Valoran po kilku tysiącleciach został ponownie zaatakowany przez Przedwiecznych.
Przedwieczni są Bogami, którzy chcą rządzić krainą według własnych zasad. Nie przejmują się oni, jak to określają, “koniecznym rozlewem krwi”, bowiem wizja ich świata znacznie różni się od panujących tu norm. Losy całego Valoranu spoczywają w rękach jednego z najpotężniejszych magów. Najpierw jednak musi on odkryć w sobie siłę, która pomoże mu na wybranej ścieżce.
Spis treści:
Dziewięciu Przedwiecznych #1 – Prolog – “Przebudzenie”
Dziewięciu Przedwiecznych #2 – Rozdział I – “Zapomniana Wyspa”
Dziewięciu Przedwiecznych #3 – Rozdział II – “Miasto spod gór”
Dziewięciu Przedwiecznych #4 – Rozdział III – “Dziedzic Miriadonów”
Dziewięciu Przedwiecznych #5 – Rozdział IV – “Ogień i czas”
Dziewięciu Przedwiecznych #6 – Rozdział V – “Wizja”
Dziewięciu Przedwiecznych #7 – Rozdział VI – “Pojedynek”
Dziewięciu Przedwiecznych #8 – Rozdział VII – “Świat Snów”
Dziewięciu Przedwiecznych #9 – Podrozdział I – “Król pod królem”
Dziewięciu Przedwiecznych #10 – Rozdział VIII (Część 1) – “Podwójna tożsamość”
Dziewięciu Przedwiecznych #11 – Rozdział VIII (Część 2) – “Podwójna tożsamość”
Siedzieli we dwójkę w ogromnym pomieszczeniu, które Silma, sołtys Tril’Iliam, wynajął specjalnie dla Raliona i Leana na czas szkolenia. Nie była w oszałamiającym stanie. Bardziej przypominała schowek na miotły, niż salę ćwiczeń. Jednak to nie miało większego znaczenia. Kapłan potrzebował jedynie wiele miejsca, a tego było tu aż nadto.
– Pierwszą rzeczą, którą powinieneś wpoić sobie to głowy jest to, że każdy, ale to każdy człowiek ma w sobie multum energii – zaczął naukę kapłan. – Kiedyś bowiem, za czasów, których nikt nie pamięta, na Ziemi wybuchła jedna z Boskich Świątyń. W każdej z nich, a było ich około dziesięciu, znajdowała się czara napełniona mocą Bogów. Nikt nie wie skąd się tam brała. Mówiono, że kiedyś Przedwieczni byli bardzo przyjaźnie nastawieni do ludzi, ale mniejsza z tym. Chodzi o to, że po wybuchu, energia znajdująca się w naczyniu rozprzestrzeniła się po całym świecie i wniknęła wgłąb każdego z mieszkańców Ziemi. Nieco później ludzie odkryli, że teraz każdy ma magiczne zdolności. Jeden większe, drugi mniejsze, ale każdy ma. Wiadomo więc… Ludzie mnożyli się, a ich potomstwo dziedziczyło moce. Nadążasz? – zapytał spoglądając niepewnie na młodzieńca.
– Zdaje mi się, że tak – odpowiedział lekko znudzonym głosem.
– Wiem, że to nie jest porywająca historia, ale jeśli chcesz czarować, musisz poznać podstawy magii. W sumie to chyba już skończyłem mówić o początkach – zamyślił się na chwilę. – O początkach drzemiącej w nas energii rzecz jasna. Jakieś pytania?
– Nie. Chyba nie.
– Nie wahaj się. Pytaj o cokolwiek – zachęcił Raliona.
– W sumie to jestem ciekaw, czy ty, Panie, umiesz posługiwać się magią?
Kapłan spojrzał na chłopca podejrzliwie. Przez chwilę mierzył go wzrokiem, ale w końcu przemówił.
