Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Podsumowanie Worldsów #1

Świat e-sportu rozwija się tak dynamicznie, że praktycznie każdą nową rzecz postrzegamy jako lepszą od tych z przeszłości. Dzisiejsze drużyny są o niebo lepsze strategicznie i mechanicznie od tego, co było kiedyś, komentatorzy we wspaniały sposób, którego jeszcze nigdy nie doświadczyliśmy, spełniają funkcję podkręcania atmosfery u widzów, natomiast na samej scenie panuje atmosfera profesjonalnej rywalizacji. Na krytykę zasługuje co prawda format organizowania zawodów, prowadzący do hermetyzacji regionów, jednak jest to temat na oddzielny tekst. Nawiązuję do tego tematu, ponieważ kończące się podczas pisania przeze mnie tego tekstu Mistrzostwa Świata są przez wielu uważane za namiastkę (ale taką daną od serca) dawnych niezliczonych międzynarodowych turniejów (MLG, WCG).

Chęć zobaczenia zespołów z praktycznie całego świata dominowała u społeczności na ponad trzy miesiące przed samym turniejem, nie opuszczając nas na żadnym kroku. Nawet podczas czytania patch notes cały czas zastanawiano się, jak zmiany wpłyną na rezultaty różnych zespołów, a w trakcie wszelkich talk-show bezpośrednio przed rozpoczęciem fazy grupowej czuć było takie napięcie, że aż chciało się zaproponować prowadzącym wypicie melisy. Teoretyzowanie na temat wyników poszczególnych spotkań nie miało końca, a część z przewidywań urosła do rangi legendy (szukaj -> Crumbzz The Prophet). U końca magicznej podróży, w oczekiwaniu na ostatnie, finałowe spotkanie, można już dokonać oceny całego wydarzenia.

Otoczka meczów

Zacznijmy może od krótkiego podsumowania samych mistrzostw, a następnie przejdziemy do gry. Oprawa transmisji była bez wątpienia wykonana na poziomie światowym. Siedząc przed ekranem urządzenia do odbierania streama czuło się genialną atmosferę panującą na stadionach, na których rozgrywały się zawody. Podobnie jak w poprzednim roku, czas między właściwymi rozgrywkami wypełniały wywiady i analizy, z których przede wszystkim te pierwsze zasługują na pochwałę – Riot całkiem sprawnie poradził sobie z mnogością języków, którymi posługiwali się gracze i nie ograniczano się jedynie do anglojęzycznych mówców.


Ponownie wspomnę także o komentatorach, których chwaliłem już wcześniej – pod tym względem nastąpił chyba najbardziej wyraźny postęp w porównaniu do poprzednich lat. Nie sposób było usiedzieć spokojnie w fotelu, podczas gdy na ekranie działy się rzeczy poruszające serca milionów, a ze słuchawek dochodziły do uszu ochrypłe od krzyków głosy Joe Millera, Demana, Jatta, Rivingtona i innych. Czasami praca kamery w grze nie była idealna i momentami ucinane były dosyć istotne elementy, chociaż tutaj winić należy raczej nieporozumienia w obsłudze oraz presję na osobach odpowiedzialnych za ten jakże istotny element transmisji, a nie niewiedzę lub brak doświadczenia, ponieważ takie, przesadnie mówiąc, potknięcia zdarzają się wszędzie i specjalnie nie przeszkadzają w oglądaniu.

Trochę zawiódł mnie brak streama w wysokiej jakości, tj. 1080p 60fps. Decyzja o nieudostępnieniu takiej możliwości bierze się najprawdopodobniej z umowami z platformami transmitującymi, czyli Twitchem, Azubu i w mniejszym stopniu Youtube. Podniesienie jakości streama wiąże się z kilkukrotnym wzrostem zużycia łącza, czego z kolei mogłyby nie wytrzymać dwa pierwsze serwisy, z których korzysta zdecydowana większość społeczności. Okazuje się, że zbyt duża popularność gry może przełożyć się na konieczność wprowadzenia pewnych ograniczeń i dokonania wyborów między optymalizacją a jakością.

