cait-i-vi
Meta na mobilność? Też bądź mobilny! Sprawdź mobilne How2Win

Ciemna strona Runeterry #26: Na celowniku

wzór

Spis treści

Tom 1

Część 1 – Tajemnica shurimskiego grobowca

Część 2 – Niewygodny sojusznik

Część 3 – Pozostając w cieniu

Część 4 – Osobliwa kompania

Część 5 – Wizja przeszłości

Część 6 – Szczęście uśmiecha się do ciebie

Część 7 – Nieplanowana wizyta

Część 8 – Mądrość wyczytana w księgach

Część 9 – Morskie opowieści

Część 10 – Pora na kłopoty

Tom 2

Część 11 – Idealna równowaga

Część 12 – Znak śmierci

Część 13 – Tajemnica zwoju

Część 14 – Staw czoła cieniom

Część 15 – Miasto zatrute zdradą

Część 16 – Zrodzona z lodu

Część 17 – Płomień zemsty

Część 18 – Morellonomicon

Część 19 – Dziecko przeznaczenia

Część 20 – Spotkanie z bólem

Tom 3

Część 21 – Strach narastający w ciszy

Część 22 – Ezoteryczny niepokój

Część 23 – Błogosławieństwo morza

Część 24 – Nawałnica stali

Część 25 – Cuchnąca sprawa

Część 26 – Na celowniku

wzór

Poprzednia część dotycząca wątku: Część 25 – Cuchnąca sprawa


 

Dwa dni temu, w drodze do Zaun

Jedno morderstwo. Jeden sprawca. Tylko jedno? Aż jedno? Na pewno będzie ich więcej. Na pewno… Caitlyn niewielkimi łykami popijała herbatę, myślami błądząc pomiędzy wydarzeniami ostatnich dni. Tymczasem dorożka pędziła w akompaniamencie chlupoczącej łagodnie mżawki, brocząc w błotnistych zauniańskich drogach.

– Daleko jeszcze? – rozległo się pytanie znudzonej Vi.



– Nie, już niedaleko – odparła spokojnie Caitlyn, pomimo że to pytanie padało z ust jej towarzyszki nader często w ciągu ostatnich kilku godzin.

Retrospekcyjna pamięć zaniosła strażniczkę prawa do momentu, w którym dowiedziała się o niecodziennej ofercie z Zaun. Wysłannik przybył do strażnicy pewnego deszczowego poranka. Przywiózł ze sobą list z propozycją zajęcia się sprawą zabójstwa, którego dokonano w kręgach zauniańskiej arystokracji. Caitlyn zapewne niespecjalnie przejęłaby się całą tą aferą, która miała miejsce poza jej jurysdykcją, w odległym, nieprzyjaznym mieście-państwie. Nawet zważywszy na horrendalnie wysokie honorarium. Ale to nie była zwykła sprawa. Po pierwsze propozycja z Zaun sama w sobie była dość osobliwym wydarzeniem, jako że Zaunici praktycznie nigdy nie angażowali w swoje problemy osób z zewnątrz…

vi2- Daleko jeszcze?

– Nie, już niedługo będziemy na miejscu.

…a po drugie przy ofierze natknięto się na zdobioną kartę z literą „C” – taką samą jak ta, którą szeryf Piltover kilkukrotnie znajdowała parę lat temu w Demacii, kiedy miastem prawa i ładu wstrząsnęła seria osobliwie oryginalnych morderstw. Karta przypominała Caitlyn jedyną sprawę, której nie udało się jej rozwiązać i jedynego złoczyńcę, który umknął wymierzanej przez nią sprawiedliwości… To wystarczyło, by strażniczka prawa podjęła się zadania.

– Dal… – zaczęła Vi, ale dostrzegła uśmiech na twarzy swojej przyjaciółki. Ten konkretny uśmiech. – O czym myślisz? – spytała prowokacyjnie.

– O-o-o… o niczym – odpowiedziała natychmiast Caitlyn zajęta swoimi przemyśleniami.

– Już ja dobrze wiem o czym. Albo raczej o kim – roześmiała się Vi, z premedytacją drażniąc towarzyszkę.

– Wcale nie o nim! – burknęła Cait, pąsowiejąc.

– Więc skąd wiesz, kogo miałam na myśli? – nie przestawała się przekomarzać jej różowo włosa partnerka.

