📜Lore6 listopada 20191279 słów

Głosy umarłych – opowiadanie Senny

📜Lore

Autor: David Slagle

Na mojej wyspie mamy pewne powiedzenie. „Wiatr może przemówić tylko wtedy, gdy kradnie nam dech”.

Chcesz, żebym opisała Czarną Mgłę, która przywitała mnie, gdy po raz

pierwszy przybiłam do ioniańskiej wioski z kapturem na głowie i

reliktowym działem na plecach?

Mgła też kradnie słowa. Krzyki tych, którzy w niej skonali.

Kiedyś to były moje krzyki, ale teraz żyję.

Gdy

schodziliśmy z łódki na ioniańską ziemię, poczułam ciepło na swoim

ramieniu. To Lucian położył na nim rękę, jakimś cudem przebijając się

przez mur, który wzniosłam wokół siebie. Tylko on tak potrafi. Tylko on

jest na tyle uparty i głupi, żeby próbować.

Żeby nauczyć się, że jedyną rzeczą, która dociera pod mój pancerz i wszystkie moje zasady, jest miłość.

Ty bierzesz górę, a ja zajmę się dołem? — zapytałam i poczułam, jak

jego ciepło zanika, gdy waży myśli. Przez chwilę nie widział, że to ja

przed nim stoję. Widział kobietę, którą próbował ocalić, przeklętą,

stale uciekającą. Widział lecącą prosto na nią kosę… Spojrzał tej

kobiecie prosto w oczy, choć patrzył w moje.

Wezmę dół — powiedział, pozwalając, by cisza dokończyła jego wypowiedź.

Położył ręce na pistoletach. — Senno… — głos załamał mu się pod

ciężarem wspomnień.

— Nie przejmuj się tym — odparłam łagodnie. Ja też pamiętam tę kobietę.

Na

horyzoncie tańczyła ciemność, rzucając jeszcze czarniejsze cienie na

wioskę wykutą w kamieniu, zalaną ulewnym deszczem i czymś jeszcze gorszym. Ale gdzieś w tej ciemności było światło. Inny Strażnik, który nas tu wezwał.

Musiałam wywalczyć sobie do niego drogę.

Ścieżka

wiodąca pod górę, do wioski, była niemalże wyniszczona stuleciami burz,

które zmywają wszystko poza najtwardszymi głazami… o ile to dobre

słowo. Czułam, jak wiatr próbował zerwać mi kaptur, jak oceaniczna bryza

napierała na moją skórę, jak gdyby świat mnie odpychał i ostrzegał

przed ciemnością, w stronę której się kierowałam. Ale żadna z tych

rzeczy nie umywała się do tego, co poczułam, gdy podniosło się wycie,

rozbrzmiewające tubalnie w całej wiosce…

To była moja klątwa. Mgła wiedziała, że tam jestem. Ona zaatakowałaby mnie pierwsza, na pewno.

Chyba czas na codzienną zasadzkę — wymamrotałam niewzruszona, a zza

horyzontu czarnego od śmierci wylały się dusze. Lgnęły do mnie, gdy

łapałam oddech.

Gdy łapałam za broń.

Reliktowe

kamienie poległych Strażników poruszały się unisono. Zanim weszłam w

ich posiadanie, przeszły przez zbyt wiele rąk. Rąk mężczyzn i kobiet,

ojców, sióstr. Ciemność pochłonęła ich wszystkich. Ale kiedy trzymałam

broń, trzymałam ich światło, które lśniło w obu lufach.

Macka

Mgły uderzyła mnie, gdy znajdujący się wewnątrz niej upiór nabrał

kształtu. Siła uderzenia odrzuciła mnie do tyłu. Zdążyłam złapać

równowagę dopiero nad skrajem przepaści. Grzmot ryknął, gdy krzyki dusz

zawtórowały deszczowi i spienionym falom oblegającym wyspę. Chwilę

później nastąpił rozbłysk, ale nie pochodził od błyskawicy.

Pochodził z mojego reliktowego działa, a dokładniej z wystrzału, który przemienił upiora w cień.

To

wymagało opanowania. Wymagało skupienia. Musiałam walczyć z Mgłą każdą

cząstką siebie. Nie mogłam przestać. Ani na chwilę, jak przez całe

życie.

Gdy tylko strzał wypalał upiora, kolejny

pojawiał się na jego miejsce. Byłam tak blisko wioski, lecz ciągle

widziałam, jak rodzą się nowe upiory, wijące się w moim kierunku.

Prosto w błogosławione światło.

Anabal, jesteś tam? — zawołałam. Spotkałam go tylko raz, kiedy Urias

przyprowadził mnie na spotkanie Strażników. Strażnicy rzadko zbierali

się w jednym miejscu, ale coś na tyle przeraziło Uriasa, że zwołał

wszystkich. Nigdy mi nie powiedział, co to było, ale potrafiłam odgadnąć

to ze sposobu, w jaki inni na mnie patrzyli…

Bolało

bardziej, gdy jeszcze nie wiedzieli. Gdy próbowali dotrzeć pod mój

pancerz i przekonywali się jedynie, dlaczego się nim otoczyłam.

Nie

przerywając ognia, przebijałam się w kierunku wioski. Upiory poruszały

się szybko i wpadały do budynków starych jak sama wyspa i wykutych z

tego samego kamienia, co ona. Ale w tym chaosie był pewien porządek.

