Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Farmienie nałogiem

Prawdziwy człowiek orkiestra – tu warda postawi, tam odstraszy przeciwnika, zabić pomoże, a i linii popilnuje. Bez jego obecności gra nie należy do najłatwiejszych, natomiast osiągane przez junglera rezultaty bardzo wyraźnie przekładają się na wyniki całej drużyny. Jednak skupianie się na sojusznikach i marginalizowanie własnych potrzeb ma swoje minusy, szczególnie przy przesadnie krytycznych członkach drużyny, umniejszających wpływ swoich błędów (i wspaniałych zagrań rywali) na kierunek, w którym potoczą się losy meczu. Często spotykany i skutecznie odstraszający niektórych graczy z przerostem ambicji od pozycji wspierających element rozgrywki, czyli bezsilność, brak bezpośredniego przełożenia swoich akcji na losy spotkania są zmorą graczy w erze nieprzyjaznej full DPS farm junglerom.

W sumie nie mam pojęcia kim jest osoba nagrywająca ten film, ale jako że jest po czesku, to na pewno musi być śmieszny.

Dosyć popularny w meczach, w których “wszystkie linie przegrały, podczas gdy jungler farmił”, zarzutem wysuwanym przez tych farmiących jest brak utworzenia przez drużynę warunków do spokojnego osiągnięcia power spike’a dla Mastera Yi, Shyvany, Udyra czy innego biegającego po lesie jak oszalałe stworzenia. I o ile momentami prawdą jest, że jungler nie ma obowiązku wygrania linii znajdującego się tam gracza, to logika ograniczania się do własnych interesów jest najczęściej zgubna dla całej drużyny. Gdy taki top laner wie, że nawet prosty gank pozwoli mu wygrać linię i z namiętnością masakruje przycisk odpowiedzialny za ping “Assist me!”, u zapatrzonego na siebie junglera uruchamia się automatycznie tryb pełnej ignorancji i przedkładania interesów swoich nad interes tymczasowego bliźniego.

rack solid


Założenie własnej nieomylności i poczucie wyższości swojego jednoosobowego stylu gry nad możliwością uzyskania sporej nagrody kosztem niewielkiego indywidualnego nakładu jest destruktywne dla współpracy, z takim zaparciem promowanej przez zespół projektujący w Riot Games. Ten nurt, w którym laner zmuszany jest wręcz do traktowania ganku jako swoistej nagrody, łaski ofiarowanej przez króla lasu przeczy w mojej opinii temu, co społeczność budowała przez lata.

Z czego bierze się ta niechęć do udzielenia pomocy przegrywającym bądź remisującym liniom? Otóż pewna filozofia dżunglowania (bardzo zresztą efektywna) została w błędny sposób zinterpretowana. W jej założeniach mapa stanowi pewnego rodzaju listę zadań o różnym priorytecie, a w rękach junglera leży taka organizacja swoich działań, by zapewnić drużynie maksymalizację przychodu z dostępnych środków. Problemy z wydajnością zaczynają się, gdy zadania o niskiej wadze oraz krótkoterminowych dywidendach zastępują istotne dla całej drużyny objective’y (przepraszam, nie potrafię tego ubrać ładnie po polsku w słowa). Izolacja jungli, stanowiącej niejako domenę jednego gracza rodzi sytuacje, w których będzie on ślepy na to, co dzieje ise dookoła. Jak często spotykacie się z takim widokiem: Wasz farmiący z jungler w pewnym momencie odpowiada na błagalne pingi reszty drużyny i wybiega z lasu, prosto w objęcia 3 zgrupowanych na midzie rywali, po czym ginie śmiercią sromotną i za wszystko obwinia feedującą drużynę, jednocześnie podkreślając swoją niewinność, argumentując ją brakiem szarych ekranów i nie najgorszą farmą?

Ujawnia się tutaj powód, dla którego taką zmorą każdego gracza jest agresywny do przesady Shaco (oraz po części Nunu), który narusza czule pielęgnowany światek między liniami, ukrywając w mroku mgły wojny przerażające pacynki oraz bezlitośnie mordując nas lub z miłością hodowane plantacje złota, expa i buffów. Utrata jednego z obozów budzi swoisty instynkt redukcji strat i zmusza do natychmiastowego wyczyszczenia reszty jungli, nawet jeśli nie ma fizycznej możliwości, by została ona ukradziona.

Z tego samego powodu Trick2G był taką innowacją na rynku edukujących streamerów, wśród których panował marazm i stagnacja (legenda głosi, że Dyrus okazał kiedyś emocje w trakcie soloQ). Jego ultraagresywny styl gry napotykał w meczach na konserwatywną kulturę umiłowania spokoju. Nikomu nie przechodziło nawet przez myśl, aby wejść komuś do jungli na pierwszym poziomie lub też spędzić więcej czasu po przeciwnej stronie mapy, niż w towarzystwie własnych obozów. Ta słabość i pewna bezradność uciekających w popłochu przez czerwonookimi Volibearem i Udyrem, obnażona w tak brutalny sposób ukazuje, w jak dużej mierze polegamy na schematyczności i kopiowaniu wzorców.

volibear art

Czy pisząc o tym w ten sposób wpajam innym, że każdy powinien być innowatorem, dumną osobistością jaśniejącą na tle innych wybitnych jednostek? Absolutnie nie. Wystarczy jednak wziąć choćby i niewielką poprawkę na wiatr, ugiąć się, dopasowując swoje zachowania do zaistniałych sytuacji, nie stać obok wszystkiego obojętnie, aby stać się kowalem własnego win ratio.

Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.