– Jak myślisz? Czy nauczyciel sztuki magii byłby dobrym nauczycielem, gdyby jej nie znał? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Dobra. Dość tego. Czas przystąpić do nauki. Na początek musisz dowiedzieć się, jakim typem maga jesteś. Każdy czarodziej nad czymś panuje. Może do być czas, woda, krew i tak dalej. Jednak jeśli jesteś magiem wody, nie panujesz już nad lodem. Lód to osobna rzecz. Mówią, że najpotężniejsi są czarodzieje, którzy pod swoimi rozkazami mają samą śmierć. Aktualnie w Valoranie istnieje ich kilku. Są to Khartus, Thresh i zdaje się jeszcze Yorick. Z czego ten ostatni panuje nad śmiercią raczej za karę. No… nie ważne.
– Zastanawia mnie jedna rzecz – przerwał mu uczeń. – W jaki sposób mogę dowiedzieć się, jaka siła mi podlega?
– To jest bardzo dobre pytanie! – wrzasnął Lean. – Prawdę powiedziawszy nie ma jakiejś, jakby to ująć, podstawowej metody odnajdywania w sobie mocy. Niektórzy dowiadują się przez przypadek, na przykład poruszając przypadkowo taflą wody bez dotykania jej, a inni po prostu wiedzą. Jest jednak jeden prosty sposób, który niestety często zawodzi. No ale spróbować nie zaszkodzi, prawda? – spojrzał na już bardziej zainteresowanego Raliona. Nie czekał na odpowiedź. – Na początek trzeba rozluźnić ciało i umysł, starać się o niczym nie myśleć. Następnie przypomnieć sobie najstarsze wspomnienie, jakie gości w naszej pamięci. Nie ważne czy sprzed dwóch lat, czy sprzed dziesięciu. Ważne, żeby było najstarsze. Po wczuciu się w swoją przeszłość należy otworzyć oczy i powiedzieć: “Quis ego sum“, co znaczy: “Kim jestem”. Jeżeli faktycznie byłeś rozluźniony i wczułeś się w odpowiednie wspomnienie, na wewnętrznej stronie twojej lewej dłoni powinien pojawić się napis. Najczęściej jest to po prostu woda, ogień i tak dalej – zatrzymał się na chwilę. – No. Na co czekasz?
Osłupiały chłopiec otrząsnął się i zaczął uspokajać. Z początku, jak kazał mu nauczyciel, rozluźnił ciało, oczyścił umysł i zamykając oczy zagłębił się w swoim najstarszym wspomnieniu. Widział siebie. To było dawno, miał może wtedy siedem lat. Siedział nad brzegiem morza. Wokół był spokój i cisza. Opierał się o jedyne rosnące tu drzewo. Wziął coś do ręki.
Nagle natrafił na barierę w umyśle. Obraz zamazał mu się i zobaczył miasto, które stało w płomieniach. Nad nim latała ogromna bestia, która pluła ogniem. Najprawdopodobniej był to smok.
Wokół nie było życia. Zdało się słychać tylko trzaski palonego drewna. Drzewa, domy, trawy, pola. Wszystko płonęło. W końcu ujrzał mężczyznę. Nie widział go dokładnie, ale mógł stwierdzić, że był jednak w podeszłym wieku. Siwe włosy i srebrna broda. Ruszył w jego kierunku i kiedy był w połowie drogi, starzec spojrzał na niego. W tym samym momencie zniknął. Towarzyszył temu potężny wybuch energii, który aż go oślepił. Na koniec usłyszał, jakby ktoś szeptał mu do ucha: “Nastał mroczny kres świata. Niebo się rozstępuje. Przedwieczni schodzą na Ziemię”.
Otworzył oczy. Kręciło mu się w głowie i czuł, że zaraz zemdleje. Ostatkiem sił spojrzał na dłoń, na której widniał napis: “Umbra“. Co to niby ma znaczyć?
Osunął się w sen.