Upiory krążyły mi nad głową. Czegoś chciały. Nie tylko życia. Nie tylko

dusz. Nie tylko mnie

— Anabal! — zawołałam raz jeszcze, a mój krzyk ledwo przebił się przez burzę.

— Tutaj! Szybko! — odpowiedział spanikowany głos. Należał do dziewczynki… Wtem jej światło dołączyło do mnie w ciemności.

Była to uczennica Anabala, Daowan.

Stała

nad powykrzywianym ciałem. Dwie sylwetki w ciemności. Światło bijące od

należącej do Anabala glewii z reliktowego kamienia rzucało mdły blask

na jej twarz, na której wyraźnie było widać skupienie, gdy broniła

swojego poległego mentora.

Udało mu się przekazać pochodnię, czyli… jego reliktowy kamień nie przepadł.

Musimy stąd uciekać — powiedziała dziewczyna. — Musimy pomóc

mieszkańcom wioski stąd uciec. Wciąż ich słyszę. To na pewno oni… —

przerwała i wzrokiem pełnym niezrozumienia i agonii spojrzała na kształt

pod jej stopami. — Wciąż go słyszę…

Ale gdy

ścisnęła rękojeść glewii, aż pobielały jej knykcie, ja wrzuciłam swoje

reliktowe działo na plecy. Powoli wyciągnęłam do niej rękę i złapałam ją

za ramię.

— Jakoś z tego wyjdziemy — powiedziałam. Za nią widziałam wejście do wioskowych katakumb. Roiło się w nich od upiorów. — Wszyscy — dodałam szeptem.

To, czego chciała Mgła, wciąż tam było.

Katakumby

zostały wydrążone przez niezliczone powodzie. Wioska powoli znikała za

naszymi plecami, gdy schodziłyśmy pod ziemię. Burza wciąż dawała o sobie

znać, strużki wody ściekały po ścianach wokół nas. Ale gdybyśmy miały

utopić się w głębinach, nie byłoby to z powodu podnoszącego się poziomu

morza czy ulewy…

Stałoby się tak z powodu Czarnej

Mgły, która na powitanie wypiętrzyła się niczym fala i rozdziawioną

paszczą połknęła nasze światło.

Słyszałam wrzaski

rozdzieranych na pół mieszkańców mojej wioski, gdy byłam jeszcze małą

dziewczynką i po raz pierwszy ujrzałam śmierć. Słyszałam echo własnych

wrzasków i widziałam wyraz twarzy Luciana, gdy śmierć po raz pierwszy

mnie ujrzała. Poczułam gniew i strach ludzi umierających na powierzchni,

poczułam, jak krzyczeli w niezrozumiałym dla mnie języku, ale ich ból

znałam aż za dobrze.

Upiory zmaterializowały się w

całych katakumbach, a na ich twarzach widać było grymas cierpienia,

które miały zadać. Ale nieważne, jak głośne były krzyki żywych — nie

mogły zagłuszyć krzyku upiorów. Nieważne, jak jasno płonęło moje

światło, nie mogło skrzywdzić ich bardziej niż powrót ciemności.

Dlatego… zabrałam ich do siebie, zanim mogła zabrać ich śmierć.

Nikt

ani nic nie mogło się oprzeć mojemu zewowi. Mogłam przyciągnąć Mgłę do

siebie, z dala od innych. Czułam, jak śmierć wdziera się we mnie i

odpycha kłamstwo, jakim jest moje ciało. Gdy Mgła przylgnęła do mnie,

puściła dusze wolno, jedna po drugiej. Puściła wolno wszystkich, których

zostali tam zwabieni. Wszystkich, którzy umarli na powierzchni. Przez

moment myślałam, że widzę Anabala…

Pozostał tylko

jeden niewyraźny kształt, wola powoli wybudzająca się ze snu. Wznosił

się przez chwilę nad ziemią, po czym obrócił twarz do mnie. W jego

pustych oczodołach płonął gniew.

— Nie — wyszeptałam przez zasłonę śmierci, która przemieniła mnie w upiora. — Nie tobie jest mówić. Ty słuchasz.

Wcisnąwszy

Mgłę w moją broń, wystrzeliłam całe zebrane cierpienie i strach prosto w

ich źródło — tam, gdzie było ich miejsce. Gdy ciemność zderzyła się z

ciemnością, rozbłysło we mnie światło. Życie nie chciało dać mi

odpocząć. Poczułam, jak wracam do swojego ciała, gdy resztki Mgły mnie

opuściły. Upadłam na kolana, desperacko łykając powietrze.

— Co przegapiłem? — zapytał głos dobiegający z wnętrza tuneli.

— No wiesz. To, co zwykle — powiedziałam spokojnie, choć wciąż starałam się złapać oddech.

— Zniszczonego Króla, który najechał katakumby, by znaleźć nie wiadomo co? — spytał Lucian.

— Mniej więcej — odparłam. Spojrzałam na Daowan, a na jej twarzy malowało się objawienie. Wciąż mierzyła do mnie swoją glewią.

Na mojej wyspie mamy pewne powiedzenie. „Wiatr może przemówić tylko wtedy, gdy kradnie nam dech”.

W ogłuszającym jazgocie Czarnej Mgły słyszę słowa umarłych.

A moim zadaniem jest przywrócić im głosy.

Twoja reakcja na nasz wpis:

  • * - [* - [*Nawet*0)
  • *Słodkie!*0)
  • *AHA*0)
  • *OMG!*0)
  • *WTF*0)
  • *Słabe*0)
  • Źródła i odniesienia

    Ładowanie komentarzy...

    Powiązane historie