woad_scout_quinn
Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Wyprawa do Freljordu #2 – niespodziewana oferta

Świetliki dookoła naszych namiotów tworzyły niesamowitą, barwną aurę, kolory jasnej zieleni i żółci rozświetlały ciemną, ponurą noc, dodając mi nieco otuchy. Valor próbował złapać jednego z tych niewielkich owadów, ale szybkie pacnięcie zahamowało jego zamiary. – Nie ruszaj. – rzuciłam. – To dobre duszki. Chcesz, byśmy przez całą drogę mieli przez ciebie pecha? – Orzeł przekrzywił tylko delikatnie swą głowę, dając do zrozumienia, że niewiele go to obchodzi.

Na zewnątrz było słychać głośne rozmowy, śmiechy i przyśpiewki. Pomyśleć, że były ich tylko ośmiu! Ci demaciańscy żołnierze, którzy zostali przydzieleni jako wcale-nie-eskorta, zostali chyba wybrani według siły głosu. Jeszcze parę dni i całkowicie ogłuchnę od przebywania w ich towarzystwie. Ale widzę ich spojrzenia, gdy tylko choć na chwilę oddalam się od grupy. Dlaczego Jarvan tak bardzo kazał im mnie pilnować? Znam się na swojej robocie. Powinien zostawić mnie w spokoju. Zamknęłam oczy i położyłam się na niewielkiej macie, próbując osunąć się w objęcia snu. Jedna owca. Dwie. Trzy.  Rechot dochodzący z obozowiska. To będzie długa noc…

Kiedy wstałam, słońce widniało już wysoko na horyzoncie. Zerwałam się, szybko rozglądając dookoła – Valora nigdzie nie było. Zapewne chciał poczuć wiatr, nie mogę mu mieć tego za złe… ale mógł mnie przynajmniej obudzić, samolubny zwierz! Naciągnęłam szybko buty, założyłam kaftan i uchyliłam poły namiotu, by przywitać się z ponurą rzeczywistością. Dookoła przygaszonego ogniska krzątali się już nasi dzielni wojownicy, uwijając się przy przygotowywaniu śniadania. Zmarszczyłam brwi i krzyknęłam, tak głośno, jak pozwalały mi na to płuca.

– Dlaczego nikt nie postanowił ruszyć swojego tłustego tyłka i obudzić mnie wcześniej? Mieliśmy wyruszyć, gdy tylko zacznie świtać! – Oddychałam płytko i szybko, wściekając się na niesubordynację tych pseudo-rycerzyków. Żaden z nich nie odważył się nawet na mnie spojrzeć. I pomyśleć, że zostali oni przeznaczeni przez samego księcia do wykonania tego zadania. Marna hołota… Pospiesznie ruszyłam do ognia, nad którym zawieszony był miedziany garnek i sięgnęłam po łyżkę, nalewając trochę zupy do wydrążonego bochenka chleba. Paroma szybkimi łykami opróżniłam jego zawartość, po czym gwizdnęłam w niebo, przywołując do siebie Valora. Kiedy ów przyleciał, grupa była gotowa. Nawet nie zauważyłam, kiedy złożyli mój namiot. Pozwoliłam sobie na lekki uśmiech.

– Nie traćmy więcej czasu – zaczęłam, wskakując na mojego wierzchowca. Gniady konik może nie był wielki, piękny ani zwinny, ale świetnie radził sobie w trudnych warunkach i mógł unieść spory ciężar. Pogłaskałam go po grzywie i stuknęłam ostrogami. – Obok Bulgoczącego Bagna znajdziemy niewielką wioskę, Akelstad. Zostaliśmy tam umówieni z przewodnikiem, który przeprowadzi nas bezpiecznie na drugą stronę trzęsawiska. Uzupełnimy też szybko zapasy i wyślemy wiadomość o naszym położeniu do Demacii. Musimy przeprawić się przez bagna przed zmrokiem. Nie chcecie utknąć tam w nocy. Ja tym bardziej. – O Bulgoczącym Bagnie mówiono wiele rzeczy. Zapewne większość to były tylko legendy, mimo tego wolałam dmuchać na zimne. Nigdy nie znajdowałam się w tych stronach, jestem tu równie bezużyteczna, jak cała reszta.

