Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Piractwo kiedyś i dziś

Crack’i – bez tego część graczy nie zagra w grę. A raczej, w piracką grę, która bez tego elementu nie istnieje. Tak, wydaje się być to dość oczywiste, ale być może istnieją już gracze, którzy nie mieli okazji zagrać w piracką wersje gry. Bo kiedyś właściwie nie było możliwości grać w oryginały, a dema były na porządku dziennym.

Co starsi gracze pewnie pamiętają jeszcze, jak w Polsce możliwe były do nabicia jedynie wersje pirackie gier z rynku na bazarze. Potem była długa tradycja zdobywania gier z torrent’ów i zatoki piratów. Z pewnością można zakładać, że aktualnie jest mniej piratów niż wcześniej, głównie przez wzgląd na częste promocje w sklepach i chęć nagrodzenia twórców za dobrze stworzoną grę.

 

Piraty zamiast dema

Pirackich serwerów przybywa z roku na rok, to prawda, ale prawdą jest też to, że duża część graczy kupuje gry po przetestowaniu ich. Jeśli dobrze pamiętam, aczkolwiek mogę się mylić, to ostatnią, tak dobrze przygotowaną wersją demonstracyjną, był Resident Evil 7. Developerzy przestali tworzyć dema, czasami w te miejsca trafiają darmowe weekendy z daną grą, albo ostatnio dostępny na Originie – abonament, gdzie dostajemy na miesiąc jakieś gry do ogrania. Na dobrą sprawę takimi wersjami gier jest teraz Early Access. Developerzy czują się bezkarnie czasami, kiedy ludzie zamawiają produkt przed ich premierą, a pieniądze się zgadzają.



Pogodzić się należy z jednym – dema zniknęły praktycznie na dobre, a co za tym idzie, potencjalny nabywca jakiegoś tytułu nie ma jak sprawdzić jak się sprawdza dana gra. Są Let’s Play’e, ale tam nie my gramy, lecz osoba która może grę promować za pieniądze, albo mówi co myśli wprost. Tylko jak to sprawdzić? Nic nie zastąpi możliwości zagrania w grę samemu i przekonania się na własną rękę. Bo komu szkodzi piractwo jeśli na nim nie zarabiamy, tylko sprawdzamy grę?

 

Nieszkodliwość piractwa

Ostatnio wpadłem na artykuł, w którym był przedstawiony raport dotyczący piractwa gier i wirtualnych książek, i jak się okazuje, piractwo wręcz nie szkodzi developerom, bowiem część osób i tak je później kupuje. Jeśli piraci nie mają zamiaru zarabiać na spiraconej treści, to aż tak twórcom nie szkodzą.

Trafiłem natomiast na jeszcze jeden artykuł, gdzie autor twierdził, że bardziej szkodliwe jest G2A, niż piractwo. Twórca RimWorld napisał, że bardziej szkodliwi dla niego są nabywcy gry przez ten serwis, ponieważ kupujący grę za pośrednictwem kradzionej karty kredytowej sprawa, że twórca musi oddawać pieniądze osobie poszkodowanej. Wszędzie znajdą się czarne owce, nawet tam, gdzie się tego nie chce.

Jest jeden dobry sposób na to, żeby nie było piratów, a zabezpieczenia przeciw pirackie okazały się niepotrzebne: Dobrze zrobiona gra, która sama się broni.

Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.