Faza grupowa

gra
Zacznijmy omawianie fazy grupowej od grupy A, w której występowali: koreańskie Samsung Galaxy White, chińskie Edward Gaming, tajwańskie ahq e-Sports Club oraz tureckie Dark Passage. Moje przewidywania sprawdziły się tutaj w całości, chociaż nie spodziewałem się, że EDG znajdzie się tak blisko odpadnięcia z turnieju za sprawą walczącego do końca AHQ. Poza mieszaną formą tych dwóch zespołów, mieliśmy okazję zobaczyć również dominację SSW, którzy bez większych problemów przebili się do finału oraz słabą formę Dark Passage, którzy zaprezentowali się tak jak przewidywano, czyli na poziomie drużyny dobrej w swoim regionie, ale niedorastającej do pięt zespołom z Azji.

grb


Historia grupy B moim zdaniem powinna potoczyć się całkowicie inaczej. Ban Svenskerena bardzo prawdopodobnie przesądził o losach tej grupy. Europejska drużyna, wybierana przez wiele osób do wyjścia z pierwszego miejsca, pokazała dwie rzeczy: że utrata jednego ogniwa przerywa łańcuch oraz że osoby stawiające na SK z Svenskerenem w składzie nie myliły się. Szczególnie ostatni mecz tej drużyny, którym uniemożliwili Teamowi SoloMid ponowny pojedynek ze Star Horn Royal Clubem o to, kto zagra w ćwierćfinale z SSW zostanie zapamiętany na długo, a w alternatywnym świecie (w którym TSM jest pierwsze) właściwie mielibyśmy możliwość obejrzenia finału w 1/4 turnieju. Przed turniejem przewidywałem, że zespół europejskiej organizacji wyjdzie z grupy na pierwszym miejscu, ale biorąc poprawkę na formę SHRC najbardziej realnym scenariuszem w tej nierealnej sytuacji byłoby SK wychodzące z grupy na miejscu TSM-u, czyli zmuszone do starcia z Samsungiem i chyba nie byłem jedynym, którzy uważał, że ze wszystkich zachodnich drużyn mają oni największe szanse na zranienie koreańskiego giganta. Niestety, czasu nie można cofnąć i nam pozostaje smutek z takiego, a nie innego obrotu spraw, a graczom SK poczucie winy za zaprzepaszczenie szansy.

Jeśli chodzi o inne drużyny grające w tej grupie, uważam, że TSM nie zasługuje na metkę z napisem “Najlepszy amerykański zespół”, którą to często im się przyczepia. Osiągnięte przez nich wyniki wyglądają na skutek braku wyraźnego rywala pośród pozostałych zespołów w grupie B. Royal Club jak wszystkie chińskie zespoły pokazał, że ich forma jest chwiejna i czasami wyglądają, jakby mieli zaraz ponieść sromotną porażkę, ale jakimś cudem na sam koniec udaje im się utrzymać sytuację pod kontrolą. Mam na myśli przede wszystkim dwie serie SHRC z wynikiem 3:2 przeciwko innych zespołom reprezentującym LPL. Co zaś tyczy się Taipei Assasins, wyglądają oni na niedojrzałych do podjęcia walki na równym poziomie z drużynami z innych regionów, chociaż widać u nich potencjał (dygresja: nienawidzę nadużywania tego określenia; często stosuje się je do zespołów wyraźnie słabszych, o których zamiast napisać wprost, że są beznadziejni, mówi się, że mają “potencjał”).

grc

Podczas przewidywania grupy C był pewien bardzo wyraźny trend. Otóż zawsze, bez względu na autora, z pierwszego miejsca wychodziło Samsung Blue, natomiast później rozkład siły był bardzo równomierny, no może z nieznaczną niechęcią do LMQ. SSB było bezspornie wybierane jako najlepszy zespół nie tylko w grupie, ale może nawet na świecie, siostrzany do drugiego dominatora, czyli SS White. Zdania na temat pozostałej trójki nie były już takie jednostajne i w dużej mierze zależały od zainteresowania sceną chińską u przewidującego. Większość osób z Zachodu była skłonna do wyboru Fnaticu, zwłaszcza ze względu na ich ubiegłoroczny występ, podczas którego byli jedyną drużyną spoza Azji w półfinale, ale nikt nie stawiał na nich w 100% z powodu chwiejnej formy pod koniec europejskich kwalifikacji.