Jednak strażniczka Piltover nie podjęła już próby obrony i odwróciła się ostentacyjnie. Znudzona Vi to irytująca Vi. Lepiej było w ogóle nie podejmować dyskusji.

– Cait, no daj spokój… – zaczęła Vi pojednawczo, ale po chwili zamilkła i po prostu wzruszyła ramionami. Znając charakter swojej towarzyszki, mogła się założyć, że po tym niewinnym dowcipie podróż do samego Zaun upłynie im w ciszy…

cait2Tymczasem Caitlyn myślami była już zupełnie indziej. Morderstwo, morderstwo… Wysłannik był nader powściągliwy w wyjaśnieniach, więc wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi. Kim była ofiara? Arystokrata, arystokratka? Na pewno kimś ważnym, to jedno nie ulegało wątpliwości. W jakich okolicznościach dokonano zabójstwa? Ten łotr z Demacii… Zawsze atakował z ukrycia pojedyncze cele. Ofiara musiała więc choć przez chwilę być sama… Hmm, przedwczorajszy „Dziennik Piltover” wspominał o odbywającym się w Zaun Wielkim Balu stanowiącym zwieńczenie dorocznego wyścigu sterowców. Sprawa musi być związana z tą uroczystością. W końcu wyścig to ważny elementu technologicznej rywalizacji pomiędzy Piltover a Zaun, a jednocześnie jeden z niewielu elementów pomagających podtrzymać względnie uprzejme stosunki pomiędzy dwoma wielkimi rywalami na drodze postępu. Ale zaraz, co pisali przedwczoraj dziennikarze… Po raz pierwszy od pięciu lat triumfował statek ścigający się pod banderą Piltover. Nareszcie. Zwycięstwo „Tailwinda” owiane było jednak szeregiem wątpliwości ze względu na zastosowanie przez czempionów nowatorskiego napędu, który balansował na granicy przepisów. No i robi się całkiem ciekawie. Dalej piszą, że protest przegranych nie zmienił werdyktu sędziów. Załoga zauniańskiego „Lead Zeppelina” ewidentnie nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy. Jednocześnie morderstwo najprawdopodobniej spowodowało dyplomatyczny impas i od rozwiązania zagadki będzie zależała przyszłość stosunków pomiędzy Piltover a Zaun. Spory ciężar, spora odpowiedzialność. A jednocześnie trąci banałem. Caitlyn odpowiadając na propozycję, poleciła swoim zauniańskim najemcom trzymać się z daleka od miejsca zbrodni, obawiając się zatartych śladów. Przez nieuwagę czy umyślnie – nieistotne. Ale czy posłuchali? Musieli. To był jeden z warunków współpracy. Ujęła to przecież dosyć dosadnie – jeśli warunek nie zostanie spełniony to natychmiast się pakuje i wraca do Piltover. Serce Caitlyn biło nieco szybciej niż zwykle. Jak zawsze, kiedy otrzymywała sprawę do rozwikłania. Kiedy stawała przez kolejnym interesującym wyzwaniem. Już wkrótce przyjdzie jej stoczyć pojedynek z mordercą! Czyż to nie ekscytujące?

zaunPogrążona w myślach nie zauważyła nawet kiedy dorożka przekroczyła bramy spoglądającego na nią złowieszczo Zaun. Państwo, na terenie którego próżno szukać lasów czy borów, kraina zdominowana przez przygnębiający chłód betonu i stali. Zaun. Odwieczny rywal Piltover, miasto-państwo, które nie przejmuje się ograniczenia, normami, prawami czy jakąkolwiek moralnością. Miejsce pozbawionych kontroli eksperymentów, szalonych naukowców i… wielkich odkryć. Powóz zatrzymał się przed ogromnym budynkiem będącym swoistym symbolem bezguścia. No tak, żadnych ograniczeń. W każdym aspekcie. Zaunici tak desperacko pragnęli nieograniczonej wolności, że stali się niewolnikami braku zasad. I było to widać na każdym kroku. Ratusz stanowił więc karkołomną mieszankę niemalże wszystkich znanych stylów – demaciańskiego porządku, noxiańskiego chaosu, ioaniańskiego spokoju, bilgewateriańskiej błogości, shurimiańskiej skromności i wielu, wielu innych, a wszystko to okraszono pewną dozą typowo zauniańskiego szaleństwa. Radny Rath już na nie czekał. Jego sylwetka stanowiąca połączenie człowieka z automatem robiła dość szokujące wrażenie.

