Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Jak zagubiłem się w Ameryce – ex-TSM Amazing

Amazing oficjalnie poinformował, że odchodzi z TSM-u i będzie wracał do Europy. Poniżej znajdziecie post przygotowany przez niego dla jego fanów, w którym uzasadnia przyczyny swojej decyzji.

Właściwie to miałem przygotowany inny, dłuższy post, ale musiałem go napisać od nowa. Mam przynajmniej pewność, że nie ma tu żadnych przekłamań.

Mimo wszystko, nadchodzi wall-of-text.

Podsumowanie splitu z mojego punktu widzenia:

Zacznę od tego, że TSM to dla mnie świetna drużyna. Od samego początku byłem bardzo dobrze traktowany, nikt nie robił problemów z tego, że to dopiero mój pierwszy rok w LCS. Pełni zapału próbowaliśmy zgrać się ze sobą, dawaliśmy z siebie wszystko.

team_solo_mid_tsm Sam początek sezonu stanowiły problemu z włączeniem mnie do stylu gry TSM – ich agresywny styl gry na linii, skupiony na wizji i wsparciu junglera to coś z czym nie miałem do czynienia w Copenhagen Wolves, tam graliśmy bardziej pasywnie, praktycznie nie atakowaliśmy bez pomocy junglera. Przez ten czas byłem focusowany podczas picków&banów, może głównie z powodu niesławnej odpowiedzi na redditowym AMA, jednak bardziej przekonuje mnie fakt, że tylko kilku junglerów ćwiczyło grę postaciami spoza top 4.

Mimo, że gra Xinem poszła mi dobrze, a Volibearem już trochę mniej – obie gry były do wygrania, jednak brak zgrania w drużynie stawiał nas na przegranej pozycji. Shotcalling praktycznie nie istniał.

Mimo rozczarowującego splitu, zwłaszcza w grach przeciwko Dig/LMQ, którzy byli praktycznie nie do pokonania, udało nam się pokonać 3 najsłabsze teamy z wynikiem 11-1.

Nie czyniliśmy postępów – głównie przez niekonsekwencję przy shotcallingu, do którego był wyznaczony Gleeb, później ja, na końcu Bjergsen.

Nasza indywidualna gra była wystarczająco dobra, żeby wygrać linię, a później teamfighty. Świetnym przykładem jest nasza gra przeciwko Curse. Chociaż szczerze – ciągle nam nie wychodziło przeciwko lepszym drużynom, wtedy akurat LMQ i Dignitasom, którzy mieli opanowaną do perfekcji kontrolę mapy i Nashora.

syndra-league-of-legends-beautiful-girl-hd-wallpaper-1920x1080

Przestawaliśmy się dogadywać. Synergii nie było i nie zapowiadało się, jakby coś się miało zmienić. Komunikacja w drużynie była nieefektywna… jeśli istniała w ogóle.

Kiedy wreszcie zaczęliśmy się zgrywać, nauczyliśmy się grać w early i mid game – zaczęliśmy wygrywać.
I to było naprawdę proste.

Pokonaliśmy wszystkich w Ameryce, dobrze nam poszło na Worldsach, udało się praktycznie z każdym teamem w Scrimsach (oprócz NWS/SSW) i uważam, że gdybyśmy pokonali SK w finale, bylibyśmy teraz na finałach zamiast SHRC.

No dobra, to było szybkie sprawozdanie. Skupię się bardziej na moich osobistych perypetiach:

Na początku splitu wszystko było dla mnie nowe. Byłem podekscytowany pobytem w Los Angeles, pokochałem klimat i Stany Zjednoczone mimo, że widziałem je dopiero pierwszy raz.  Podobała mi się możliwość poznania wszystkich w drużynie i wokół niej, od Regiego po Gleeba. Czułem jakby spełniły się moje marzenia. Naprawdę byłem szczęśliwy – amator trafił do TSM, każdy, kto gra w League uznałby to raczej za osiągnięcie.



Trochę czasu zajęło mi zaadaptowanie się. Tylko z czasem radość ze wszystkiego co nowe znikła. I stało się to już pod koniec drugiego tygodnia. Byliśmy z wynikiem 3-3 na koncie, przegraliśmy przeciwko LMQ/C9 i CLG – głównym drużynom NA w tamtym momencie. Mój carry-jungle playstyle praktycznie nie działał. Nie mogłem jednocześnie farmić i dostosowywać się shotcallingu, starałem się grać tak dobrze jak zawsze. Ale to nie działało, co więcej team nie miał pojęcia o grze w late, co nie pomagało wygrać.  Doświadczenie w grze ze sobą nawzajem i pojęcie o umiejętnościach innych sojuszników pojawiła się w teamach najczęściej dopiero przy przeprawie z challengera do LCS, lub jak w przypadku Alliance, spring splicie.