Zespół sOAZa, Cyanide’a, xPeke, Rekklesa i YellOwStaRa znany jest z dwubiegunowych pokazów. W trakcie regularnego sezonu wyglądają bardzo przeciętnie, ale prawie zawsze potrafią wziąć się w garść, gdy przychodzi do walki o wielką stawkę (poczytaj -> występy Fnaticu w europejskich playoffach; obejrzyj -> mecz Fnaticu przeciwko SSB). Drużyną o całkowicie innej charakterystyce, w którą wierzyło niewielu, było chińskie LMQ (tak, spokojnie fani sceny północnoamerykańskiej). Ich styl gry można określić mianem “kontrolowanego chaosu”, łączącego elementy chińskiego nieporządku i nabytego amerykańskiego ładu strategicznego. Zespół ten awansując na mistrzostwa nie liczył na wyjście z grupy, jako że ich specjalnością są gry BO1 i nikt nie oczekiwał od nich wygrania ćwierćfinałowych serii, a skupiał się przede wszystkim na pokonaniu zespołu ze swojego ojczystego regionu, czyli OMG.

Spotkanie tych dwóch, rozłączonych przed rokiem zespołów otwierało trzeci tydzień rozgrywek i los uśmiechnął się do LMQ, zaskarbiając im tym samym serca fanów z Ameryki i Europy, nawet pomimo nikłych szans na odniesienie większego sukcesu. Z kolei OMG okazało się szczęśliwsze biorąc pod uwagę całokształt grupy – dwukrotnie rozkładając na łopatki reprezentanta Europy zabezpieczyli sobie miejsce w ćwierćfinale, w którym z kolei pokazali, co to znaczy zniszczyć Koreańczyków.

grd

Ostatni weekend jednej ósmej mistrzostw był teatrem dla bardzo znamienitych zespołów, tj. Najin White Shield, Cloud 9 oraz Alliance, ale swoją chwilę na zabłyśnięcie miało również drobne i niepozorne brazylijskie KaBuM! e-Sports. Ubolewaniom nad chęcią zobaczenia wszystkich trzech drużyn w seriach BO5 nie było końca, natomiast spory o wybór najlepszej dwójki były bardzo gwałtowne. Istniały trzy koncepcje: wychodzi NWS + Cloud9 (wiara w amerykańską solidność oraz chęć odegrania się za rok poprzedni) / Alliance (wyższość europejskiego superteamu nad doświadczeniem i strategią) lub tzw. opcja zachodnia – czyli przechodzą C9 i ALL, a NWS jest mieszane z błotem i zniżane do poziomu brazylijskich śmieszków. Bardzo żywa we mnie była opcja ostatnia i wciąż wierzę, że Koreańczycy w dogrywce ulegliby, oddając slot Europie.

Niestety, rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. White Shield nie wyglądało tak dominująco jak reszta koreańskich zespołów, powiem więcej, zasiali oni ziarno wątpliwości w sercach swoich zachodnich fanboyów, potwierdzając jednocześnie prawdziwość głosów o zmniejszeniu się dystansu między koreańską a zachodnią topką. I na jak bardzo realną możliwość zatrzymania ich w grupie nie wyglądała, na scenę wkroczyło KaBuM!, podobnie jak i drugi zespół z międzynarodowej dzikiej karty traktowane bardziej w kategorii żartu niż drużyny. Mogę zabrzmieć źle, ale wciąż uważam ich obecność na tym turnieju za błąd systemu i zmarnowanie 2 slotów dla drużyn lepszych, a ich wygrana w meczu z Alliance nie przekonała mnie, że są oni w stanie coś więcej ugrać; podobnie jak wygrana Fnaticu, pomimo wywołania szerokiego uśmiechu i dumy z chłopaków z rodzimego regionu, nie przekonała mnie o wyższości Zachodu nad Koreą.

Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.