AAMIR_Coinsmedallion
Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Gra o Runeterrę #1

Rozdział 1: „Miłość”

Oczy, ukryte za zatrzaśniętymi boleśnie powiekami Bohatera, poruszały się nerwowo, rozpamiętując całkiem świeże wizje z pola bitwy. Serce łomotało w jego piersi niczym dzwon zwołujący obrońców miasta na mury, a obolałe ciało wierciło się w pozostałościach poharatanego pancerza, który więził go równie skutecznie, co ciasna, żelazna klatka, w której głodzi się przestępców.

Strach mógł strapić nawet serce herosa. Bohater miał już zawsze pamiętać ten widok: wielkiego, czarnego jak smoła potwora, trzepoczącego leniwie gigantycznymi skrzydłami, a także chmarę mniejszych ptaków, które spływały z niego piszcząc przeraźliwie i wbijały swe ostre dzioby w ciała żołnierzy, przenikając ich pancerze i wyrywając żywcem mięso z ich ciał. Próbowali się bronić, uderzać chmarę napastników mieczem, strącić ją gradem strzał… bez efektu. Był tylko jeden sposób, by obronić się przed koszmarną magią Swaina – ściąć mu głowę.

– Nie możesz tam iść! – krzyknęła Poppy, łapiąc Bohatera za nogę, niczym przerażone dziecko, które postanowiło uchwycić się swego opiekuna. – Ledwo przeżyłeś bitwę o rzekę! Musimy poczekać na króla!

Ale król nigdy nie przybył im z pomocą. Choć Jarvan IV miał najwięcej powodów, by własnoręcznie zniszczyć generała Noxusu, całkowicie zapomniał o historii, którą dzielili, gdy przebił się do sali tronowej czarnego miasta i zdjął koronę z roztrzaskanej czaszki zapomnianego władcy. Teraz Jarvan IV był legendą. Był królem, który doprowadził do pokonania odwiecznych ciemiężycieli, nikczemnego Noxusu. Ginący za niego żołnierze odeszli na drugi plan…

Bohater poświęcił życie wielu żołnierzy, ufając, że król w końcu się pojawi… Jednak gdy ich zwłoki wyściełały już prawie całe wzgórze, Bohater ruszył do walki, mimo odniesionych wcześniej ran.

Z wierną Poppy u jego boku, zmierzyli się z czarnoksiężnikiem. Było to straszne starcie, podczas którego wielu dobrych mężów straciło życie, jednak w końcu Swain został strącony z powietrza, gdy jego moc nie mogła już nadążyć z wysysaniem życia i kolorów ze świata, by odtworzyć jego spaczone ciało.

Eksplodował w wybuchu czarnego dymu, a gdy ten opadł, żołnierze otoczyli bezbronnego już starca i postanowili pojmać go żywcem. Poppy krzyknęła, nie ze strachu czy radości, jednak chcąc rozładować burzę emocji, która wrzała w jej małym sercu. W końcu pomściła swego ojca i wszystkich niewinnych ludzi, którzy ucierpieli przez Noxus. Kraj mroku upadł, po tylu latach wojen…

– NIE! – Jej chwila tryumfu i zadumy przerodziła się w przerażenie, gdy Bohater zachwiał się i upadł, a żołnierze wydali pełen szoku okrzyk. – Nie pozwolę ci umrzeć! Zawołajcie Gwiezdne Dziecko! Niech stawi się tu jak najszybciej!

Uzdrowicielka, znana jako Soraka, pojawiła się najszybciej, jak mogła, i z ciepłym uśmiechem na ustach zapewniła, że zatroszczy się o Bohatera. Poradziła, by Poppy dołączyła do bezpośredniego oblężenia na miasto. Tyle zapamiętał Bohater…

– Obudź się – usłyszał przy swym uchu dziewczęcy chichot. – Spałeś wystarczająco długo.

Bohater rozchylił powieki. Nie czuł już bólu ani zmęczenia. Chłód drażniący jego skórę zastąpiło ciepło promieniujące z małego ogniska, obok którego leżał. Jęki konających w męczarniach żołnierzy znikły, zastąpione przyjemnym dla uszu trzaskiem płonących gałązek. Podniósł się powoli i odkrył, że zbroja już nie pętała jego ruchów – miał na sobie tylko płócienne spodnie, idealne na letni, wieczorny spacer po łąkach Demacii.

– Gdzie ja jestem? – zapytał, rozglądając się.
– W moim domu.

Odwrócił się, chcąc ujrzeć tę, która go obudziła. Dech zamarł mu w piersi, a jego ciemne oczy napełniło światło fascynacji. Istota, która przy nim była, stanowiła połączenie boskiego majestatu i śmiertelnego piękna. Była to kobieta, młoda i cudowna, ale w jakiś sposób nie mógł jej określić jako człowieka. Gdy tak kroczyła w jego stronę, powolutku i ostrożnie, jej talia i smukłe nogi poruszały się z wdziękiem godnym damy… lub kurtyzany. Długie włosy, pasujące kolorem do kruczych piór, wiły się po jej obojczyku i zakręcały na piesiach, chroniąc je przed wzrokiem Bohatera. To, co było w niej najbardziej niezwykłe, to liczne, puszyste, białe ogony, otaczające ją niczym wachlarz, poruszające się delikatnie i kusząco, starając się zasłaniać jej nagie łono.

