Ostatni dzień IEM-u pełen był emocji. Zadowoleni mogli być fani każdego z regionów, ponieważ do fazy playoff awansowało po jednym reprezentancie z czterech największych lig. SKT zdecydowanie stawiane było jako faworyt, który bez problemu powinien dać radę zgarnąć tytuł. Jak jednak zakończył się turniej Intel Extreme Masters w Katowicach?
SKT wciąż nie do zatrzymania. W pierwszej grze, TSM w fazie draftu starało się zapewnić sobie przede wszystkim komfortowe dla zawodników postaci. Doublelift dostał w swoje ręce
Ezreala, którym w piątek zdobył pentakilla, a Bjergsen
LeBlanc, którą dobrze spisywał się do tej pory na tym turnieju. Gra rozpoczęła się od standardowych linii, co staje się ostatnio coraz rzadsze. Amerykanie całkiem dobrze radzili sobie we wczesnej fazie gry, gdzie nie tylko udało im się dwukrotnie zabić Fakera, ale także zdobyć niewielką przewagę w złocie. Potem jednak jeden błąd zaprzepaścił całkowicie całą dobrą grę TSM w early game. Doublelift słabo pozycjonował się podczas teamfightu przy smoku i zginął jako pierwszy w drużynie. Dzięki temu zabójstwu, SKT zdobyło smoka, wieżę, a następnie kontrolę nad grą. Mimo przyzwoitej grze Bjergsena, który ciągłe starał się zlikwidować któregoś ze strzelców SKT, amerykańska formacja kompletnie nie radziła sobie w walkach drużynowych. Wykorzystując ogromna siłę
Corkiego i
Luciana w walkach oraz możliwość szybkiego niszczenia wież, Koreańczycy zakończyli mecz w okolicach 30. minuty i wygrali pierwszy mecz z serii.
| SKT | 1 | – | 0 | TSM | MVP: Bang (SKT) | Skrót (kliknij, aby otworzyć) |
W drugiej grze SKT ucieszyło większą część spodka, pickując
Zeda dla Fakera. Koreański midlaner wielokrotnie jednak decydował się na zbyt agresywną grę, przez co w ciagu pierwszych 16. minut zginął już trzy razy, zdobywając w zamian tylko jedno zabójstwo. TSM ponownie całkiem dobrze radziło sobie we wczesnej fazie gry, nie pozwalając zdobyć Mistrzom Świata dużej przewagi. Chwilę później jednak zaczęła powtarzać się historia pierwszej gry. Doublelift umarł samotnie podczas pushowania wieży, a chwilę później SKT zdobyło kolejne dwa kille goniąc uciekajacych Amerykanów. Po zabezpieczeniu tych zabójstw Koreańczycy zdecydowali się na bardzo wczesnego Barona (zaledwie chwilę po 20. minucie). 5 minut później gra była już skończona. SKT bez problemów zniszczyło nexus TSM-u. W przeciwieństwie do pierwszej gry, w drugiej bardzo słabo zagrał Bjergsen. Jako
Twisted Fate skończył z pięcioma śmierciami i bez żadnego zabójstwa. W tym samym czasie drugi swietny mecz zaliczył Bang, tym razem grając Corkim. SKT szybko zakończyło spotkanie awansując tym samym do finału.
| TSM | 0 | – | 2 | SKT | MVP: Bang (SKT) | Skrót (kliknij, aby otworzyć) |
Fnatic kontynuuje bardzo udaną i pomyślną dla nich taktykę zaskakiwania przeciwników swoimi nietypowymi kompozycjami. Tylko czy można tę kompozycję nazwać “nietypową” w rękach europejskiej drużyny? Już nie pierwszy raz na tym turnieju widzimy połączenie
Zeda i
Jhina, i po raz kolejny wychodzi im to zaskakująco dobrze. Fnatic rozprawiło się w tej grze z Royal Never Give Up jak z przeciętnym europejskim zespołem. Świetne rotacje na początku, napędzane głównie przez Spirita dały jego zespołowi wyraźne prowadzenie, co Fnatic potrafiło bezbłędnie skapitalizować. FNC z sukcesem dosłownie wymuszało na graczach RNG walki drużynowe, “wyrywając” ostatnie resztki kontroli nad grą z ich rąk. Przy 10 tysiącach sztuk złota różnicy oraz straconym Baronie chińska drużyna w tym meczu nie miała do powiedzenia już nic, co dało Fnatic pewne zwycięstwo i dobry start w drodze do wielkiego finału.
