Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Rynek gier w Polsce

Zawsze w szkole, gdy okazywało się, że spędziłem kolejny soczysty weekend z ulubionym MMO za pazuchą, dowiadywałem się, że jestem tym “odstającym”. Gdy mówiłem o komputerach czy nowinkach technologicznych, wzrok kolegów spode łba momentalnie mnie gasił. Zamykałem się wtedy z kolegą i jako “ci niefajni” dyskutowaliśmy o wszystkim, co związane z nerd-culture.

Polska w porównaniu do krajów zachodnioeuropejskich stoi na o wiele niższym poziomie, jeśli chodzi o rozwój mediów związanych ściśle z Internetem lub z branżą gier. Niemiłosiernie dręczyło mnie, dlaczego w sieci mogę poczuć się swobodnie i być sobą, a w realnym życiu bez żadnej maski byłem dziwakiem. Dlaczego nasz kraj jest w tyle, jeśli chodzi o gaming? Przede wszystkim, trzeba wziąć pod uwagę świadomość społeczeństwa. Nie ma tu porządnego hajpu na nowe produkty. Nie tak dawno, na kablówce o 21 z radością i wypiekami na twarzy witałem Hypera. Niestety, umarł śmiercią naturalną, a obecnie na Hyper+ czas po 21 zapychany jest archiwalnymi odcinkami, które nie są żadną konkurencją dla obecnych mediów gamingowych (będących z nowymi produkcjami za pan brat i co rusz obsypujących nas newsami i recenzjami najnowszych projektów).

Jak wiadomo Polska w porównaniu z USA stoi bardzo biednie pod względem rynku konsol, a co za tym idzie, wypada gorzej w pryzmacie ilości sklepów z używanymi grami. Na zachodzie takie sklepy są powszechne, u nas dopiero wchodzą na rynek. Osobiście zagościłem tylko w jednym sklepie, lecz wybiegłem z niego z szybkością o większej wartości i przeciwnym zwrocie do kierunku stoiska. Ceny były okropne. Za używaną grę na xboxa idzie mi zapłacić więcej, niż przy zamówieniu wersji pudełkowej wraz z dostawą(!). Jedynym plusem w takiej transakcji jest oszczędność czasu. Lepiej jednak przecierpieć te 2-3 dni i przywitać z bananem na twarzy grę w lśniącej folii.



W pierwszym akapicie napomniałem o świadomości dotyczącej kochanej przez nas branży. U ludzi, którzy mają obecnie 30-40 lat, jak zauważyłem, jest bardzo różnie. Część jest zupełnymi laikami i tak jak pewien Pan w sklepie, którego-imienia-nie-wolno-wymawiać (czyt. tego, który daje rozpęd w stronę drzwi) próbował kupić synu ciekawą grę na PSP3. Trochę mi go żal, bo znając życie, sprzedawca nie przepuścił okazji na oskubanie amatora i chętnie wydusił z niego pieniądze za bycie ignorantem. Z drugiej strony są ludzie, którzy grają sporadycznie lub klikają roślinki na TwarzowejKsiążce (jeśli można to w ogóle nazwać graniem). Ostatni to ci, którzy grają aktywnie, ale zwykle nie mają czasu na przejmowanie się nowymi produktami. Grają dla przyjemności w przerwach pomiędzy narzekaniami żony, a odrabianiem pracy domowej z dzieckiem. Przyszłość należy do obecnych 15-20 latków, którzy interesują się tym biznesem i zapewne w przyszłości będą chcieli ciągnąć swoją pasję.
Akcje pokroju HumbleBundle są po to, żeby zarobili oni – twórcy oraz organizacje charytatywne. Ale czy jest to faktycznie tak duży biznes, że warto się tym zajmować? A może chodzi o coś grubszego? Wyobraźcie sobie, że w McDonald rozdają kawę gratis. Przyjdziesz raz, drugi, za trzecim razem coś kupisz, bo głupio chodzić na sępa. Następnym razem będziesz na mieście, a twoje kiszki będą grały IX symfonie Beethovena. Momentalnie gdy zobaczysz upragniony żółto-czerwony szyld wstąpisz, aby nasycić swoją małą orkiestrę. Podobnie jest z prawie-darmowymi-paczkami gier. Wyrabia się markę, a potem próbuje to upchnąć, aby ludzie zaczęli płacić realne pieniądze. Najpierw kupujesz za dolara, potem na przecenach na Steamie, aż dojdzie do sytuacji, gdzie śledzisz kolejne premiery, aby z radością wyrzucić garść banknotów na kolejną produkcję bez której nie możesz żyć.

Rzeczą, która nakręca atmosferę na rynku są targi gier. To tam ogłaszane są premiery, testowane nowe tytuły czy prezentowane bety nowych gier. Polska nie ma czym zaskoczyć w tej dziedzinie. Na PGA (24-26 października) w tym roku nie było prawie nic. Oglądałem kilka relacji i byłem załamany, gdy stanowisko indie developera (Sos), strefa retro i symulator samochodowy były największymi atrakcjami. Patrząc na to przez pryzmat niedawnego Gamescomu (21-25 sierpnia), Targi Poznańskie wypadają biednie. Kilka hal w porównaniu do jednej małej hali. Trudne do zwiedzenia przez 3 dni stosika (pierwszy dzień na Gamescomie i PGA był dniem prasowym) w porównaniu do targopodobnego wydarzenia, które szło przebiec w kilka godzin.

Gamerzy w Polsce ciągle pozostają w sporej niszy. Trochę czasu minie, zanim to się na dobre odmieni, a do tego czasu pozostaje tylko nastawić wodę na herbatkę owocową, zasiąść przed monitorem i robić to co nam wychodzi najlepiej – grać i dobrze się przy tym bawić. Przyszłość należy do nas!

Źródło obrazka: www.gry-online.pl

Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.