– Kim jesteś? – szepnął Bohater, nie mogąc się na nią napatrzeć.

Na twarzy lisicy pojawił się rumieniec. Ogony poruszyły się gwałtownie, zasłaniając ją, niczym zimowe futro narzucone na jakąś bogatą ziemiankę z Freljordu.

– Zawstydzasz mnie! – pisnęła. – Sądziłam, że rycerze potrafią się zachowywać, i nie patrzą na nagie niewiasty!
– Więc coś ubierz!
– To środek puszczy, nie targowisko! Nie mam żadnych ubrań!
– A zatem musisz jakoś znieść moje… – zamilkł w połowie zdania, bo głos postanowił zabrać jego zdradziecki brzuch, burcząc głośno.

Lisica westchnęła z wyraźnym poirytowaniem, rzucając rycerzowi gniewne spojrzenie.



– Przysięgam, ostatni raz pomagam śmiertelnikowi… – mruknęła, raczej do siebie niż do niego i nim Bohater się zorientował, wysypała na niego kosz egzotycznych, noxiańskich cytrusów.
– Owoce?! – Bohater skrzywił się. – Daj mi godzinę, a upoluję coś porządnego, może chociaż jakiegoś zająca…
– Ha! Jeszcze czego! Zachciało ci się zjadać mi przyjaciół?! – oburzyła się kobieta-lis. – Zatkaj się tymi owocami i wracaj do swoich hałaśliwych miast, rycerzyku…
– Jak głęboko w lesie się znajduję? – zapytał, ignorując jej słowa. – Wiesz, jak mogę dotrzeć do Noxusu?
– Nie znajdujesz się w jakimś przypadkowym lesie, głuptasie. To puszcza – rzuciła z kpiną w głosie. – Nie jestem pewna, jak szybko poruszają się takie osiłki, jak ty… Mogę ci tylko powiedzieć, że gdybyś był mną i o świcie wyruszyłbyś stąd w kierunku skraju dziczy, słońce byłoby nad twoją głową w chwili, gdy osiągnąłbyś cel.
– A więc muszę przeczekać noc w tej jaskini – stwierdził.

Lisica rzuciła mu w odpowiedzi spojrzenie, które kazało myśleć, że ma na ten temat nieco odmienne zdanie. A jednak, przekomarzało im się na tyle dobrze, że nim się zorientowali, słońce niknące na zachodzie zdążyło wyłonić swą twarz na wschodzie, zalewając las promykami bladego, pomarańczowego światła.

Bohater nigdy nie czuł się szczęśliwszy. Mimo ciągłych złośliwości, jakie prawił sobie wzajemnie z lisicą, gdy nadszedł czas rozstania, poczuł głęboki smutek. Wymienił z Ahri – bo tak miała na imię ta urocza istota – całą rzekę opowieści. Usłyszała od niego historię o wielkiej bitwie z Noxusem, o jego podróżach do Shurimy, Ionii, Freljordu i Piltover, a także o tym, jak wspaniałym krajem była Demacia. Ahri znała tylko swoją puszczę i nie mogła podzielić się z nim równie fascynującymi opowieściami, zrewanżowała się więc informacjami na temat wiewiórczych skrytek na orzechy, lokalizacją mogił, gdzie rosną największe muchomory, a także imieniem najstarszego jesionu. Choć tylko według niej było to interesujące, rozmarzony i zapatrzony w nią Bohater mógłby tego słuchać godzinami.

– Chodź ze mną – powiedział nagle, łapiąc lisicę za drobną dłoń. – Wybierz się razem ze mną do Noxusu. Gdy tylko król skończy swoją kampanię, wrócimy razem do Demacii. Zamieszkamy razem. Pokażę ci mój świat.
– N-nie mogę – szepnęła, zaskoczona, i chyba przestraszona jego propozycją. – Ta puszcza jest moim domem… jeśli ją opuszczę, stracę całe człowieczeństwo, które posiadłam. Znów stanę się lisem… Chyba że…

Spojrzał na nią z nadzieją. Gdy usłyszał „nie mogę”, jego serce boleśnie przebiła włócznia rozpaczy, jednak to „chyba że”… Dzięki temu zrozumiał, że ona także pragnęła z nim być.

– Proszę, powiedz – zachęcił ją.
– Jestem jednym ze starożytnych duchów – zaczęła cichym, niepewnym tonem, unikając jego wzroku. – Gdy korony drzew szepczą między sobą, używają wobec mnie określenia „kitsune”… Nasze istnienie wiąże się z magią, która polega na łączeniu ze sobą dwóch dusz… na spajaniu ich miłością. Mogłabym opuścić tę puszczę tylko wtedy, gdybyś zgodził się zagrać z przeznaczeniem, o mnie i o naszą miłość…
– Zagrać… ale jak?