Coś na moment powstrzymało Caitlyn. Przeczucie? Nonsens. Było już za późno, by się wycofać. Dzieliły ich tylko drzwiczki dorożki, wyposażone w szybę otoczoną przepięknym, zabytkowym wzorem wykonanym ze szczerego złota. To okno, to zdobienie… Niecodziennie widzi się takie rzeczy w powozie. Musi im naprawdę zależeć na tej sprawie… albo chcą stworzyć takie wrażenie. No nic, do roboty – jedna noga, druga noga i voila.

Vi podążyła za swoją partnerka. Kaszlnęła, wysiadając.

– Zapomniałam już jak okropne jest tutaj powietrze – rzuciła w swoim stylu.

Nie był to najpiękniejszy dzień w Zaun. Melancholijna szaruga zdominowała nieboskłon, zapowiadając nadchodzącą mżawkę, która potrwa cały dzień, a może i dłużej. Pogoda determinowała nastrój bezczynności, powodowała senność, była wieszczem, była wyrocznią, prorokiem… zagęszczającej się psychozy?

rath- Serdecznie witam naszych wspaniałych gości – dystyngowanie zwrócił się do nich radca, zginając się w pół, zupełnie jakby nie dosłyszał kwestii wypowiedzianej przez buntowniczą młodszą inspektor. Jego spojrzenie zdawało się jednak mówić „chciałbym obciąć ci obydwie dłonie i wykorzystać je do eksperymentów techmaturgicznych”. Dziwnie. – Pozwólcie, że niezwłocznie zaprowadzę was do miejsca zbrodni, a w drodze postaram się przybliżyć szczegóły sprawy. Zanim się tam jednak udamy chciałbym…

Ze schodów niespiesznie staczał się nobliwy, pyzaty, starszy człowiek o dość dobrotliwej fizjonomii łasucha.. Jego kroki były niezdarne i flegmatyczne. Jeszcze dwa schodki, jeszcze schodek.

– Przy ofierze nie znaleziono zdobionej karty – rzuciła natychmiast Caitlyn z wyrzutem w głosie. – Ach, gdzie się podziały moje maniery. Witaj, ambasadorze Dorkshire – dodała poważnie.

Nastała chwila ciszy.

– Wiedział Pan, że nic innego nie skłoniłoby mnie, by tu przyjechać…

Emisariusz przytaknął:

– …a to naprawdę istotna sprawa, madame Caitlyn. Tutejszy kazus jawi się jednak jako skrupulatna imitacja demaciańskiej rzezi, nawet zważając na brak kluczowej poszlaki. Z pewnością nie niepokoiłbym jejmości trywialnym incydentem. – Wąs ambasadora uniósł się w szlachetnym, dobrotliwym uśmiechu.

– Och, jak ja Pana nie cierpię, sir – zażartowała strażniczka prawa, już w tym samym momencie niemal bezwiednie analizując nowe dane.

ballroomMijali kolejne korytarze, pokoje pełne urzędników zajętych wypełnianiem stosów papierów. Wszystkie twarze do siebie podobne, wszystkie pomieszczenia identyczne… Najmłodsza inspektor w historii Piltover słuchała wyjaśnień tylko częściowo, zaprzątnięta własnymi przemyśleniami. Radny i tak nie mówił niczego, czego by już nie wiedziała. No i jednocześnie miała wrażenie, że nie przekazuje jej wszystkiego… Dotarli do cudownej, ogromnej Sali Balowej, błyskawicznie nią przemknęli i udali się schodami na górę, do pokojów zajmowanych przez dyplomatów oraz gości honorowych. Uchylili drzwi…