Amazing sad Nie mieliśmy łatwo – nie dostaliśmy zbyt dużo czasu na zgranie się. 8 miesięcy – to był nasz czas do pierwszego splitu. Stres był coraz większy. Kierunek był obrazn, wszyscy się poświęciliśmy, dawaliśmy z siebie wszystko, nastawiliśmy się na nasz wspólny cel – WORLDSY.

Jedni dali nam czas, żeby dojrzeć, inni niezbyt. Mówiąc “inni” mam na myśli część reddita, a także niesławne duo z Summoning Insight.

Zamiast obiektywnej analizy, dostarczali widzom, którzy nie mają pojęcia o grze, półprawdę i nie do końca prawdziwe fakty. A ja byłem na celowniku.

Jednak te półprawdy stały się z czasem głównym źródłem wiedzy mediów.

W ciągu życia spotkało mnie mnóstwo przeciwności, byli to także ludzie, którzy nazywali mnie idiotą, bo chciałem coś osiągnąć (pre-LCS) – częśc z nich to w tej chwili moi ex-przyjaciele. W samym Copenhagen Wolves spotkałem się z takimi kłopotami, jednak je pokonałem.

Jednak zapomniałem, jak radzić sobie ze stresem. Kiedy wracałem do domu albo po prostu odchodziłem od gry, cieszyłem się wolnym wieczorem. Zajmowanie się sobą zamiast zagrać te 2-3 dodatkowe gry w SoloQ może zrobić znaczną różnicę – i tak utknąłem na wyspie w LA.

lee Dla tych, którzy nie znają mnie tak dobrze jak przyjaciele czy rodzina – nie jestem zbyt społecznym typem. Potrzebuję czasami dnia albo dwóch żeby się naładować na dalsze kontakty z ludźmi. Jednak USA nie było moim domem, a przyjaciół też tam nie było. W LA nie było żadnej komunikacji publicznej oprócz taksówek, ja nie skończyłem 21 lat, ani nie jestem sportowcem. Zwyczajnie nie miałem czym się tam zająć.

Strasznie ciężko było mi odpocząć. Stawianie czoła problemom we wczesnej dorosłości, przeciwności losu i ciągły stres przekraczają nasze oczekiwania i marzenia. Czułem jak chory, nawet nie przez brak domu, ale przez niemożliwość schowania się i odpoczęcia w swoim świecie. Byłem w obcym kraju, z ludźmi, których nie znałem, wystawiony na pokaz mediom (social media/LCS/streamy) z masą problemów do rozwiązania.

Po ostatnim tygodniu wróciłem do Europy po swoją wizę. Zabrałem dokumenty, spotkałem się z przyjaciółmi, spędziłem czas z rodziną – czułem się jak nowo narodzony. Mieliśmy straszną serię przeciwko Dignitasom, ale wygraliśmy. W tym momencie zacząłem się czuć jakbym błyszczał, grałem najlepiej jak mogłem i kontrolowałem gry tak jak zawsze tego chciałem.

Ale jak już wspomniałem – z powodu trwającej ciągłej burzy nie dostałem “kredytu”, na której liczyłem. Zamiast tego zacząłem tracić reputację z powodu… zmissowanego smite’a Nunu. I takie rzeczy się zbierały. Ciągle byłem w stanie wygrać playoffy, ale w tym momencie uświadomiłem sobie, że niezależnie jak dobrze będą się sprawy układać, TSM i związani z nim gracze mają zbyt zepsutą reputację.

Nie chciałem wracać do starych zwyczajów, których unikałem od momentu porzucenia szkoły. Nie chciałem się źle nastawiać do gry, którą kocham, więc postanowiłem odejść.

Spośród wszystkich ludzi, powinienem winić samego siebie. Nie jestem człowiekiem, który wyjdzie z siebie, żeby tworzyć nowe relacje i znajomości. Nie jestem tak otwarty jak inni ludzie i w życiu nie sprawdziłbym się w roli OddOne jako osoby publicznej.

TL;DR Nie byłem w stanie zaklimatyzwać się w Ameryce, a plusy z bycia pro graczem przysłoniła masa krytyki na mnie.

Czy to znaczy, że pójdę na emeryturę? Cholera, nie! Wygląda na to, że w Europie każdy uważa się za boga jungli, więc będę miał frajdę z udowadniania im, że nie są tak dobrzy jak myślą. Dokładnie jak podczas ostatniego splitu.

 

źródło: https://www.facebook.com/TSMAmazing/posts/1493663730920200

Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.