Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Chomiczy tok myślenia: Elohell

Czytając wasze komentarze pod ostatnim felieton, nie mogłem nie poruszyć tego tematu. Noob team, który przytrafia się tylko nam. Jak już wygrywamy, to tylko dzięki naszym umiejętnościom, a i tak w większości wypadków zespół nas zatrzymuje.

Przecież to bzdura.

Jestem teraz w diamencie 3 i mimo że zasługuję na wyższą dywizję nie jestem w niej. Dlaczego? Zdecydowanie nie przez noob team, tylko przez bycie bardzo blisko swojego miejsca na świecie. W moim odczuciu zasługuję na niski diament 1, ale coraz ciężej mi się do niego dostać tylko i wyłącznie z powodu, że nie robię statystyk 10/0 co mecz. Muszę zagrać jeszcze z plus/minus 50 gier, żeby wejść do owego diamentu. Gdybym grał na poziomie challengera, diament 1 miałbym już dawno, ale tak nie jest. I doskonale widzę dlaczego przegrywam:

Wygrywając linię nie robię z siebie potwora, który zjada wszystko na dwa strzały. Mam trochę więcej csa, może dwa kille przewagi i wzięty tower na bocie. W takiej sytuacji cały mój zespół musiałby być idealną kalką przeciwnego i być 1:1 we wszystkim. Wtedy byśmy wygrali. Ale jesteśmy ludźmi, nie robotami i różnice wynikają w grze, do tego ktoś może mieć słabszą grę i tak dalej, to wszystko sprowadza się do prostej zasady: Trzeba rozegrać x meczów, żeby wejść na swój poziom. W pewnym momencie zacznie być ciężko, ale nie ma co się poddawać. Wszak, wchodząc do golda 2 przy odrobinie samokrytyki i ciężkiej walki można wejść do golda 1, a nawet wyżej.

W tym wszystkim liczy się ogół meczów zagranych, nie jeden pojedynczy – wyobraźcie sobie sytuację, że jesteście na sprawdzianie z biologii. Uczyliście się na niego dwie godziny, dostajecie 5. Piszecie kolejny, znowu dwie godziny nauki, ale wynik to 2. Jedna piątka nie czyni z was biologów, a dwójka w następnym sprawdzianie tylko utwierdza w przekonaniu, że Wam się poszczęściło. Raz. Każdy z nas chciałby żyć jednym sukcesem i się nim chwalić, ale tak nie można. To, że przegracie jeden mecz, który zagraliście bardzo porządnie nie znaczy, że zasługujecie na pięćset dywizji więcej. Ani nawet na dywizję więcej. Zagranie każdej gry bardzo porządnie daje prosty wynik: Awans. Jeśli nie ma awansu, nie ma dodatniego winrate, to nie wina zespołu tylko wasza. Nie liczy się poszczególny wynik, liczą się wszystkie wyniki.

Ale co zrobić jak się trafi na granicę swoich możliwości?

Na moim przykładzie, kolesiu grającym od połowy sezonu drugiego można świetnie wywnioskować, że albo poziom na EUNE spadł jak diabli, albo nauczyłem się tego czy tamtego. Otóż przemierzyłem drogę od 1250 elo do diamentu 3 i się nie zatrzymuję. Czas pokaże, co osiągnę w sezonie 4 na EUW. Jedno jest pewne – będę walczył o jak najlepszą dywizję, czyli to co robiłem dotychczas.

Wiele razy zatrzymałem się na jakimś etapie, czy to było 1350 elo, czy gold 5. Tu i tu spadałem czasami naprawdę głęboko, czy to z elo czy z MMR, ale dałem radę wyjść. I nie było to wcale ciężkie. Trzeba się odstresować w czasie gry wyzywając swój zespół w głowie, lub uderzając o biurko, ale tak by dociągnąć grę do końca. A po niej, pomyśleć co się zrobiło źle. Zespół w następnej grze będzie inny, więc nie ma co ubolewać, że komuś coś nie wyszło. My będziemy zawsze w tym zespole i to siebie trzeba zmienić.

Nikt tutaj nie mówi o przemyśleniach pięciogodzinnych, strukturach rozrysowanych na wielkich tablicach i obliczeń, o której godzinie najwięcej gier się wygrywa. Wystarczy pomyśleć o tym w czasie wyszukiwania następnej gry. To działa, nie nudzi i małymi kroczkami można zrobić naprawdę spory postęp. Wyznaczyć sobie cel i dążyć do tego, ale dążyć do tego poprzez poprawę swoich umiejętności, a nie wytykania cudzych braków.

Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.