Koreańska dominacja profesjonalnej sceny została nareszcie przełamana. Dokonała tego co prawda również azjatycka ekipa, jednak należy cieszyć się z poziomu rywalizacji, jaki możemy oglądać w międzynarodowych rozgrywkach, co udowodniły spotkania półfinałowe oraz wielki finał.
Zespół Fnatic był o krok od sprawienia nie lada niespodzianki. Gracze europejskiego potentata postawili byłym mistrzom świata bardzo trudne warunki i dwukrotnie doprowadzali do remisu. Przed meczem midlaner SKT – Faker, powiedział, że Fnatic nie jest wcale silną drużyną – słowa te zawodnicy FNC zweryfikowali na Summoner’s Rift. Do wyłonienia finalisty potrzebne było aż pięć starć, a wszystkie pojedynki utrzymywane były w wysokim tempie, raz jedna raz druga drużyna zdobywała przewagę i wszystko działo się naprawdę szybko. Drużynę SKT pochwalić należy za kontrolę obiektów – Koreańczycy nie odpuszczali żadnego smoka czy barona, ich shot-calling stał na najwyższym światowym poziomie, świetnie też przeprowadzali walki drużynowe, zawsze rozpoczynając je w odpowiednim momencie i miejscu. W najtrudniejszych momentach zespół SKT mógł jednak liczyć na swoją gwiazdę – Fakera, który był w stanie unieść na swoich barkach ciężar gry – posiadanie takie zawodnika to skarb. Ekipa Fnatic dokonała czegoś nieprawdopodobnego, bowiem po raz pierwszy ekipa z Europy walczyła jak równy z równym z koreańskim gigantem i, choć poniosła porażkę w tym emocjonującym spotkaniu, zawodnikom Fnatic należą się wielkie brawa i słowa uznania.
Wszystkie powtórki dostępne są pod tym linkiem.
Drugi półfinał był znacznie bardziej azjatycki: naprzeciwko siebie stanęły ekipy EDG z Chin oraz tajwańskie AHQ. Do wyłonienia finalisty potrzebne były jedynie trzy szybkie mecze, które pewnie wygrała ekipa PawN-a. Edward Gaming wgniótł swojego rywala w ziemię i nie pozwolił mu się podnieść nawet na chwilę – niesamowite jak zwycięzcy LPL potrafią kontrolować rozgrywkę i rywala, jednak najbardziej zaskakująca była taktyka, jaką dysponował zespół EDG. Deft i spółka znakomicie kontrolowali mapę, dbając o wysoki poziom wizji oraz o wszystkie obiekty na mapie. Taka dbałość o szczegóły pozwoliła im zdeklasować rywala w każdym elemencie. Kolejną rzeczą, z która nie poradzili sobie ich rywale jest niesamowita elastyczność zawodników – gdy Pawn lub Deft nie byli w stanie unieść rozgrywki na swoich barakach, robił to Koro1, co działało oczywiście w obie strony. Posiadanie aż trzech silnych prowadzących pozwala na dużą swobodę taktyczną. Ekipa EDG zasłużenie przechodzi do finału.
Wszystkie powtórki dostępne są pod tym linkiem.
Starcie godne finału – azjatyccy giganci nareszcie stanęli naprzeciwko siebie w serii Bo5. Zespół SKT ponownie chciał potwierdzić swoją dominację na profesjonalnej scenie Ligi, jednak z takim przeciwnikiem, jakim jest drużyna EDG – nic nie jest łatwe.
Niemniej pierwsze starcie wpadło na konto drużyny z Korei, która okazała się po prostu lepsza w wielu elementach rozgrywki. Bang i kompani wyszli zwycięsko ze swoich linii i jedynie Marin przegrał z Koro1, co jednak nie zmieniło ogólnego rozkładu sił. EDG od początku odstawało od rywala, gracze podjęli kilka błędnych decyzji, co poskutkowało stosunkowo łatwy zwycięstwem Koreańczyków. Bardzo dobrze zagrał Easyhoon, który był najlepszych zawodnikiem w tym meczu.
Drugi pojedynek od początku przebiegał po myśli zawodników EDG, którzy już w 2. minucie zdobyli trzy zabójstwa. Taki dopływ złota pozwolił im zdominować rywala od pierwszych minut, jednak zespół SKT nie poddawał się i postawił naprawdę ciężkie warunki swoim przeciwnikom, co jednak nie przyniosło większego efektu. Główna w tym zasługa strzelca EDG – Defta, który po raz n-ty udowodnił jak dobrze gra mu się bohaterami, którzy największe obrażenia osiągają w środkowej fazie rozgrywki – a taką postacią z pewnością jest Jinx. Wynik na tablicy jeden do jednego czas, więc na mecz trzeci.
Starcie trzecie spokojnie nazwać możemy rzezią – EDG urządziło sobie polowanie na swoich rywali, dosłownie miażdżąc ich w każdym elemencie rozgrywki. Kolejny raz w ręce Defta wpadła Jinx i kolejny raz koreański strzelec był decydująca postacią na Summoner Rift – ciężko było uwierzyć w to, że przeciwnicy wciąż pozwalają mu ją wybierać. Zawodnicy SKT wyglądali na zagubionych podczas całego meczu i nie potrafili wyjść z opresji, oddając łatwe zwycięstwo przeciwnikowi.
Czwarte starcie mogło być ostatnim pojedynkiem tej serii – warunek byłej jeden: EDG musi wygrać, jednakże SKT nie miało zamiaru na to pozwolić. Tym razem na środkowej alei koreańskiej drużyny wystąpił Faker, co poprawiło grę koreańskiej formacji – midlaner wywierał niesamowitą presję, z którą gracze EDG nie potrafili sobie poradzić. SKT szybko zdobyło przewagę i nie oddało jej już do końca, co doprowadziło do remisu w całym pojedynku – do wyłonienia zwycięzcy potrzebny był mecz piąty.
Czas więc na starcie finałowe, bowiem zwycięzca mógł być tylko jeden. Mecz przebiegł po myśli chińskiego giganta – EDG kontrolowało rozgrywkę, obiekty i samych przeciwników. PawN i spółka rozegrali świetne zawody, wychodząc ze swoich linii zwycięsko, pomimo wykorzystania bohaterów spoza aktualnej mety. Warto zauważyć, iż był to pierwszy przegrany mecz Fakera, gdy wybrał on LeBlanc w całej karierze Koreańczyka. Wnioski nasuwają się same – jeżeli Faker na swoim ulubionym bohaterze nie jest w stanie zrobić nic, by powstrzymać rywali, to nikt na świecie nie jest w stanie zatrzymać EDG i tak też się stało. Koreańska dominacja sceny została przerwana, pytanie tylko: na jak długo?
Skróty meczów: pierwszego, drugiego, trzeciego, czwartego oraz piątego.
Oglądaliście cały turniej MSI? Kto był waszym faworytem i jak oceniacie występ poszczególnych zespołów? Piszcie w komentarzach!

