Jak wiadomo zbudowanie silnej ligi to nie wszystko. Gdy już uda się zorganizować stojące na wysokim poziomie regionalne rozgrywki, trzeba też zadbać o zaplecze. Dzięki temu w Europie i Ameryce możemy oglądać cykl Challenger Series, w Chinach – LSPL, zaś w Korei – Korea Challengers. Tymczasem ten ostatni region zdecydował się pójść o krok dalej.
Koreańczycy postanowili podzielić zaplecze najważniejszego cyklu w swoim regionie na dwie części: w pierwszej z nich startować mają półamatorskie zespoły (w liczbie 6), które walczą o awans do elity, natomiast w drugiej rywalizacja będzie toczyć się pomiędzy rezerwowymi zawodnikami formacji grających w LCK. W zmaganiach wezmą udział gracze niemieszczący się w składach SKT, Najin, KT, Samsunga, LZ-IM (dawniej IM), CJ i Jin Air. Na koniec splitu rozgrywane będą mecze pomiędzy drużynami z odpowiadających sobie miejsc z każdej lig (pierwszy zespół z League-1 z pierwszym zespołem z League-2, drugi z drugim itd.).
Takie rozwiązanie nie ogranicza możliwości pokazania się drużyn amatorskim i jednocześnie pozwala na grę utalentowanym zawodnikom, którzy najczęściej są błyskawicznie pozyskiwani przez największe organizacje gamingowe, nierzadko będąc później zmuszonymi do obserwowania poczynań kolegów z zespołu z ławki rezerwowych.
Podział sceny amatorskiej jest to z pewnością krokiem do przodu i maksymalizuje szanse młodych zawodników, którzy dopiero co wkraczają na profesjonalną scenę w Korei. W Europie takie rozwiązanie nie byłoby oczywiście możliwe ze względu na brak tradycji posiadania przynajmniej siedmioosobowych ekip, która doskonale widoczna jest w tym niewielkim, azjatyckim państwie. Decyzja tamtejszych władz z pewnością przywraca jednak dyskusję na temat amatorskiej sceny w Europie i Ameryce, która nadal nie ma odpowiedniego zaplecza, by rywalizować z zespołami z LCS, choć oczywiście kierunek, jaki obrał cykl Challenger Series może napawać optymizmem. Czy jednak Riot robi wystarczająco wiele, by wspomóc rozwój pół-profesjonalnej sceny na Zachodzie? Ciężko oprzeć się wrażeniu, że firma stojąca za sukcesem League of Legends mogłaby zrobić w tym kierunku nieco więcej.