Smród trzewi, który ich uderzył nie był niczym niezwykłym. Towarzysze wiedzieli, że muszą zostawić Caitlyn samą i nawet Vi gdzieś zniknęła. Obraz, który ukazał się oczom młodej detektyw, wzdrygnął nią. Zważywszy na ogromne doświadczenie, strażniczka była przygotowana na makabryczny widok, ale to, co zobaczyła wymykało się nawet najgorszym wyobrażeniom. Znała tę twarz. I jednocześnie jej nie rozpoznawała. Znała ją. Znała ją. Znała ją. A teraz ona nie żyje. Janna była najbardziej dostojną, pewną siebie, energiczną, a jednocześnie najżyczliwszą osobą, jaką młoda inspektor kiedykolwiek poznała. A teraz to majestatyczne, spokojne, ale jednocześnie pełne dumnej mocy oblicze bezcześcił krwawy, nienaturalny uśmiech, który mógł być wyłącznie dziełem prawdziwego potwora. Poharatane ciało grzęzło w karmazynowej posoce. Nogi były dotkliwie poranione, a jedna z nich została zgięta pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. Ale czegoś brakowało… Rąk. Brakowało rąk. Pierwszą z nich detektyw znalazła po otwarciu szafy, a druga wisiała… na oknie… Barykadowała je. Ohydne, chore, nieludzkie.

„Kto mógł zrobić coś takiego!?” – krzyknęły myśli w naturalnym odruchu.

Doświadczenie Caitlyn nie pozwoliło jednak, by tak prymitywne zagranie odwróciło jej uwagę od istotnych detali. Lekcja pierwsza – zabójca, który masakruje ciało daje upust swoim fascynacjom, jednocześnie pozostawiając jednak mnóstwo poszlak, które z pewnością dostrzeże oko wprawnego detektywa. Minęło co prawda mnóstwo czasu, cały dzień, ale nie wszystko jest stracone. Dziura w brzuchu. Tak, to ona była zabójcza. Wygląda na ranę postrzałową, strzał z dużej odległości, lecz tu… brakuje kuli. To nie trzyma się kupy, ale ci goście… Nie, oni raczej nie postępują zgodnie z zasadami logiki.

Do pokoju prowadzą tylko dwa wejścia – drzwi i okno. Interesujące, że pokój wyraźnie dzieli się na dwie części – tą, która została zbezczeszczona przez zabójcę, i tą w której morderca nie postawił nawet stopy… Ten podział jest ewidentny, razi w oczy. Obydwa obszary rozdziela ciało. Zmasakrowane ciało, poranione według jakiegoś popapranego zwyczaju. Rytuału? W wymalowanym posoką fragmencie pomieszczenia stoi tylko szafa, w której ukryta została kończyna ofiary. Na drzwiach do szafy wisi suknia, jest przycięta drzwiami. Jest tu też okno zatrzaśnięte drugą kończyną. Zabójca nie wyszedł oknem, ale nim… wszedł.

– Vi! – Różowo włosa młodsza inspektor natychmiast pojawiła w drzwiach. – Przynieś demolekulator i papier techmagnetyczny.

room

Rana postrzałowa, rzeź… Ofiara umarła od strzału, ale mimo to morderca na tym nie poprzestał. Wszedł tu. Przez okno. Dekapitował ciało, zablokował okno jednym ramieniem, drugie wrzucił do szafy. Chciał się go pozbyć? Na wewnętrznej stronie drzwi do komody jest ślad rozbryzgującej krwi.

Głos podświadomości podszepnął czule: „Nie działał sam, ktoś go wynajął”.

W momencie strzału szafa była otwarta, a później została zamknięta. Przez zabójcę. Suknia też jest pognieciona… Dotykał jej? Dotykał drzwiczek? Wyszedł drzwiami… Zaraz, zaraz, przy wejściu, co to jest? Niesamowite, purpurowe iskierki… nieprzypominające niczego.

Wróciła Vi z przyborami.

– Cait, chyba coś mam. Talon jest w Zaun.

Strażniczka prawa nie zdążyła nawet skomentować tej sensacyjnej informacji, bo do pokoju wpadł wysłannik. Wręczył Caitlyn telegram.

Kolejne morderstwo. Stop. Druga ofiara. Stop. Kanały w zachodniej części miasta. Stop. Przybądźcie natychmiast. Stop.

Okaleczenie było zmyłką?

Artykuły premium


Jeśli zauważyłeś literówkę/błąd we wpisie - prosimy o zgłoszenie tego poprzez specjalny formularz kontaktowy - dzięki automatycznemu systemowi powiadomień będziemy mogli błyskawicznie usunąć błąd.