tematyki religijnej nie dostrzegam żadnych treści okultystycznych. Pamiętajmy, że w gry grająnie tylko chrześcijanie, ale też ludzie innych wyznań, bądź ateiści. Jeżeli komuś podoba się ta skórka to niech zapłaci prawdziwe pieniądze i go sobie kupi. Komu się nie podoba, bez względu na przyczynę, po prostu go nie kupi. Wybór należy do każdego z nas.

Z kim zazwyczaj ksiądz gra w League of Legends? Bardziej gra indywidualna czy skoncentrowanie się na drużynie? Czy gra ksiądz także z innymi duchownymi?

Jeszcze nie skontaktowali się ze mną inni duchowni, którzy dzieliliby moje zainteresowania. Czekam wciąż na kontakt pod adresem mailowym tnt2000@wp.pl. Mam swoją grupę znajomych, z którymi najczęściej gram w League of Legends. W większości są to ludzie dorośli, którzy czasem mają swoje rodziny. Spotykam się z nimi na RaidCallu, bądź Teamspeaku po kilka wieczorów w ciągu tygodnia. Oczywiście tam także ze swoimi kochanymi uczniami, którzy mają niespożyte siły i chęci, aby grać ze mną dzień i noc.
Ogółem preferuję gry drużynowe, w których mogę porozmawiać z drużyną na jakimś komunikatorze. Możemy się wtedy razem pośmiać, pożartować, bądź wymienić się doświadczeniami z minionego dnia. Lubię, gdy podczas gry mam kontakt personalny z innymi osobami. To był główny powód dla którego zminimalizowałem moją grę w produkcje single player, a zacząłem grać więcej w gry MMORPG czy MOBA. Mimo wszystko z niecierpliwością czekam na nowego Wiedźmina.
Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.