Szósty tydzień LCSów dobiegł do końca, zarówno w Europie jak i Ameryce Północnej. Każda z drużyn rozegrała do tej pory po 14 z 28 zaplanowanych spotkań, co stawia te rozgrywki na półmetku. To dobry moment, żeby podsumować dotychczasowe zmagania ekip i porównać ich wyniki do tego, co po nich oczekiwaliśmy.
LCS.EU
| 1. | 12-2 | 86% | |||
|---|---|---|---|---|---|
| 2. | 9-5 | 64% | |||
| 3. | 8-6 | 57% | |||
| 4. | 7-7 | 50% | |||
| 4. | 7-7 | 50% | |||
| 6. | 5-9 | 36% | |||
| 6. | 5-9 | 36% | |||
| 8. | 3-11 | 21% | |||
O ile spodziewaliśmy się, że Alliance będzie w czołówce, ciężko było przewidzieć aż tak świetny start Froggena i spółki. ALL gra fantastycznie i jest w tym momencie najbardziej dominującą ekipą na obu kontynentach. Co ciekawe, dwie przegrane liderów nie zabrały się z walki z innymi kontenderami, ale po meczach z SHC oraz Gambitem.
Pozytywnie zaskakują na pewno SHC i Millenium. Ich bilansy kręcą się co prawda koło 50%, ale to wystarczyłoby im, żeby bezproblemowo dostać się do playoffów. SK gra na miarę swoich oczekiwań. 7-7 w wykonaniu Fnatic być może zasługiwałoby na osobny akapit, ale przyzwyczailiśmy się do tego, że mistrzowie poprzedniego splitu odpuszczają sobie sezon zasadniczy.
O ile nadal można być prawie pewnym tego, że FNC zdąży na czas z formą, nie byłbym tak optymistyczny co do Gambitu, które bez Alex Icha wygląda na zupełnie inną drużynę. niQ nie gra źle, nie odstaje umiejętnościami od przeciętnego midlanera z LCS, ale rosyjskiej ekipie brakuje lidera z prawdziwego zdarzenia.
My, Polacy, na pewno jesteśmy rozczarowani Roccatem. Po tym jak w 4 i 5 kolejce nasi rodacy nie przegrali żadnego ze swoich spotkań, w tym tygodniu znowu rozczarowali i skończyli go z bilansem 0-2. Oglądamy niestety syndrom MeetYourMakers, tylko w trochę bardziej łagodnej, trwającej dwa splity, wersji.
LCS.NA
| 1. | 9-5 | 64% | |||
|---|---|---|---|---|---|
| 1. | LMQ | 9-5 | 64% | ||
| 1. | 9-5 | 64% | |||
| 4. | 8-6 | 57% | |||
| 4. | 8-6 | 57% | |||
| 6. | 5-9 | 36% | |||
| 7. | compLexity Gaming | 4-10 | 29% | ||
| 7. | 4-10 | 29% | |||
Chociaż my, fani z Europy, nie chcemy o tym słyszeć, LCS NA jest w tym splicie o wiele ciekawsze niż rozgrywki ze Starego Kontynentu. Głównie ze względu na większą ilość drużyn grających na bardzo wysokim poziomie i przez to bardziej zaciętą rywalizację.
Pierwsze miejsca okupują CLG, LMQ i Dignitas. O ile po tych dwóch pierwszych mogliśmy spodziewać się tak dobrych wyników, to ogromnym zaskoczeniem jest Dignitas. Ale po kolei – Counter Logic Gaming już wcześniej uważano za drużynę z ‘potencjałem’, chociaż często mówiono o tym dość żartobliwie. Ogromny postęp uczynili przede wszystkim LiNk i Aphromoo. Ten pierwszy wreszcie gra na równi z najlepszymi na swojej pozycji (a konkurencja jest ogromna), a drugi wraz z Doubleliftem tworzy najlepszy botlane w Ameryce.
LMQ nie przypadkiem totalnie dominowało w NA Challanger Series. Chińczycy od dawna są już profesjonalistami i po ich wynikach w Azji wiedzieliśmy, że możemy po nich oczekiwać walki o czołówkę. Zupełnie oddzielną historią jest świetna forma Dignitas. Shiphtur okazał się Bjergsenem tego splitu – gra na niesamowicie równym, wysokim poziomie. Wystarczy powiedzieć, że w 14 meczach umarł tylko 9 (!!) razy. Który z Was może się pochwalić podobnym wyczynem chociażby na SoloQ?
Cloud9 i TSM, wiosenni liderzy, złapali delikatną zadyszkę. Właśnie ich bilanse mówią o tym, jak bardzo scena w Ameryce Północnej poszła do przodu. Niegdyś niekwestionowani kandydaci do mistrzostwa, teraz na półmetku sezonu zasadniczego są za podium.
Tabele zamykają Curse, coL oraz EG – tutaj nie ma niespodzianek, chociaż Curse od dawna ma skład oraz budżet z którym powinni walczyć o coś więcej niż utrzymanie. coL ma cały czas problemy kadrowe, EG również dokonało sporych zmian, ale te przynajmniej zaczynają powoli procentować.


LMQ
compLexity Gaming