Oglądając najlepszych graczy na turniejach, obserwując ich fantastyczne akcje, zwycięstwa, triumfy, a przy tym zgarnianie przez nich sześciocyfrowych sum, wielu z Was z pewnością chociaż raz pomyślała, że świetnie by było być pro gamerem. Czytając chociażby jeden z felietonów Johna Creavena o mentalnym wypaleniu (który możecie znaleźć pod tym adresem) czy blog pisany przez środkowego Counter Logic Gaming – L1nka (tutaj), można łatwo zauważyć, że i ten medal ma swoje dwie strony.
Jak możemy przeczytać w tekście napisanym przez L1nka, wielu ludzi ma totalnie mylne wrażenie tego, czym zajmuje się zawodowy gracz w League of Legends. Na swoim blogu przytoczył harmonogram według którego żyją gracze CLG:
- Pobudka około 10-12 (sprawy związane ze sponsorami, tworzenie vlogów itd.)
- Posiłek 12-13
- Zebranie zespołu 13-14
- Treningi 14-18
- Posiłek 18-19
- Treningi 19-22
- Replaye 22-x
- Streamowanie 22-3
Podobny plan obowiązuje w drużynie prowadzonej przez HotShota przez praktycznie wszystkie dni w tygodniu. Włączając przeglądanie replayów oraz zebranie zespołu, każdy z podstawowej piątki CLG poświęca dziennie na LoLa od 8 do 12 (nawet do 14 wliczając streamowanie) godzin.

Pro gamer to osoba pełna zobowiązań – względem kolegów z drużyny, własnej organizacji, sponsorów, fanów, czy nawet, uczestnicząc w LCS, względem Riotu. Tylko kilkanaście osób na całym świecie może prowadzić sobie frywolne życie po prostu grając w grę kiedy tylko chcą – są to profesjonalni streamerzy. L1nk wymienił Wingsa oraz Aphromoo, oprócz nich jeszcze kilku graczy posiada tylu fanów, aby być spokojnym o życie ze streamu – między innymi Siv HD, Phant0mLord, Hafu, Rainman czy Chaox. Zbudowanie tak ogromnych fanbase’ów nie należało jednak do łatwych rzeczy i często ceną za dużą liczbę viewersów są albo lata spędzone w pro gamingu (tak jak przy byłych graczach TSMu), albo dużo pracy spędzonych nad tworzeniem własnego PR, tak jak w przypadku Siva.
Zobowiązania, które wymieniłem wyżej, niosą za sobą ogromną presję. Na scenie nie ma miejsca dla słabych – albo jesteś w czołówce i regularnie wygrywasz z innymi albo przestajesz zarabiać pieniądze. Kiedy Counter Logic Gaming i Dignitas zajęły piąte i szóste miejsca w wiosennej edycji LCS NA i pod znakiem zapytania stał ich występ w następnym sezonie, członkowie tych ekip zgodnie twierdzili, że był to dla nich najbardziej stresujący okres w ich życiu. Od Bo5, czyli potencjalnie pięciu lub mniej gier, zależała cała ich przyszłość. W jednym z wywiadów po swoim odejściu z CLG, HotShot powiedział:
Największym powodem dla którego oddałem granie na toplanie jest stres. Po nieustannym graniu, graniu, graniu, po prostu się wypalasz i nie posiadasz już tak dużej motywacji i woli wygranej. Dlatego właśnie czułem, że muszę ustąpić swojego miejsca w składzie.
Ogromną presję tworzą również fani, którzy oglądając swoich faworytów mają względem nich oczekiwania. Wystarczy, aby ktoś z popularnych graczy rozegrał kilka słabszych meczów i już spada na niego fala krytyki. Z tego powodu część prosów, dla dobra swojego zdrowia psychicznego, przestała używać popularnego reddita. Doublelift, po przegraniu playoffów LCS Spring przez dwa tygodnie odciął się od jakichkolwiek social mediów – twittera, facebooka i tym podobnym. W głowach profesjonalistów presja jest często tym większa, im więcej dany gracz ‘zainwestował’ w przejście na zawodowstwo. Dla przykładu, wymieniony wyżej Doublelift od kilku lat nie rozmawiał ze swoimi rodzicami, którzy wyrzucili go z domu, kiedy ten otwarcie stwierdził, że chce utrzymywać się z grania. Jungler TSM’u – TheOddOne – porzucił swoje studia na ostatnim roku, kiedy Reginald zaproponował mu stworzenie drużyny. Wielu zawodników, takich jak np. WildTurtle, porzuciło szkołę średnią, aby grać w LoLa. Oczywiście, studiowanie i granie na wysokim poziomie jest nadal możliwe (dla przykładu – ZionSpartan), ale jeżeli Twoi przeciwnicy inwestują czas na doskonalenie swoich umiejętności w LoLa, kiedy ty w tym samym czasie uczysz się do sesji, masz małe szansę, aby im dorównać i być w absolutnej czołówce.

John_Creaven w swoim felietonie, w którym omawia temat mentalnego wypalenia, doradza, aby nie grać na siłę i zrobić sobie przerwę kiedy poczujemy, że tracimy radość z rozgrywki i nie czujemy ochoty na grę. Chyba każdy z nas czuł kiedyś coś takiego podczas przegranej serii o awans, kilku złych playsach czy po prostu po serii nieudanych gier. Wyobraźmy sobie teraz, jak silni psychicznie muszą być zawodowcy, którzy nie mogą pozwolić sobie na taki komfort. Grając w profesjonalnej drużynie, wśród czwórki graczy, których marzeniem jest wygranie sezonu trzeciego, nie wyjdziesz w trakcie treningu i nie powiesz im, że nie chce Ci się chwilowo grać, bo czujesz się wypalony. Jeżelibyś tak zrobił – menedżer drużyny prawdopodobnie w ciągu kilku minut szukałby kogoś bardziej zmotywowanego, aby zajął Twoje miejsce w składzie.
Oczywiście, każdy z pro gamerów wybrał swoją życiową ścieżkę na własną rękę. Nikt ich do tego nie zmuszał i przed ich przyjazdem do gaming house’ów zostali z pewnością ostrzeżeni przez starszych kolegów, na co się piszą. W swoim felietonie chciałem jednak przekazać, że bycie zawodowym graczem w League of Legends to nie ścieżka usłana różami, ale prawdziwa praca.
