Jak pewnie wielu z Was wie – jestem zapalonym graczem ARAM-ów. Zazwyczaj mając dość mało czasu zwyczajnie wolę odprężyć się na Howling Abyss, pominąć dość nudną fazę laningu i przejść od razu do akcji. Powoli dobijam do 1000 winów ARAM-owych, więc swoje już tam przeszedłem i doskonale kojarzę wszelkie zależności. Dzisiaj chciałem z Wami podyskutować o nowym czarze przywoływacza i jego wpływie na Howling Abyss.

Czar, który znany Wam jest chociażby z trybu Króla Poro zawitał w ostatnim patchu do League of Legends. W teorii jest to idealny czar dla tanków/inicjatorów, którzy do tej pory mieli ogromne problemy, a ich win ratio było stosunkowo niskie. Wszystkie postacie, które wymagają dostania się na bardzo bliską odległość wprost krzyknęły z radości. Największymi beneficjentami są oczywiście postacie posiadające obszarowe CC o dość niskim zasięgu –
Alistar czy
Galio. Gdyby czar był dobrze zbalansowany to właśnie na tych championach wybierano by Mark/Dash, na innych w dalszym ciągu zostawiając
Heala. Jednakże czar ten nie jest dobrze zbalansowany. Zatrzęsienie osób go wybierających to nie przypadek – z moich dotychczasowych rozgrywek wynika, że w chwili obecnej możliwości jakie stwarza są zwyczajnie zbyt wysokie, aby nie wybierać go nawet na postaciach poke’owatych. Mark można traktować obecnie jako dodatkowe narzędzie do poke’u – zadawanie nieuchronnych obrażeń przy obecnym cooldownie jest zwyczajnie zbyt potężne.
Nie zrozumcie mnie źle – uważam, że czar ten jest niesamowicie potrzebny na ARAM-ie, aby dać przyjemność z gry postaciami inicjującymi (i zwiększyć ich szansę). Sądzę natomiast, że w obecnym stanie Mark jest zwyczajnie zbyt potężny. Dobrą drogą do poprawy jego balansu byłoby zwiększenie cooldownu, który teraz jest śmiesznie niski i pozwala na spamowanie nim jak … (pozwólcie, że utnę epitet). Czar, którego użycie jest bezpłatne, daje fajny harass, a dodatkowo stwarza niesamowite możliwości taktyczne, jest zwyczajnie zbyt mocarny.

