Valoran po kilku tysiącleciach został ponownie zaatakowany przez Przedwiecznych.
Przedwieczni są Bogami, którzy chcą rządzić krainą według własnych zasad. Nie przejmują się oni, jak to określają, “koniecznym rozlewem krwi”, bowiem wizja ich świata znacznie różni się od panujących tu norm. Losy całego Valoranu spoczywają w rękach jednego z najpotężniejszych magów. Najpierw jednak musi on odkryć w sobie siłę, która pomoże mu na wybranej ścieżce.
Spis treści:
Dziewięciu Przedwiecznych #1 – Prolog – “Przebudzenie”
Dziewięciu Przedwiecznych #2 – Rozdział I – “Zapomniana Wyspa”
Dziewięciu Przedwiecznych #3 – Rozdział II – “Miasto spod gór”
Dziewięciu Przedwiecznych #4 – Rozdział III – “Dziedzic Miriadonów”
Dziewięciu Przedwiecznych #5 – Rozdział IV – “Ogień i czas”
Dziewięciu Przedwiecznych #6 – Rozdział V – “Wizja”
Dziewięciu Przedwiecznych #7 – Rozdział VI – “Pojedynek”
Dziewięciu Przedwiecznych #8 – Rozdział VII – “Świat Snów”
Dziewięciu Przedwiecznych #9 – Podrozdział I – “Król pod królem”
Dziewięciu Przedwiecznych #10 – Rozdział VIII (Część 1) – “Podwójna tożsamość”
Dziewięciu Przedwiecznych #11 – Rozdział VIII (Część 2) – “Podwójna tożsamość”
– Czego wam potrzeba, Panie? – zapytał sołtys Tril’Iliam, jeżeli można go tak nazwać. Był on bardziej kimś, do kogo można było się zwrócić w każdej sprawie. Przyjmował gości, o ile takowi byli, służył radą, ale także był odpowiedzialny za nakładanie podatków, zbieranie cła i za wszelkie sprawy pieniężne.
– Jak już wspominałem. Przybyłem na tą wyspę, ponieważ potrzebny jest mi mag – odpowiedział Lean.
– Ależ Panie. Jestem zmuszony was zmartwić. Nasza wyspa jest bardzo spokojna, a ludzie poukładani – starał się wytłumaczyć. – Nie sposób znaleźć tu kogokolwiek poza zwykłymi wieśniakami i czasem bardziej wykształconymi nauczycielami.
– Prawda – zgodził się kapłan. – Jednak musisz przyznać mi rację, że nie zawsze tak było. Dwa tysiące lat temu, za czasów słynnego plemienia Miriadonów, Tril’Iliam było zamieszkiwane przez setki czarodziejów. Bardzo utalentowanych i tych mniej. Byli niezwyciężeni i tyko dla dobra innych opuścili główne miasto Valoranu. Mógł ich bowiem zgładzić buntujący się plebs. Bez żadnych przeszkód. Gdyby tylko…
– Proszę wybaczyć, Panie – przerwał mu sołtys – ale to było kiedyś. Teraz nasi ludzie pozapominali, kim byli kiedyś. Nie pamiętają czarów, zaklęć, ani nawet podstaw magii. Plemię Miriadonów wymarło i powstało plemię Tril’Iliamirów.
– Płynie w nich krew przodków. Wystarczy znaleźć potomka Wielkiego Maga Endara. Myślę, że nie powinno być to trudne. Ilu ludzi liczy wyspa?
– Około pięciu setek – odpowiedział po chwili zastanowienia.
– Tak więc, Władco Cienia Ostatniego Światła, Królu Insulae’i, Panie stojący nad Tril’Iliamirami, dawniej Miriadonami, proszę cię o pozwolenie rozpoczęcia poszukiwań potomka Wielkiego Maga, aby wyszkolić go i doprowadzić do potęgi równającej się z siłami jego przodków – zawiesił głos dla wyraźnego efektu. – Czy wyrażasz zgodę?
