Siema.
Na początek się przedstawię. Możecie to uznać za przynudzanie, ale by wczuć się w mój tok rozumowania musicie dowiedzieć się kim jestem. Uprawiam curling. Obecnie mam 22 lata. Za czasów juniorskich udało mi się zdobyć złoty medal Mistrzostw Polski do lat 17, a w zeszłym roku stanąłem na najniższym stopniu podium w rywalizacji seniorskiej. Swego czasu byłem członkiem kadry narodowej, choć na występ z orłem na piersi muszę wciąż cierpliwie czekać. Curling w Polsce jest obecnie mało popularną dyscypliną, stąd nie mam możliwości przejścia na zawodowstwo. Mimo to, gdybym miał określić kim jestem jednym słowem nie mam wątpliwości. Sportowcem. Oprócz tego, tak jak Wy, jestem graczem 😉
Panuje przekonanie, że sport (w wydaniu olimpijskim) i gry komputerowe nie idą w parze. Osiem godzin dziennie pracuję by zarobić na własne utrzymanie i uprawianie sportu, w weekendy zdobywam wykształcenie, oprócz tego mam treningi, turnieje, życie prywatne. I jeszcze wyspać się kiedyś trzeba. Nie mam wiele wolnego czasu, więc dlaczego poświęcam go grom komputerowym? Otóż nie gram w ogóle, a niemal wyłącznie w League of Legends. Z prostej przyczyny: LoL to coś więcej niż zwykła gra. Rozrywka, którą oferuje nam Riot rożni się od większości gier komputerowych. LoL jest sportem. Bez „e-”. A przynajmniej jest do niego bardzo podobny. Tyle tytułem wstępu. W pierwszym odcinku moich wywodów przedstawię co łączy, a co dzieli pływaków, kulomiotów czy hokeistów i graczy.

Wiele osób utożsamia sport z aktywnością fizyczną. To poważny błąd. Trzeba umieć rozróżnić sport i rekreację. Codzienne poranne bieganie nie jest sportem. Sport to rywalizacja. Porównywanie swoich umiejętności. Robert Kubica chce pojechać szybciej, Kamil Stoch chce skoczyć dalej. Robert Lewandowski chce by jego drużyna strzeliła więcej bramek. Szybciej, dalej, więcej… niż przeciwnicy. Mają cel. Cel, który mają też ich rywale. A na podium liczba miejsc jest ograniczona. Tylko jedna drużyna podczas meczu na Summoners Rift może zniszczyć przeciwnego Nexusa. Albo my, albo oni. Cel ten sam, jednak zawsze będą zwycięzcy i pokonani. I zawsze wygrywa lepszy. Jak w sporcie. Jednak co zrobić by wygrywać? Choć brzmi to banalnie, trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Porównajmy sztangistę na siłowni i gracza przed komputerem. Jeden podnosi coraz większe ciężary, drugi farmi coraz więcej minionów. Obaj rozwijają swoje umiejętności. Trenują. Uprawiają sport. Rywalizują. Bokser nie zaczyna walki, gdy wchodzi na ring. Walkę z przeciwnikiem toczył już dzień wcześniej, gdy ścinał włosy z całego ciała, by zmieścić się w limicie wagowym, tydzień wcześniej gdy rozmawiał ze swoim psychologiem, miesiąc wcześniej gdy toczył ostatni sparing czy nawet dziesięć lat wcześniej, gdy poszedł na siłownię choć koledzy namawiali go na piwo. Na wynik w sporcie sama walka, mecz lub turniej mają mały wpływ. Wynik jest wypadkową wszystkiego, co działo się wcześniej. Tak samo działa to w LoLu. Poświęciłeś czas by zagrać wszystkimi bohaterami, znasz cooldowny ich umiejętności? Przeciwnik tego nie zrobił? Masz przewagę. Zapewne wygrasz.
Zarówno cel, jak i dążenie do niego działają w obu przypadkach tak samo.
Skoro więc niektórymi grami komputerowymi rządzą te same prawa co dyscyplinami olimpijskimi, dlaczego gracze nie są traktowani tak samo jak sportowcy? Różnica jest w zasadzie jedna: „żywotność” dyscypliny. Ludzie biegają za piłką od co najmniej 500 lat. Zarys obecnych zasad futbolu ukształtował się w XIX wieku, później były one wielokrotnie modyfikowane, jednak wciąż pozostają zbliżone. Gry komputerowe jako sport mają tak naprawdę kilka, kilkanaście lat. W dodatku wciąż zmieniają się tytuły, w które gramy. A nawet gdy jakaś gra, jak Starcraft czy LoL zagości w świadomości graczy na dłużej, wciąż się zmienia. Ile patchów wydał Riot w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy? Ile razy FIFA zmieniła zasady gry w piłkę przez ostatnie 10 lat? Różnica skali jest ogromna. Kariera gracza trwa kilka lat. Kariera piłkarza około dwóch dekad. Idę o zakład, że gdyby ktoś poświęcił dwadzieścia lat na poważne granie w League of Legends, dalej byłby w stanie podnosić swoje umiejętności. Ale nie oszukujmy się. Nikt nie będzie tyle w to grał. Rozwój technologii komputerowych pozwoli na stworzenie „lepszych” gier, a starsze tytuły odejdą w zapomnienie. I cały dorobek obecnych mistrzów również. Dopóki na rynku gier nie dojdzie do pewnej stabilizacji, gry pełnoprawnym sportem nie będą. A szkoda, mają zadatki.
Autorem nadesłanego artykułu jest Karas

