W 2014 najwięksi deweloperzy zauroczyli się ideą “renowacji” gier. Za stosunkowo małe pieniądze mogą stworzyć produkt, który sprzeda się na tyle dobrze, żeby dać jakiś sensowny zysk.Po co wymyślać coś nowego skoro można skutecznie zagrać na emocjach graczy i jeszcze na tym zarobić?
Tak naprawdę remastery nie dają twórcom dużego pola do popisu. Rdzeń rozgrywki nie może zostać zbytnio naruszony, bo potencjalni nabywcy mogą mieć wątpliwości co do zakupu. Z drugiej strony pozostawienie gry w niezmienionym stanie wiąże się z marną sprzedażą i jeszcze niższym zyskiem. Jak więc radzą sobie z tym problemem wydawcy? Zazwyczaj podbijają grafikę do rozdzielczości FullHD, zwiększają liczbę klatek na sekundę (tzw. FPS) do 30< i tworzą soundtrack na nowo. Czy kupowanie takiego wytworu ma jakikolwiek sens? Zdecydowanie tak!
Remastery możemy podzielić na trzy kategorie: “perełki”, “przeciętniaki” i “crapy” (beznadziejne przypadki). Czym cechuje się dzieło wybitne? Zostaje przerobiony każdy mankament oryginalnej wersji gry. Mario ma ścieżkę dźwiękową w niskiej jakości MIDI? Od teraz zostanie ona przystosowana do standardu HQ. Bolączką Zeldy była beznadziejna grafika? Nowe tekstury już są gotowe! Tak dzieje się z większością utrapień pierwowzoru. Czy do maja 2015 ktoś zdążył stworzyć perełkę…? Ojjj tak!
Premiera GTA V na PC obudziła we mnie coś czego nie potrafię opisać. Zachwyciłem się tą grą tak bardzo, że aż… no… po prostu bardzo. Mimo młodego wieku gry (wydana w 2013) ulepszonych zostało bardzo dużo aspektów. Twórcy uraczyli nas W-Y-B-I-T-N-Ą grafiką,trybem pierwszoosobowym, możliwością nagrywania profesjonalnych filmików oraz 60 klatkami na sekundę (jeśli masz komputer z NASA). Takich rzeczy jest jeszcze wiele, ale wymienianie ich nie miałoby sensu. Musicie wiedzieć, że Rockstar odwalił kawał dobrej roboty i tyle.
Jako, że jestem mangozje***, to od razu zakochałem się w PS-trójkowej wersji Final Fantasy X/X-2 HD Remaster. Rozmach był tu wyraźnie mniejszy niż przy GTA, ale nie ma to żadnego ma znaczenia. Szczerze powiedziawszy całkowicie olałem kwestię podbitej grafy i innych ulepszeń, a skupiłem się na ścieżce dźwiękowej. Square Enix CAŁKOWICIE zmieniło soundtrack. Wszystkie kawałki dostały remixy, dzięki czemu gra brzmi wybitnie. Mimo tego, że już wcześniej dawała czadu to teraz rozp… niszczy system! Zajrzyjcie do Spiry w wolnym czasie 😉
Jakie jeszcze perełki mam w zanadrzu? Między innymi The Last of Us: Remastered, Grim Fandago, czy Saints Row IV: Re-Elected. Co tu dużo mówić- to po prostu zacne gry.
Powinniśmy teraz przejść do przeciętniaków, ale… W zasadzie spójrzcie na co drugi remaster. To typowe przeróbki robione bez pasji, chęci, a często nawet bez wystarczającego budżetu. Mógłbym tu wspomnieć o chociażby o DuckTales Remastered. Gra sama w sobie jest świetna, ale nie została przystosowana do dzisiejszych realiów. Bugi, grafika nie-do-końca HD… Są to “drobnostki” mające ogromny wpływ na całokształt produktu. Ogólnie rzecz biorąc-przeciętniakom zabrakło dużo do bycia perełkami, ale niewiele do tytułu “crap”. 
Czekaliście na to cały artykuł. Emocje sięgają zenitu, tłumy szaleją… Proszę Państwa, przedstawiam Wam największe remasterowe porażki. Są to pseudo-gry robione tylko i wyłącznie w celach żerowania na sentymencie graczy. Pełne błędów, niedoróbek… Można je nazwać parodiami pierwowzorów. Weźmy pierwszy lepszy przykład- Sillent Hill HD Collections. Ta “gra” to w zasadzie downgrade. Twórcy pokusili się o zmniejszenie płynności gry. Nie byłby to żaden mankament gdyby przynajmniej grafika była wybitna. Niestety, tutaj również przeżyłem rozczarowanie.Masa efektów cząsteczkowych została usunięta, światło sprawia wrażenie nieobecnego i ten nieszczęsny lip-sync… Głos pojawia się z przynajmniej 2 sekundowym wyprzedzeniem, co “troszeczkę” irytuje. Jest
jeszcze jeden pół-produkt, który zapadł mi głęboko w pamięć- Heroes of Might and Magic III: HD Edition. Jedynym plusem tego badziewia jest możliwość grania przez sieć. Chociaż patrząc na jakość tego czegoś dochodzę do wniosku, że opcja rozgrywki online jest minusem. Dlaczego tak hejtuję? Bo trójka HD w ogóle nie przypomina starej gry. Ubisoft wyciął wszystkie dodatki (“kod źródłowy zaginął”) w związku z czym nie ma m.in. losowo generowanych map, czy nowych jednostek. Problemów jest naprawdę dużo i uważam, że zakup nowej edycji “Hirołsów” to wyrzucenie kasy w błoto. Tym bardziej, że oryginał z darmowymi modami jest lepszy.
Podsumowując- remastery NIE SĄ odgrzewanymi kotletami. O ile nie traficie na crapa, to bedziecie cieszyć się każdą chwilą spędzoną przed monitorem/telewizorem z myszką/padem w dłoni. Trzeba się cieszyć z możliwości pogrania w starocie przystosowane do dzisiejszych standardów i dziękować deweloperom za odświeżenie nam pamięci.
Co sądzicie o remasterach? Skok na kasę, czy produkt warty zakupu? Zapraszam do dyskusji.
P.S. Jakie znacie jeszcze perełki i crapy? Jeśli ogarniacie temat, to dajcie mi znać w komentarzach 😉