W głowie sołtysa zaczęły kłębić się niewyobrażalne ilości myśli. Rozważał wszelkie za i przeciw, aż doszedł do wniosku, że nic nie zaszkodzi poszukiwaniom, a kiedy potomek zdobędzie już wiedzę i przypomni sobie potęgę magii, będzie mógł szkolić innych. Tril’Iliamirowie znów przeistoczą się w Miriadonów i podbiją cały Valoran.
– Tak. I mów mi Silma.
Następnego dnia Lean wraz z Silmą zwołali wszystkich mieszkańców wyspy na głównym dziedzińcu. Przybyli licznie, choć dało się zauważyć, że niektórych brakuje.
– Witajcie, Tril’Iliamirowie! – zaczął sołtys. – Zapewne zastanawiacie się, dlaczego zażądałem, abyście wszyscy stawili się na tym placu. Otóż, jak pewnie już wiecie, na naszą wyspę przybył kapłan Lean. Było to niesamowitym zaskoczeniem, ale bardziej zastanawiające jest to, dlaczego postanowił nas odwiedzić. Ja już znam odpowiedź na to pytanie i ujawnię ją za chwilę. Najpierw jednak chciałbym, abyście wszyscy, bez wyjątku, przynieśli z domu najstarszą pamiątkę po swoich przodkach, jaką posiadacie. Jest to konieczne! Zróbcie to od razu i wróćcie do nas – zakończył wstęp swojej przemowy.
Wieśniacy ze zdziwieniem zaczęli się rozchodzić. Czas płynął wolno. Silma i Lean zajęli się rozmową. Opowiadali sobie o starych stworach, zamieszkujących niegdyś różne ziemie, o potężnych władcach starych królestw, a nawet o Przedwiecznych i ich chorych ideach.
Po jakiejś pół godzinie ludzie zaczęli wracać. Część jakby niewzruszona, a pozostałość okropnie zdenerwowana. Niektórzy nieśli ze sobą całe skrzynie pamiątek, choć władca wyraźnie prosił o najstarszą z nich. Zapewne nie mieli pojęcia, która z nich pamięta najstarsze czasy. Mniejsza z tym. Łatwo będzie to określić.
Czekali jeszcze przez chwilę na resztkę, która najwyraźniej nie mogła sobie poradzić ze znalezieniem czegokolwiek.
– Czy wszyscy przynieśli to, o co prosiłem? – odpowiedziała mu cisza. – Dobrze. Wnioskuję, że tak. W takim razie nie będę już dłużej trzymać was w niepewności. Nasz przyjaciel, kapłan Lean przybył do nas, bo poszukuje potomka dawnego króla magii, Endara – tłum poruszył się niespokojnie, a część wieśniaków zaczęła nerwowo szeptać między sobą. – Nie ma się czego obawiać! Teraz proszę o ustawienie się w kolejce po lewej stronie placu. Będziecie podchodzić pojedynczo i pokazywać przyniesioną przez was pamiątkę. Proszę, szybciej, szybciej!
– Panie, to nie będzie konieczne – dało się słyszeć głos jakiegoś młodego chłopca.
– Kto to powiedział?
– Ja – pośród ludzi dało się zauważyć jedną uniesioną ku górze rękę. Z tłumu wyłonił się mężczyzna. Jeszcze młody, ale z pewnością pełnoletni. Wyglądał typowo, jak każdy z mieszkańców wyspy. Obdarte szaty i wychudzona twarz. Jednak owego chłopca znał każdy. Był to Ralion. Inteligenty, sprytny i niesamowicie energiczny. Zjawiał się wszędzie, gdzie była potrzebna pomoc. Jakby wiedział, co kiedy się stanie.
– Ralion, chłopcze, o czym ty mówisz? – spytał zdziwiony Silma.
– No, że to całe szukanie nie będzie potrzebne.
– Ale ja w dalszym ciągu nie rozumiem dlaczego..?
– Bo to ja.