| FNC | 1 | – | 0 | RNG | MVP: Spirit (FNC) | Skrót (kliknij, aby otworzyć) |
Chiński tytan wreszcie się budzi. Royal Never Give Up powraca do serii w stylu, do którego przyzwyczaili nas podczas swoich rozgrywek w LPL. Możliwe, że na wynik miał też wpływ ban na
Jhina, którego uznano już za naprawdę poważne zagrożenie w rękach szwedzkiego strzelca. RNG zrobiło w sumie to co Fnatic w pierwszej grze – wykorzystanie wczesnej fazy gry na wyłapywanie rywali poza pozycją, uzyskiwania kontroli na mapie przy znacznie zmniejszonej reaktywności rywali i ogólne wystartowanie efektu kuli śnieżnej. Była to tym bardziej komfortowa sytuacja dla chińskiego zespołu, że dysponowali dwoma strzelcami, którzy swój powerspike uzyskują dopiero w późnym mid-game:
Ezrealem Xiaohu oraz
Kog’mawem Wuxx’a , więc prowadzenie na początku na pewno pomogło im w spokojnym osiągnięciu potrzebnych do tego przedmiotów. Pomimo znacznej przewagi zespołu RNG w złocie Fnatic nadal wydawało się odnajdywać w rozgrywce, ciągle potrafili sprawnie niszczyć wieże, ale teamfighty nie pozostawiły im złudzeń – Royal Never Give Up szybko poszło po Barona, po czym bezpośrednio zakończyli rozgrywkę.
| RNG | 1 | – | 1 | FNC | MVP: Wuxx (RNG) | Skrót (kliknij, aby otworzyć) |
Myślę, że bez wahania można to tutaj powiedzieć – Fnatic naprawdę zasługiwało na wygranie tej serii. Ta gra była tego dobitnym potwierdzeniem. Nie tylko byliśmy świadkami najlepszego dla FNC meczu w tym turnieju, ale byliśmy świadkami najlepszego meczu dla Fnatic od dłuższego czasu, a takiego przełomu na pewno ten zespół potrzebował. W tym spotkaniu europejski zespół praktycznie nie popełniał błędów. Podręcznikowa rozgrywka, od początku, aż do końca. Początek może nie był tak obiecujący jak w niektórych innych grach, ale widać było, że obie drużyny potrzebują czasu żeby “ochłonąć”. Kwestią było tylko, kto ten czas lepiej wykorzysta. W tym aspekcie bez wątpienia wygrało Fnatic, których zgranie było po prostu bezbłędne – świetne combo
Lulu i
Kalisty, dodatkowe wsparcie ze strony
Nautilusa Gamsu oraz bardzo dobry występ Spirita na
Elise. Pod znakiem zapytania stoi jednak nadal Klaj. Jego występ był przyzwoity, ale nadal popełnia dużo amatorskich błędów wynikających z niedoświadczenia. Wracając jednak do tego meczu – cóż, kompletna dominacja ze strony Fnatic. RNG nie zdecydowało się nawet na najmniejszy ruch dążący do przeciwstawienia się rywalowi, ale nawet nie mieli do tego potencjału – w każdej walce byli deklasowani przez europejską drużynę, tak więc pozostało im jedynie wyczekiwać błędu rywala jak to próbowało zrobić wczoraj Qiao Gu. Pomyłki jednak się nie doczekali i Fnatic zamknęło tę serię już w 36 minucie, eliminując przy tym drugi już chiński zespół na swojej drodze, awansując do wielkiego finału przeciwko SKT Telecom T1!
| FNC | 2 | – | 1 | RNG | MVP: Rekkles (FNC) | Skrót (kliknij, aby otworzyć) |
Typowa gra SKT. Lekko odpuścili oni wczesną fazę gry i pozwolili Fnatic na uzyskanie namiastki kontroli (przynajmniej iluzorycznej), tylko po to, żeby po 20-30 minutach rozgrywki “uruchomić się” i całkowicie zdominować przeciwników w świetnie przeprowadzonej walce drużynowej. Febiven znów prezentował się całkiem przyzwoicie – wykorzystując potencjał
Zeda niemal do maksimum zabijając w solowym pojedynku Fakera dla zdobycia pierwszej gry, podobnie z Rekklesem, który tym razem na
Kog’mawie, uzyskał dla siebie naprawdę dobry start w rozgrywce, lecz cały Fnatic był jakby nieustannie krok za Telecomem. Nie nadążali za sprytnymi rotacjami koreańskiego giganta, a także znacznie odstawali w teamfightach (gdzie absolutnym MVP był Duke który swoją Poppy niejednokrotnie był w stanie nie tylko skupić na sobie całą uwagę wroga, lecz także wyłączyć z walki jednego czy nawet obu carry drużyny przeciwnej). Jak najbardziej zasłużone zwycięstwo SKT.