Droga do Akelstad była żmudna i nieciekawa. Roślinność traciły swe kolory, a wszystko powoli stapiało się w jeden, ciemnozielony odcień. Barwa choroby. I śmierci. Wyrzuciłam z siebie jednak te myśli, najważniejsze to utrzymać wysokie morale. Nadal pamiętam te sytuacje, w których to właśnie upadek na zdrowiu psychicznym decydował o porażkach całych misji. Smutek, gniew czy zazdrość nie mogą grać roli podczas wykonywania zleceń. Liczy się tylko cel.

Do miasteczka dotarliśmy, gdy słońce znajdowało się już po zachodniej stronie nieboskłonu. Kilkanaście niewielkich, pokrytych strzechą chat było przesiąknięte zapachem torfu i mokrych liści. Nie było tu żadnych uliczek, z wyjątkiem tej, którą tu przyjechali. Ciągnęła się ona w głąb bagien, znikając w ich ciemnej paszczy. Z paru domów wyszli ludzie, niewielcy, przygarbieni, z apatią widniejącą w ich oczach. Mieli na sobie kiepskiej jakości bluzy i spodnie, część mężczyzn trzymała w rękach dziwne, długie kije zakończone ostrym trójzębem. Wyglądało na to, że mieszkańcy parali się tu polowaniem… chociaż wolałam nie wiedzieć, co padało ich ofiarą.

– Gdzie mogę znaleźć tawernę? – Przywołałam na twarz swój najsłodszy uśmiech. Niestety, nie zadziałał. Zapytany chłop patrzył się na mnie z tym dziwnym wyrazem, nie mrugając, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Czy tak trudno mi pomóc? Też nie chcę tu być, uwierz mi. Im szybciej mi powiesz, gdzie jest ta karczma, tym szybciej się mnie pozbędziecie. Po kilku sekundach mężczyzna skinął głową i wysunął rękę, wskazując mi kierunek.

– Trzeci budynek na lewo, z lampą nad drzwiami. – odezwał się swoim niskim, chrypliwym głosem. – Jeśli szukacie przewodnika, spóźniliście się. Wyruszył jakąś godzinę temu. Wróci dopiero za ćwierć księżyca. – Sztuczny uśmiech zniknął jak zaczarowany. Przełknęłam ślinę, przeklinając w myślach tę zbieraninę, z którą musiałam tu dotrzeć. Przez ich te popijawy wszyscy jesteśmy do tyłu. – Wracajcie i przyjedźcie z powrotem za tydzień. Nie ma tu dla was miejsca. – dorzucił szybko i odszedł w kierunku swojego domu. – Odwróciłam się do żołnierzy i wycedziłam przez zęby.

– Do tawerny. Musi być tam jeszcze ktoś, kto zna drogę. Tak łatwo się nie poddam. – Zdołali tylko cicho mruknąć, co wzięłam jako zgodę.

W okolicy nie było żadnej stajni, toteż przywiązałam konika do ogrodzenia budynku. Zwierz parsknął i zastukał niecierpliwie kopytem, dając mi do zrozumienia, że nie podoba mu się tu równie mocno, jak mi. Dotknęłam uspokajająco jego karku. Karczma wyróżniała się od otoczenia tylko rozmiarem. Miała piętro, czego brakowało innym domostwom, a jej ściany był zbudowane z nieociosanych bali jakiegoś egzotycznego, ciemnego drewna. Okna były małe i krzywe, zaś nad drzwiami wisiała mała lampa, która dawała słabe, migoczące, zielonkawe światło, jakby była zatrutym sercem jakiegoś szkaradnego potwora. Weszłam do środka i niemal natychmiast uderzył mnie dziwny odór, mieszanka potu, moczu, piwa i wilgotnej ziemi. Było tu cicho i spokojnie, zdołałam naliczyć czterech mężczyzn i dwie kobiety, nie licząc gospodarza. Każdy był pochylony nad swoim stolikiem, a wszystkie rozmowy były prowadzone szeptem, jakby czegoś się tu bano. Jednak pojawienie się nowej, obcej twarzy wyrwało większość z nich z transu. Patrzyli się na mnie tym samym wzrokiem, jaki mogłam napotkać na zewnątrz. Skąd bierze się w nich ta niechęć?, chciałam krzyknąć. Postanowiłam wykorzystać okazję i przemówiłem, upewniając się, że brzmię profesjonalnie i pewnie, nie zaś jak zagubiona przewodniczka stada owiec.