Ahri uniosła swe delikatne dłonie. Ponad opuszkami palców jej prawej ręki zapłonęło błękitne światło, które zdawało się być niewyraźnym płomieniem. Uformowało niewielką, nieregularną, migoczącą kulkę, która znikła, gdy lisica zacisnęła pięść.

– Wyciągnę przed siebie dwie ręce – wyszeptała, patrząc na niego błyszczącymi oczami. – Jeśli wybierzesz tę, w której ukrywa się ognik, stanę się twoja i będziemy mogli stąd odejść, razem…
– A… jeśli nie zgadnę?
– Wtedy to ty staniesz się mój – powiedziała to w taki sposób, jakby sama myśl o tym ją obrzydzała. – Nigdy nawet nie pomyślałabym o tym, by wyegzekwować władzę nad tobą czy jakąkolwiek inną żywą istotą, gdybym ją zdobyła, ale mimo wszystko nie powinieneś tego robić! Żyłbyś w strachu przede mną, a przez to nasza miłość zaczęłaby gnić!
– Zwariuję, jeśli odejdę stąd bez ciebie! Muszę spróbować. Ufam ci i wiem, że do niczego mnie nie zmusisz. To samo ja mogę obiecać tobie…

Ahri uśmiechnęła się do niego, a z jej niewinnego, zakochanego spojrzenia biła radość, która zaraziła jego własne serce. Lisica wyciągnęła przed siebie dłonie i zamknęła oczy, jakby obawiając się tego, jaki wybór podejmie Bohater. Ten, spojrzał na jej prawą rękę, tak delikatną i drobną, po czym otoczył ją własnymi dłońmi, oznajmiając przeznaczeniu swą wolę.

Lisica podniosła zaskoczone spojrzenie i rozchyliła palce. Ognik oświetlił ich ciała swą magiczną, błękitną aurą, a Bohater ujął podbródek Ahri, składając namiętny pocałunek na jej ustach.

– Jesteś moja – powiedział z miłością, gdy rozłączyli wargi. – Wyglądasz na zszokowaną. Dobrze się czujesz?
– J-ja… tak… po prostu… jestem szczęśliwa. – Uśmiechnęła się nerwowo i przylgnęła do niego, opierając policzek na jego barku i otaczając go ogonami.
– Z tobą u boku nie zmarzłbym chyba nawet w przełęczy prowadzącej do Avarosu…

Jej oczy otworzyły się szeroko, a na jej twarzy zastygł wyraz lęku. Poruszyła głową i zobaczyła coś. Wzięła głęboki oddech rozumiejąc, że to jej jedyna nadzieja… Prędko zaczęła składać pocałunki na policzku, szyi i torsie Bohatera, a on uśmiechnął się, uradowany zachłanną namiętnością, jaką starała się go obdarzyć. Nagle, wyprostowała się i spojrzała w górę, trochę ponad głowę Bohatera.

– Coś nie tak? – zapytał.
– Nie – odpowiedziała. – Teraz jest już dobrze.

Bohater ryknął z bólu, gdy w jego nagie plecy uderzyło grube, stalowe ostrze gigantycznego berdysza, dzierżonego przez opancerzonego giganta, który bez trudu cisnął mężczyzną o sąsiednią ścianę, rozbijając jego głowę. Tym razem już się nie skradał, tylko zbliżył się do skamlącego Bohatera, szczękając swoimi okutymi żelazem butami. Podniósł swą broń ponad głowę i opuścił ją, prosto na szyję mężczyzny.

Ahri opadła na trawę i zasłoniła twarz dłońmi. Jej oczy były puste i pełne strachu.

– Jak to możliwe?! – krzyknęła ze złością. – Zawiodłam… on nie miał umrzeć… przeze mnie cały plan pójdzie na marne…!

Olbrzym obrócił się i podniósł przyłbicę swego hełmu. W oczach Dariusa nie było żadnych emocji ani myśli, jedynie dziwny, różowy przebłysk.

– Rozkaz wykonany.
– Przecież widzę – warknęła Ahri. – Idź… odejdź stąd. Wyślij do niej wiadomość. Musi się dowiedzieć, że mi się nie udało… Może jeszcze nie wszystko jest stracone…

Powyższy wpis jest mini-blogiem stworzonym przez czytelnika, a redakcja portalu How2Win nie ingerowała w jego treść. Mini-blog jest formą, w której to czytelnicy tworzą treść, którą mogą się podzielić się z szerszym gronem odbiorców. Dział zawierający wszystkie mini-blogi znajdziesz na stronie głównej w zakładce Społeczność lub bezpośrednio pod adresem http://how2win.pl/category/mini-blog/.

Jeśli także chcesz dołączyć do grona twórców Mini-blogów – zapraszamy serdecznie do skorzystania z formularza dodawania wpisu.

Artykuły premium


Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.