| SKT | 1 | – | 0 | FNC | MVP: Duke (SKT) | Skrót (kliknij, aby otworzyć) |
Sytuacja dosłownie identyczna jak w starciu poprzednim. Ponownie niepozornie rozegrany laning phase, by kompletnie zdeklasować przeciwnika w serii teamfightów. I ponownie olbrzymią rolę w owych teamfightach odgrywał Duke. W zasadzie ten mecz od pierwszego spotkania różnił się tylko kompozycyjnie – SKT sięgnęło po zaskakującego
Vel’koza dla Fakera, natomiast FNC podeszło do tematu bardziej bezpiecznie i zdecydowali się na wspierającą
Lissandrę na midzie. Mecz zaczął się podobnie jak poprzednio – Fnatic dostało kilka “darmowych” zabójstw, jednak SKT regularnie wyrównywało wynik. Byłemu mistrzowi świata zależało głównie na jednym – przeczekaniu do fazy walk drużynowych bez dużej straty w złocie. Przez to, że FNC tej agresji szukało, Telecom mógł nawet wyegzekwować swój plan nie tylko bez straty, ale nawet ze sporym prowadzeniem. Dalej było tylko lepiej – SKT zyskiwało kolejne cele, nie mieli najmniejszych problemów z niszczeniem wszystkich struktur obronnych Fnaticu, przez co europejska drużyna musiała oglądać swój zniszczony Nexus już w 39 minucie.
| FNC | 0 | – | 2 | SKT | MVP: Faker (SKT) | Skrót (kliknij, aby otworzyć) |
Tutaj już SKT nie pozostawiło przeciwnikom nawet złudzeń. Kiedy widzisz Fakera wyciągającego
Zeda, wiedz, że żarty się skończyły. O ile wcześniej Fnatic był deklasowany w pojedynczych teamfightach, to w tej grze zostali zdeklasowani zupełnie. SKT od samego początku wypracowało przewagę, której nie oddali do samego końca. Europejski zespół nie miał nawet sekundy wytchnienia, presja nakładana na nich przez koreańskiego tytana była po prostu za wielka, w Fnatic które wydawało się odnajdywać po prostu tym razem nie podołało. Cóż, zdarza się – SKT potwierdza swoją potęgę na profesjonalnej scenie LoL-a i nie wydaje mi się, by ktoś spoza Korei odebrał im berło.
| SKT | 3 | – | 0 | FNC | MVP: Blank (SKT) | Skrót (kliknij, aby otworzyć) |
| SK Telecom T1 – Blank: Z graczy, którzy zagrali w ostatnim dniu IEM-u, na miano MVP zasługuje Blank. Jednym z głównych powodów jest to, że jungler z niewielkim doświadczeniem w grze z SKT, zagrał porównywalnie dobrze, jak nie lepiej, niż nominalny leśnik drużyny – Bengi. Najlepiej spisywał się Nidalee, która w ciągu dwóch gier zginął tylko raz, a zdobył aż siedem zabójstw. Świetnie wpisał się też w rolę, jaką musi pełnić jungler w SKT – pilnował Fakera i zapewniał mu wystarczająca wizję, by koreański midlaner mógł w miarę bezpiecznie czuć się na środkowej alei. Blank dowiódł, że w LCK może być godnym zmiennikiem Bengiego i pozwolić koreańskiej formacji zmieniać junglerów między grami, tak jak w zeszłym sezonie robili to z Fakerem i Easyhoonem. |
Ostatni dzień dowiódł, jak wciąż duża przepaść dzieli Koreę i resztę Świata. SKT, które jest szóstą drużyną w LCK, w całym turnieju nie oddało nawet jednej gry i pewnie sięgnęło po tytuł Mistrzów Świata Intel Extreme Masters. Z dobrej strony pokazało się też Fnatic. Słabo radzący sobie zespół w EU LCS dał radę pokonać CLG, Qiau Gu czy RNG i doszedł do finału. Dodatkowo europejska formacja zdobyła ogromną ilość doświadczenia – w ciągu trzech dni zagrali prawie tyle meczy ile w trwającym właśnie splicie EU LCS. Fnatic mimo, że nie zdobyło pierwszego miejsca na IEM-ie, wróci do Europy silne i z ambicjami, by wciąż walczyć o pierwszą trójkę
Wpis opracowali: MicroAce7 i McCasimir