– Słyszałam, że jeden z przewodników niedawno wyruszył w drogę. Niestety, nie zdążyliśmy na czas, jestem tu jednak przysłana z ważną misją i potrzebuję kogoś, kto mógłby przeprowadzić mnie i moja grupę przez bagna. Oczywiście nie muszę dodawać, że wymagana jest ich znajomość?



– Kobieto, nikt normalny nie wyrusza w Bulgoczące Bagno bez Jokkego. – Odpowiedział jeden z bywalców tawerny, obdarowując mnie błyskiem swojego złotego zęba. Tylko on je zna. Nauczyła go tego wiedźma. Sprzedał jej duszę za wiedzę, też mi wymiana!

– Co za bzdury! – wyrzuciła jakaś kobieta. – Wiedźmę to ty masz w łożu. Jokke to praworządny mężczyzna, nie słuchaj go, kobieto. – dodała, taksując mnie wzrokiem. – Ale Borg jednak ma rację, żaden inny mieszkaniec wioski nie będzie w stanie ci pomóc. Cofnij się do Północnego Traktu i weź okrężną drogę.

– Nie ma takiej opcji. – ucięłam krótko. – Wyjechałam z Demacii i wrócę do niej tylko wtedy, kiedy skończę swoje zadanie.

– Demacii? – Dało się usłyszeć przytłumiony, syczący głos z rogu gospody. Jego właściciel był przygarbiony i skryty pod ciemnym kapturem, mogłam jednak dostrzec brudne plamy na jego ubiorze. Enigmatyczna postać wstała ruszyła w moją stronę. Zapach rozkopanej gleby przybierał na sile z każdym jego krokiem. Szedł powoli, utykając na jedną nogę. – Może będę w stanie ci pomóc. – rzekł, zbliżając się do mnie. – Zazwyczaj tego nie robię… ale może będziesz w stanie zapłacić cenę, której zażądam.

– Każdą – odparłam krótko. Książę był przygotowany na wysokie koszta i nie szczędził mi pieniędzy. – Denary, srebrniki, korony, kosztowności, papier, żywność, co zechcesz.

– Ależ nie – zaśmiał się cicho nieznajomy, a jego głos wypełnił ściany pokoju, zdawał się dochodzić zewsząd. – Rzeczy nic dla mnie nie znaczy. Już nie. Chcę… wiedzy. Wiadomości. Informacji.

– Zgadzam się – powiedziałam bez wahania. Jeśli posunie się za daleko ze swoimi pytaniami, zawsze można skłamać. Cena wydawała się być w porządku. Wyciągnęłam rękę i uścisnęłam dłoń zakapturzonego, czując pod palcami grudy ziemi. Mężczyzna skinął głową i otworzył drzwi, ruszając przed siebie.

– A więc chodźmy – rzucił za siebie, zostawiając mnie zadziwioną. Słońce już zachodziło, a on chciał przeprowadzić nas teraz?

– Nie lepiej poczekać do jutra? Ponoć noce są niebezpieczne na bagnach.

– Dnie również. Nie ma rzeczy, której bym się bał. Już nie ma. – Odwrócił się i po raz pierwszy byłam w stanie ujrzeć jego oczy – puste, martwe, zielone oczy. Oczy trupa. Cofnęłam się i złapałam za głowę.

– Czym ty jesteś? – Moje pytanie widocznie rozbawiło nieumarłego, który tylko wydął swoje opuchnięte wargi w grymasie uśmiechu.

– To już nie ma znaczenia – odparł spokojnie, bezpłciowo, aż dostałam ciarek na karku. – Umowa zawarta. Mów mi Mori. Yorick Mori.

Powyższy wpis jest mini-blogiem stworzonym przez czytelnika, a redakcja portalu How2Win nie ingerowała w jego treść. Mini-blog jest formą, w której to czytelnicy tworzą treść, którą mogą się podzielić się z szerszym gronem odbiorców. Dział zawierający wszystkie mini-blogi znajdziesz na stronie głównej w zakładce Społeczność lub bezpośrednio pod adresem http://how2win.pl/category/mini-blog/.

Jeśli także chcesz dołączyć do grona twórców Mini-blogów – zapraszamy serdecznie do skorzystania z formularza dodawania wpisu.

Artykuły premium


Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.