Przez wiele lat śledziliśmy losy ekipy Sheparda, głównego bohatera serii znanej przez praktycznie każdego gracza, lecz teraz nie zostaliśmy uraczeni jego towarzystwem. W zamian otrzymaliśmy Rydera, czyli całkowicie nową postać w gwiezdnym uniwersum ze studia Bioware podchodzącego pod firmę EA. Pytanie co z tego wyszło oraz jak zareagował na to fandom studia, które tak długo budowało zaufanie do swoich gier?
No cóż jest to gra dobra na miarę tytułów AAA, które w tym momencie są na rynku. Oczywiście nie będę porównywał tej gry do naszego rodzimego mistrza miecza z Rivi, bo nie jest to ten klimat, czas, ani sposób rozgrywki. Aczkolwiek mogę stwierdzić, że przygody Białowłosego dają więcej frajdy, niż te Rydera. Ale jak ma się Andromeda do poprzednich odsłon serii? Tu też są różnice, które wpływają na rozgrywkę dość mocno.
Jednym z głównych zarzutów wobec Andromedy są wszechobecne cutscenki, które sprawiają, że czas poświęcany grze wydłuża się o niepotrzebne minuty, a gracz musi czekać, aż będzie mógł w końcu zacząć coś robić poza oglądaniem filmu. Te przerywniki pojawiają się na praktycznie każdym kroku: wyruszasz na planetę – przerywnik, dolatujesz – przerywnik, lądujesz – przerywnik, dodajmy do tego z 5 planet w każdym układzie w Andromedzie i mamy ładne kilkadziesiąt minut poświęcone bezsensownemu oglądaniu cutscenek. Dodam że i tak lepiej to wygląda niż w Mass Effect 2, gdzie całą planetę trzeba było skanować, zanim zdobyło się potrzebne minerały do ulepszenia statku Normandii. A tu czasami jak dolatujemy do jakiejś planety, może spotkać nas rozczarowanie, ponieważ okaże się że jest pusta, a sekwencje przerywników i tak trzeba powtórzyć. To naprawdę napawa wtedy optymizmem.
W świecie kosmosu i pustych zadań

Głównym motywem gry jest budowanie nowego domu dla ludzkości i innych ras w gromadzie Andromedy, zresztą było to główne hasło kampanii reklamowej. Jako że jesteśmy głównym bohaterem, zostajemy postawieni w roli Pioniera – osobę odpowiedzialną za powodzenie Inicjatywy. A co za tym idzie sprawdzamy zdatność planet do zasiedlenia, budujemy relacje z rodzimymi rasami Andromedy i sprawdzamy stan ark, na których miały przybyć inne rasy. Pomysł wydaje się wręcz genialny, ponieważ przyjdzie nam poznać inne rasy, całe ekosystemy, czy problemy innej gromady w kosmosie, ale czy rozgrywka daje ci na to szanse to jest prawdziwe pytanie.
W miarę jak podążamy z wątkiem głównym produkcji nie odczuwamy monotonności zadań pobocznych, które podążają za systemem, który można było poznać w Inkwizycji. Działa to na zasadzie znajdziek – dojedź do miejsca oddalonego od ciebie, naciśnij E, i pojedź do kolejnego takiego miejsca, schemat powtórz o następne kilka razy. To mogłoby dawać fun gdyby nadano tej czynności odpowiednią otoczkę, albo dobry zarys fabularny, ale tak nie jest. Chociaż niektóre misje potrafią zaskoczyć. Lecz większość takich misji sprawia, że tym można się poczuć jak w grze MMORPG.
Co wyczynia Bioware?

A jak jesteśmy przy wątku MMORPG, to jest to właśnie główny zarzut, który mają fani wobec tego w jakim kierunku zmierzyło studio Bioware. Ponieważ to było czuć w Inkwizycji i widać to w Mass Effect Andromeda, a sam świat fantasy i science-fiction został przeniesiony do rozgrywki w grze multiplayer. Fani zarzucali, że nie tędy droga już przy wydaniu Dragon Age Inkwizycja, a dostali kolejną grę z taką mechaniką. Jednakże wyniki sprzedaży mówią same za siebie i tak samo jak nowy Dragon Age sprzedał się najlepiej w historii studia, tak nowy Mass Effect też prawdopodobnie sprzeda się bardzo dobrze, mimo wszystkich zarzutów jakimi go obrzucili fani. Chociaż zostaje jeszcze kwestia łatek, które cały czas poprawiają mechaniki gry, a po jakimś czasie również problemy z mimiką twarzy bohaterów zostaną rozwiązane. Co nie zmienia faktu, że samej rozgrywki już studio nie zmieni.
Mass Effect Andromeda ma wiele wad, posiada też wiele zalet, ponieważ jest to wciąż produkcja studia, które w każdej swojej grze ma parę charakterystycznych elementów. A jest nim ciekawa fabuła i wyjątkowi bohaterowi poboczni, którzy towarzyszą głównym postacią. Tak każdy z naszych towarzyszy posiada swoją historie, która niekiedy jest ciekawsza od głównego wątku gry. Oczywiście są też wątki romansowe, są one co prawda opcjonalne, ale każdy z nich korzysta. Więc mimo tych wszystkich wad i niedociągnięć wypada czasami odetchnąć od pól Summoner’s Rift i powędrować w kosmos i sprawdzić samemu, jak wypada ta podróż w odmętach gwiazd i planet.

